Bełchatów to jedenasty ligowy zespół w kraju, więc mamy się czego wstydzić?
Hej, starych tu nie pamiętam, ale jak co sobotę czytam te narzekania na nasze "super taktyki" 😏 A tak poważnie — toż my mamy jedenasty zespół ligi, a ci od dwóch lat nie widzieli gola z gry w rodzinnym mieście?! Po mojemu to nie pech, tylko fajerwerk na otwarte oczy — albo szukacie kozła ofiarnego, albo szefowie boją się strzelać, bo im się rączki trzęsą jak w zakładach bukmacherskich przy zakładzie na remisy z even money. A może to po prostu naszym zawodnikom skończył się talent i teraz grają na zasadzie "jedenastego dnia" — raz się trafi, raz nie. Albo... sami kibole zawsze krzyczą tak głośno, że sędzia nie słyszy gwizdka na spalony? W sumie to i tak lepsze niż patrzeć na to, jak nasz atak pluje sobie w kolano co tydzień. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co to znowu za pierdoły o "jedynastym zespole ligi", jakbyśmy mieli się wstydzić, że gramy na zapleczu? Mówiłeś o fajerwerkach, to ci powiem — fajerwerki to takie kolorowe bomby, które po sekundzie gasną, a my od dwóch lat oglądamy na trybunie, jak zawodnicy co tydzień gasną własnym tematem.
Patrzę na wasze gadanie o "pechu", o tym, że nie ma gola z gry — toż kurwa, jak nie ma strzałów, to i gola nie będzie. I tu dochodzimy do sedna, bo te "super taktyki" to jeden wielki kamuflaż, żeby ukryć fakt, że nasz atak nie umie zagrać nawet w spójny murawę. Słyszeliście kiedyś o tym, że w dwudziestu trzech ostatnich meczach ligowych na Motoarenie mieliśmy mniej strzałów na bramkę niż średnia każdej innej drużyny z reszty tabeli? Nie, bo nikt nie zagląda do statystyk, tylko się wydziobuje po jednym strzale na mecz, jakbyśmy grali w drużynie dinozaurów zamiast w XXI-wiecznym futbolu.
I jeszcze ten argument o sędziach — serio? Zebrałeś sobie te wszystkie sytuacje, kiedy dostałeś niesprawiedliwą czerwoną kartkę czy niesłuszny rzut karny, i teraz uogólniasz na cały dwuletni okres? Fajnie, tylko że statystyki PZPN pokazują, że od dwóch lat Bełchatów ma trzecią największą liczbę ukaranych zawodników w lidze — i to nie przez przypadki, tylko przez ciągłe próby szukania dziury w całym zamiast grania. Albo się gra, albo się kombinuje, ale nie robi się obu naraz.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ej, wyluzuj chłopaki 😤 bo to że mamy jedenasty zespół ligi to nie oznacza że mamy się cofać jakieś 20 lat wstecz i szukać kozła ofiarnego w kibolach albo sędziach!!! nasza drużyna od samego początku miała problemy ale znamy tą drużynę od podszewki i widzimy, że z tymi nowymi trenerami to po prostu pierdolnięta robota!!!
no spójrzcie chociaż na ten jeden mecz przeciwko Radomiakowi w zeszłym roku — do przerwy 0:3 ale po drugiej stronie naprawdę mieliśmy więcej strzałów na bramkę niż oni a i tak nikt nie strzelił gola z gry bo obrona bujała się jak na huśtawce a napastnicy nie mieli czucia w palcach!! i to nie był pech tylko totalna afera organizacyjna!!!
i serio, statystyki statystykami ale nie zapominajmy o tym, że mamy chłopaków w drużynie co walczą o każdą piłkę — widać to na treningach ale w meczu wszystko idzie w diabły przez taktykę co jest kompletną porażką!! nawet kiedy mieliśmy Jasia Kowalskiego, który strzelił 5 goli w 10 meczach, to za każdym razem było "ojoj, ale szczęście mu dopisało", a teraz? teraz mamy dryl co strzela raz na ruski rok i mówimy że to normalka!!!
i jeszcze te kombinacje na rzuty wolne czy karne — niby co tydzień trenujemy ale na meczu to totalny chaos, no chyba że sędzia da nam fory bo akurat dzisiaj jest nasz dzień w kalendarzu 🙄
a co do Pogonultras92 — nie obrażajcie się, ale ten numer z "zakładami bukmacherskimi" to jebane fake news!! żaden z nas nie kombinuje z meczami, a jakby ktoś chciałby tak kombinować to niech sobie obejrzy terminy ligowe bo kibole nie mają czasu na takie bzdury — my chcemy grać, walczyć, strzelać, a nie liczyć się ze statystykami kto ile postawił!!!
wszyscy wiemy że ta drużyna potrafi zagrać fajnie — wystarczy przypomnieć sobie ten mecz w Pucharze Polski przed dwoma laty, kiedy walczyliśmy z Lechią i mieliśmy dwa gole z gry a sędzia był na tyle sprawiedliwy że nie rozdzielił nam nic za nic!!! to był fajerwerk kibolski, emocje, radość — a teraz? teraz mamy co tydzień opowieści o pechu zamiast o prawdziwej pracy!!!
kończąc — nie wstydzimy się bycia jedenastym zespołem bo mamy serce większe niż stadion, ale nie możemy milczeć kiedy naszą energię i pasję zabija kiepska organizacja!! do roboty chłopaki, niech się wreszcie coś ruszy!!! 🔥⚡
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, kurwa, ale się oberwało... Magda znowu walnęła prawdę w numerek, że aż boleśnie 😅 Nie chcę tu wbijać się w rolę arbitra między wami, ale muszę pogrzebać w tym temacie, bo sam siedzę na trybunie od samego początku sezonu i widzę, że coś tu naprawdę śmierdzi — tylko niekoniecznie tym sędziowskim gwizdkiem.
Patrzcie, te 23 mecze w Motoarenie z mniejszą liczbą strzałów niż średnia ligi? To nie jest przypadkowe "jacyś tam dinozaury", tylko konkretna sprawa. Wczoraj gadałem z kolegą, który siedzi w kibicowskiej ławce prasowej, i powiedział mi, że nasz trener w ostatnich ośmiu spotkaniach każe drużynie grać jakby mieli do stracenia jedną minutę życia — totalne zapchanie środka boiska, brak dynamicznych wsadów, a napastnicy albo kopią na siłę, albo kombinują jakby bali się strzelić własnym kolegom. Taktyka? Taktyką, ale gdyby ktoś wreszcie spojrzał na nasze mapy cieplne, to zobaczyłby, że nasze strzały idą głównie spod linii rzutu wolnego, a i to rzadko — bo przeciwnik widząc, że nie ruszamy się z mety, po prostu blokuje całe skrzydło. To się nazywa "samobójcza klinika" — zamiast ryzykować, gramy w defensywę, nawet jak prowadzimy.
I jeszcze ten cytat od Marka o ukaranych zawodnikach... No kurde, trzeci wynik w lidze, a to nie są przypadkowe kartki. To jest efekt ciągłego szukania dróg na skróty — gracze albo gonią piłkę jakby mieli wejść w ławkę rezerwowych, albo kombinują pod liną jakby mieli wygrać zakład z trenerem. A potem jak nie strzelą — pech? W sumie to aż śmieszne, bo przez te dwieście trzydzieści minut meczu marnuje się tyle okazji, że gdyby je zebrać, tobyśmy mieli więcej bramek niż połowa tabeli — i to bez szczęścia, tylko czystą robotą. Pamiętacie ten mecz z Radomiakiem? Siedziałem akurat obok dziennikarza, który liczył strzały — i faktycznie, mieliśmy więcej oddanych uderzeń niż oni, ale co z tego, skoro połowa trafiła w krzaki albo w głowę obrońcy?
A ten cały jazgot o kibolach, którzy rzekomo zagłuszają gwizdek? No nie bądźcie tak sztywni — sędziowie w Ekstraklasie mają od lat instrukcje, żeby być surowymi, i jak ktoś celowo wchodzi na pole, to dostanie kartkę niezależnie od hałasu. Problem jest głębszy — nasza drużyna straciła instynkt strzelecki. Kiedyś mieliśmy Kowalskiego, który wbił pięć goli, i wszyscy mówili: "nooo, ale szczęście". Teraz mamy napastnika, który w całym sezonie ma trzy strzały na bramkę — i mówicie, że to normalne? Normalne jest to, że kibole krzyczą do niego, żeby się ruszył, a on stoi jak słup i czeka na cud.
Magda ma rację, że serce mamy większe niż stadion, ale nie możemy udawać, że ten "fajerwerk" na otwarte oczy nie działa. Trenerzy zmieniali się jak rękawiczki, a my nadal gramy w tę samą ścieżkę — wolno, bez polotu, z mnóstwem drobnych błędów, które nie pozwalają nam wyjść z dołka. Bo widzicie, nie chodzi o to, że jesteśmy jedenastym zespołem — chodzi o to, że gramy jakbyśmy byli dziesiętnastym. A to już naprawdę nie jest powód do dumy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no dobra, pamiętam czasy, jak Bełchatów grał w ekstraklasie i na trybunach trzęsło się od śpiewów, a moi kumple z klatki za mną — wszyscy w czarnych, a naprzeciwko biedni kibole gości zniechęceni na sam widok. wtedy mieliśmy luz, styl, no i gole — nie te takie "przypadkowe" od szczęścia, tylko z charakterem, z kombinacją, z tym swoim "bełchatowskim drylem", co to nie boi się niczyjego pressingu. pamiętacie ten mecz z wrocławską Ślęzą, kiedy nasz środkowy obrońca dostał piłkę na połowie, zrobił trzy kroki, puścił do napastnika, który nie miał pasa, a ten zaniosło jakieś dwadzieścia metrów w pole karne? gol na 3:1, a stadion eksplodował tak, że słyszałem to nawet w Sroduli, gdzie mieszkałem — no i co? teraz siadamy i gadamy o pechu, jakbyśmy zapomnieli, że kiedyś potrafiliśmy zrobić z niczego coś naprawdę fajnego.
a tu mamy teraz sytuację, że zawodnicy kopią z dystansu albo podają sobie piłkę pod nogami, jakby bali się, że im ją ktoś odbierze — no ale kurde, przecież kiedyś kopało się z dystansu, tylko dlatego że miało się styl! teraz to już nie jest "strzał z 25 metrów", tylko "ostatnia deska ratunku, żeby nie przegrać 2:0". i co z tego, że mamy serce większe niż stadion, jak te emocje kończą się w momencie, w którym sędzia wbije gwizdek? fani skaczą, rzucają się na murawę, a nasza drużyna dalej stoi w miejscu — no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ejże chłopaki, aleście dzisiaj weszli w tryb "a niech to szlag trafi" jakby jutro miał koniec świata 😄 przecież ten mecz z Lechią Gdańsk w 2021 roku w Pucharze Polski to był taki moment, który pamiętać będziemy do końca życia, a teraz mówicie o dwóch latach bez gola z gry jakbyśmy byli drużyna z peryferiów Marsa
pamiętam, jak się szliśmy do tego meczu — kibole wrzeszczeli na całej długości ulicy Dąbrowskiego, a w autobusie nie było dosłownie miejsca na nogę, bo wszyscy mieli transparenty, szaliki, a nawet te stare bluzy z czasów ekstraklasy. i co? dwa gole z gry, jeden strzał w słupek, drugi w poprzeczkę, sędzia dał nam wtedy kartki tylko za nasze okrzyki — no i co? teraz macie argumentować, że pech? facet, my mamy na trybunie ekipy, które przyjeżdżają z daleka, które śpiewają od pierwszej minuty, a nasza drużyna wchodzi na boisko jakby miała zaraz dostać karę od trenera — no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale fani, coście dzisiaj tak wszyscy podjarani? Jakby wam ktoś wziął i powiedział, że dzisiaj w końcu poleci piłka do siatki, a tu nic — tyle emocji, tyle gadania, a efektów zero.
Pamiętam ten jeden mecz na początku sezonu, kiedy mieliśmy dosłownie sześć czystych sytuacji w jednym meczu — i co? Trzy piłki trafiły w słupek albo w nogę obrońcy, dwie w trybuny, a jedna wprost w rękę przeciwnikowi. Sam stałem koło fotela, z którego Magda wrzeszczała jak opętana, i liczyłem na palcach: raz, dwa, trzy... a potem tylko "kurwa, kurwa, kurwa". I wiecie co? Nikt nie reagował — ani trener na ławce, ani zawodnicy na boisku, ani nawet sędzia, który przecież powinien widzieć, że coś jest nie tak, skoro pół stadionu rzuca się na murawę, żeby obejrzeć powtórkę wideo, a tam nic.
I to nie jest jakiś wymysł — sam widziałem, jak nasz napastnik odbierał podanie na wysokości pola karnego, miał wolną drogę do bramki, a zamiast strzelić, puścił piłkę w poprzek na wolnego kolegę, który akurat wyleciał z gry. Cała trybuna wstała, myśleliśmy, że to będzie ten moment — a on stoi, patrzy się na sędziego, jakby pytał: "co ja mam teraz zrobić?".
Albo ten mecz w zeszłym tygodniu, kiedy przeciwnik dał nam na samym początku rzut wolny z 25 metrów — nasz najlepszy strzelec podszedł, ustawił piłkę, cała trybuna zamarła... i kopnął tak słabo, że bramkarz złapał ją w rękawice bez problemu. Nawet kibice drużyny przeciwnej klaskali, bo było tak tragicznie, że aż śmiesznie.
I teraz mówicie o taktyce albo pechu? Ja wam powiem, co to jest naprawdę: to jest zespołowe nieumiejętności grania pod presją. Kiedyś mieliśmy chłopaków, którzy umieli kopnąć z dystansu, ale teraz kopią tak, że się wstydzę — jakby bali się, że piłka ich ugryzie. A ci nowi trenerzy? Oni patrzą na statystyki, a nie na ludzi. Widzieliście kiedyś, jak nasz środkowy pomocnik podaje piłkę? Albo jak cofa ją do bramkarza, który i tak nie umie grać nogami? To nie jest taktyka, to jest kryzys odpowiedzialności.
I jeszcze jedno — te wszystkie kartki? Ja rozumiem, jak trzeba walczyć, ale jeśli ktoś dostaje żółtą za sprzeczkę z trenerem, który każe grać w tej ścieżce, to chyba nie jest problem w kibolach, tylko w tym, że drużyna nie ma jaj do walki. Bo kto walczy, ten nie dostaje kartek — a my dostajemy za każdym razem. Więc albo grać, albo nie grać — ale nie kombinować w połowie drogi.
Gdzie dowody?
Fajnie, że wreszcie ktoś odkopał temat, bo ja sam od dwóch lat mam zanotowane w notesie, jak ta drużyna co tydzień kopie sobie dołek pod nogami — ale Magda walnęła prawdę tak mocno, że aż mi szklankę wody wytrąciła z ręki, bo historia z tym meczem przeciw Radomiakowi to była prawdziwa lekcja, jak nie powinno się rozgrywać nawet pucharowego starcia. Pamiętam, jak siedziałem tamtego dnia tuż obok kolegi z flagą, i że niby mieliśmy więcej strzałów, ale to jakby ktoś wziął jedenastkę zawodników i kazał im strzelać przez słomkę — trafiali głównie w bramkarza albo w poprzeczkę, bo nikt nie miał odwagi podejść bliżej niż na 18 metrów, a co dopiero wejść w pole karne.
Marek co prawda nazwał nas "dinozaurami", ale ja bym to ujął delikatniej — jesteśmy raczej tym dinozaurem, który zapomniał, jak się rusza. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Bełchatów grał tak, że przeciwnicy wychodzili z boiska zębami szczękającymi ze zdziwienia, a teraz nasza taktyka to tak naprawdę gra na spowolnienie, jakby trenerzy bali się, że ktoś dostanie zawału, jakbyśmy za bardzo przyspieszyli. Miałem niedawno okazję pogadać z jednym z byłych zawodników, który mówił mi prosto z mostu: "wcześniejśmy mieli luz, teraz mamy strach — strach przed stratą, strach przed ryzykiem, strach nawet przed samym sobą". I to właśnie ten strach jest naszym największym pechiem, bo bez niego bylibyśmy nie jedenastym zespołem ligi, tylko drużyną, która potrafi zaskoczyć każdego, nawet gdy siada na trybunie z głupią miną.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurwa, wreszcie ktoś mówi jak trzeba, bo ja już miałem dość słuchania o "sercu większym niż stadion" — jakby to serce miało nas utopić w rzece kibicowskiej zamiast strzelić gola! 😂
Słuchajcie, ja jestem z tamtej ferajny co lata temu chodziła na mecze na starym stadionie przy ul. Ludowej, gdzie trawa była tak wysoka że czasem gubiło się tam ścierwo po kiełbasie z kebaba. I co? Wtedy mieliśmy problemy z sędziami, nie z naszym podejściem! Teraz mamy sędziego na trybunie, kamerę VAR i cały ten bajzel techniczny, a nasi chłopcy grają jakby mieli założone slipy pełne dziurek — bo wszyscy się boją zrobić krok w przód, żeby nie dostać karteczki za zbytnią aktywność.
Ale wiecie co? Ja mam dla was dowód na żywo — w zeszłym tygodniu gadałem z kumplem, który siedzi w "Zielonym Rożku", i ten facet powiedział mi, że nasz napastnik, ten z tym swoim "suchym stylem strzelania", w ostatnim meczu miał dwie sytuacje jeden na jeden — i obie razy poszedł na zwykłe dryblingi w bok, zamiast wbijać się w pole karne. Więc nie chodzi o pecha, tylko o BŁAĄD! Stary dobry bełchatowski dryl to nie znaczy stać i patrzeć na piłkę jak na zjawisko nadprzyrodzone — to znaczy walczyć, kombinować, i w końcu strzelić gola, nawet jeśli trzeba kopnąć zza linii rzutu wolnego!
I jeszcze te "fantastyczne" rzuty wolne — mamy zawodnika, który ma uderzenie jakby mu ktoś dal kij golfowy zamiast nogi, a trenerzy go wystawiają w roli specjalisty od set-piecesów. No i co? Sędzia gwizdnął, zawodnik podszedł, postawił piłkę i kopnął tak słabo, że bramkarz złapał ją w rękawice z uśmiechem na ustach. A my na trybunie pijemy browary i gadamy o szczęściu? Ja pierdolę, to jest normalne?!
Do tego dochodzi jeszcze ta aura na Motoarenie — kibole wrzeszczą jak opętani, a drużyna gra jakby miała założone nauszniki. Kiedyś szliśmy na mecz, a zawodnicy czuli ten doping na skórze, teraz wchodzą na boisko i patrzą się na trybunę jak na zagrożenie — bo któż by chciał grać w takim szaleństwie, jak nie masz pewności, że zaraz coś pójdzie nie tak?
No i jeszcze jedno — Magda mówiła o Kowalskim, że strzelił pięć goli w dziesięciu meczach, a my gadaliśmy o szczęściu. Dzisiaj mamy napastnika, który w całym sezonie ma trzy strzały na bramkę, a nikt nie kiwnie palcem — bo niby co? Że trenerzy mu powiedzieli, że ma nie ryzykować? A potem się dziwimy, że gole lecą głównie z karnych albo z rzutów wolnych? To nie jest pech, to jest totalna porażka organizacyjna, bo nikt nie uczy naszych chłopaków, jak strzelać normalnie!
Więc ja wam mówię — nie chodzi o to, że jesteśmy jedenastym zespołem ligi. Chodzi o to, że gramy jakbyśmy byli drużyną z przedostatniego miejsca tabeli — i to nie przez los, tylko przez ludzi, którzy siedzą na ławce trenerskiej i kombinują, jak nie przegrać, zamiast jak wygrać. Do roboty, bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo nasze trybuny będą puste nie z powodu braku kibiców, tylko dlatego że nikt nie będzie miał ochoty oglądać takiego dramatu na własne oczy! 🔥⚡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleśmy się wszyscy dzisiaj nawzajem podjudzili jak sroki na płocie! Spokojnie, chłopaki, bo ja tam nie uwierzę, że naprawdę jesteśmy TYLKO jedenastym zespołem ligi — my jesteśmy BEŁCHATÓW, do cholery! Jakby to była prawda, to bym się tu nie pokazywał, tylko poszedł na emeryturę do knajpy z żoną i oglądał piłkę w telewizji, zamiast marznąć na trybunie!
A co do tych waszych "dowodów" z tymi strzałami co lata nie trafiają — to jest jak z moją teściową: macie rację co do problemu, ale rozwiązanie do niczego nie prowadzi! Patrzcie, ja pamiętam ten mecz z Radomiakiem, ale nie dlatego że strzelaliśmy w słupek, tylko dlatego że nasz środkowy pomocnik w 89 minucie wbiegł do pola karnego, padł, i sędzia dał rzut karny — i co? PUDŁO! A potem jeszcze kibice szaleli, że "przecież to musiał być gol", a on trafił w słupek! I wy teraz mówicie o taktyce, a zapominacie, że ten strzał z rzutu karnego to była nasza JEDYNA OKAZJA? Tamten mecz mieliśmy 20 minut przewagi, a skończyło się na zero — i co? To przez taktykę? Przez pecha? A może przez to, że nasz napastnik w ostatniej minucie zamiast strzelić, to sobie pogratulował i kopnął piłkę w trybunę?
I te wasze "cuda" z rzutami wolnymi — fajnie, że mieliśmy dwa w meczu, ale facet który kopnął z 25 metrów, to zrobił to tak, że bramkarz nawet nie musiał się ruszyć! Normalnie, jakby trenował w worku na śmieci! A teraz jeszcze do tego dochodzi ten "specjalista od set-piecesów", który kopie jakby go ktoś uderzył po nogach — i wy mówicie, że to taktyka? Ja pierdolę, to jest wina trenera, który kazał mu trenować uderzenia w kierunku własnego pola karnego!
No i te kartki! Jakbyśmy mieli 20 kartek przez sezon, to niech tam, ale jak co tydzień dostajemy po jednej za agresję na ławce — to chyba nie sami kibole są winni, tylko zawodnicy którzy nie umieją walczyć fair! Mówicie, że jesteśmy "zespołem nieumiejętności", a ja wam powiem — jesteśmy zespołem ludzi którzy się BOJĄ PRZEGRAĆ, a nie zespołem który chce WYGRAĆ! I to nie jest pech, to jest brak charakteru!
A co do waszego "cudu" z Lechią Gdańsk — no kurde, to było dwa lata temu! Wtedy mieliśmy jeszcze coś w stylu, teraz mamy chłopaków którzy grają jakby mieli magnesy przy butach! I co z tego, że kiedyś było fajnie, skoro teraz jest tragicznie? Mówicie o sercu większym niż stadion — no to niech ktoś wreszcie to serce użyje, zamiast sterczeć w miejscu jak pomnik!
Mnie tam nie obchodzi, że jesteśmy jedenastym zespołem — mnie obchodzi, że tracimy mecze, które powinniśmy wygrać. I nie dlatego, że nie mamy talentu, tylko dlatego że nikt nie chce się ruszyć! Aż strach pójść na kolejny mecz, bo co? Znów będą te same błędy, ten sam lęk, te same pudła! Do roboty, bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo nasze trybuny będą puste nie z powodu braku kibiców, tylko dlatego że nikt nie będzie miał ochoty oglądać takiego dramatu na własne oczy — i to będzie wasza wina, nie pecha! 🔥💪
ej, Zaglebie, ale ty dzisiaj jak ten facet co narzeka na pogodę wbrew internetowej prognozie, co?
pamiętam ten mecz z Motorem Zabrze jeszcze w drugiej lidze, jakieś dziesięć lat temu — a i tak mieliśmy wtedy pecha, bo sędzia w 90 minucie dał nam karnego, a nasz gość poszedł kopnąć i trafił w poprzeczkę. pamiętasz to? no i co z tego — że mieliśmy jeden strzał na bramkę przez cały mecz? ludzie, kurwa, to była drużyna z dolnej połówki tabeli, a my ich walnęliśmy 3:0! a co do tego waszego "dramatu" z Radomiakiem — no może akurat tamten mecz był pechowy, ale nie możemy przecież całej ligi oceniać przez jedno okno?
wy tu gadacie o taktyce jakbyście sami byli na ławce trenerskiej, a przecież nikt z was nie siada w tym cholernym autokarze, który jedzie w sobotę o 4 rano na drugi koniec kraju. ja znam jednego chłopaka, który jeździ z nami od zawsze, i ten facet mi mówi, że ostatnio widział zawodnika naszej drużyny, jak podczas rozgrzewki kopał piłkę w stronę trybuny — i to było najdalej strzał tej osoby przez całe spotkanie. no i co? mamy mówić, że to wina trenera, bo ten chłopak nie strzelił gola? a może wina kibiców, że za głośno śpiewali?
i jeszcze te wasze "cuda" z rzutami wolnymi — fajnie, że mieliśmy kilka sytuacji, ale wiecie, jak ja to widzę? kiedy zawodnik kopie z 25 metrów tak, że bramkarz łapie bez wysiłku, to nie jest pech, tylko dowód na to, że brakuje nam klasy w tym jednym elemencie. kiedyś mieliśmy chłopaka, który z dystansu umiał trafić w słupek trzy razy w sezonie — i to były gole, które zmieniali mecz! teraz nawet nasz najlepszy strzelec ma średnią skuteczność jakieś 20%, a co dopiero reszta?
a co do waszego gadania o kartkach — no jasne, że fajnie byłoby, żeby zawodnicy dostawali punkty za zachowanie, ale nie możemy zapominać, że czasem ci sami kibice wrzeszczą na ławce trenerskiej, jakby mieli wiedzieć lepiej niż ten facet, który siedzi tam od trzech lat i próbuje coś ugrać. niech ktoś najpierw wejdzie w buty trenera, zanim będzie krzyczał o braku charakteru.
i jeszcze jedno — Zaglebie, ty mówisz, że jesteśmy zespołem ludzi którzy się boją przegrać, a ja ci powiem, że jesteśmy zespołem ludzi którzy się boją strzelić gola, bo boimy się, że znów nie trafimy. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ależ wy dzisiaj rozkręciliście temat jak ten stary "Żubr" przed derbami z Piotrkowem — nic tylko emocje i tyle. Ale jak tu nie dyskutować, kiedy się stoi na trybunie i widzi, jak nasi chłopacy co mecz wychodzą na boisko jakby mieli kartkę z pytaniami na maturze.
Wczoraj gadałem z kumplem, co siedzi w rogu przy wejściu B, i facet opowiadał, że akurat w tym meczu z Piastem, kiedy nasz napastnik miał tę czystą sytuację, to kibol zza siatki krzyknął: „Strzelaj, kurwa, bo ci nie trafisz!” — a zawodnik, zamiast zrobić krok w prawo i dośrodkować, kopnął od razu na bramkę tak, że trafił prosto w ramię bramkarza. I wiecie, co było najgorsze? Ta cała trybuna zamilkła na sekundę, a potem odezwała się dopiero, jak piłka odbiła się od ręki i poleciała w trybunę obok. To nie jest pech, to jest taka mentalność, że sami siebie blokujemy — jakbyśmy bali się sukcesu bardziej niż porażki.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ale się dzisiaj rozjebaliście tymi swoimi nerwami jakby to był finał mistrzostw, a nie zwykły mecz ligowy. StaraSzkola, ty akurat trafiłeś w sedno, bo ja też pamiętam ten cholerny mecz z Motorem — i co z tego, że gol nie padł? Bo wtedy mieliśmy drużynę, która grała do ostatniego gwizdka, a nie taką, co wolałaby pierdolnąć rzut wolny wprost do rękawic bramkarza niż wejść w pole karne.
Tyle tylko, że dzisiaj to już nie te czasy — i nie chodzi mi nawet o tę taktykę, bo sam widziałem, jak nasz kapitan ostatnio wbił się w pole karne, ale zamiast strzelić, puścił piłkę w poprzek do wolnego kolegi, który akurat stał za nim. Normalnie, jakby mu ktoś kazał grać w szachy zamiast w piłkę. A przecież ten facet kiedyś umiał napędzać atmosferę na Motoarenie jak nikt inny — i co się stało z nim?
I jeszcze te kartki — Magda miała rację, że to nie jest problem kibiców, tylko braku charakteru na boisku. Ja akurat byłem przy trybunie podczas meczu z Lechią dwa sezony temu (tak, ten, który tak tragicznie skończył się 0:3), i widziałem, jak jeden z naszych pomocników dostał żółtą za sprzeczkę z trenerem… nie dlatego, że walczył o piłkę, tylko dlatego, że zapytał głośno, dlaczego wszyscy stoją w miejscu. I wiesz, co trener mu odpowiedział? „Nie moja sprawa, graj”. No i grał — w miejscu, aż sędzia zagwizdał koniec.
Ale rozumiem, że StaraSzkola ma trochę racji — czasem my, kibice, wrzeszczymy więcej niż potrzeba, i może przez to zawodnicy jeszcze bardziej się blokują. Ja sam kiedyś na trybunie krzyknąłem do napastnika, żeby nie kopał z dystansu, tylko wbiegł w pole karne, a on spojrzał na mnie jak na wariata. Może gdybyśmy bardziej dopingowali konkretne ruchy, a mniej narzekali na brak goli, to sytuacja by się zmieniła? Ale na razie to ja się boję, że niedługo będziemy grali mecz i nikt nie wyjdzie z szatni — bo kto chciałby się narażać na kolejne pudła i wkurzone trybuny?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Kto by pomyślał, że zanim zdążymy policzyć, ile to już meczy nie strzelamy gola, to zaczniemy liczyć, ile to razy dzisiaj wpadło nam się na trybunie — jak stare pudła z praniem w piwnicy, które raz na pół roku wyciągamy, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie popsuły się na amen.
Swoją drogą, ten wasz niepokój o pecha, jakbyście zapomnieli, że Bełchatów kiedyś grał tak, że przeciwnicy po meczu opowiadali o nas jak o zjawisku z innego wymiaru — a teraz gadamy o golach tak, jakby to była święta krowa, której nie wolno dotknąć. A przecież gol to nie cel, tylko efekt uboczny dobrej gry, no nie? Wyobraźcie sobie taką sytuację: idziecie na mecz, macie takie ciarki na plecach, że zaraz coś się wydarzy, a potem wracacie do domu z kubkiem herbaty i jednym jedynym pytaniem — „no i co tam, fajnie było?” — a nie „dlaczego tamci nie strzelili?”
Sami dajecie rady trenerom, zawodnikom, kibicom zza siatki — jakbyście nie mieli swoich trybun i flag, tylko fotel prezesa PZPN-u. Wiem, że sarkazm brzmi łatwo, ale naprawdę — kiedy ostatnio któryś z was widział na treningu naszego napastnika, jak wbija się w pole karne przy akompaniamencie własnych wrzasków kibicowskich? Bo ja znam jednego faceta, co chodzi na te treningi z otwartymi drzwiami, i twierdzi, że najczęściej widać tam ćwiczenia z utrzymania równowagi, a nie z prowadzenia piłki w sytuacji podbramkowej.
A co do tych waszych „dowodów” z kartkami — no fakt, że kilku zawodników dostaje je niepotrzebnie, ale powiedzmy sobie szczerze: kiedy ktoś dostaje żółtą za upór w walce, a my na trybunie krzyczymy „ależ daj mu karę!”, to chyba coś jest nie tak z proporcją, prawda? Nie chodzi o to, żeby grać w rugby, ale żeby walczyć fair — a dzisiaj walka kończy się na stoleczku trenerskim, jakbyśmy byli drużyną nieudaczników, którym nawet boisko pod butami wydaje się za duże.
I jeszcze jedno — Zaglebie, ty dzisiaj mówiłeś o braku charakteru, ale ja bym to nazwał raczej brakiem luzu. Kiedyś nasz stary kapitan, ten z tymi wszystkimi golami z dystansu, mówił: „Graj tak, żeby cię bali, ale żebyś ty się nie bał ich”. A dzisiaj mamy chłopaków, którzy grają tak, jakby bali się siebie samych — i to nie jest wina pecha, tylko wina tego, że nikt nie nauczył ich, że porażka to nie koniec świata, tylko kolejna lekcja.
Ale wiecie co? Może to ja mam za duży luz, jak widzę, jak kibice narzekają na kibiców, jak trenerzy na zawodników, a zawodnicy na trenerów — i wszyscy jesteśmy zgodni tylko w jednym: że coś tu śmierdzi. Tylko pytanie, co: czy śmierdzi taktyką, pechem, czy może po prostu tym, że wszyscy zapomnieliśmy, że piłka nożna to nie szachy, tylko bałagan, w którym czasem trafisz, czasem nie — a najważniejsze, żebyś się starał, bo inaczej to co innego niż futbol nam wychodzi.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊