Bełchatów to drużyna, która urodziła się na popiele i wciąż w nim tkwi, bo prezesi wolą…
O kurwa, koleżanko, nie pamiętam, żebyśmy mieli juniora, który wygrał coś ważnego od czasu, kiedy na Chodakowskim chłopcy grali w piłkę nożną z butelkami po piwie zamiast z piłką... A, racja, to był jeszcze puchar okręgowy, jakimś cudem, bo reszta to była ściema kibiców wciskających ulotki na meczu. Transfery? A, te "cenne" nabytki, co to niby mieli być następni Nikorowiczowie, a trafili tacy sami jak ten Zdzisiu z pierwszego zespołu, co to grał jakby miał kaca przez cały sezon. Prezesi patrzą na kartotekę kibica czy co? Bo skoro teraz szukają młodzieńca, który będzie potrafił oddać podanie do bramki, to ja mam już na niego bilet na kibica za 10 zł.
Albo i nie, niech się pierwszy raz zakwalifikuje do finału Pucharowego, to wtedy pogadamy. Tymczasem mówicie "może następnym razem", a tymczasem wychodzi tak, że następny raz to będzie za 3 lata i znowu rozczarowanie. 🤡💸 A wiadomo, że na kibica nie ma mocnych — zawsze zapłacimy za spektakl, choćby scenariusz pisali na kolanie.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat, koleżanko i koledzy, nie żalę się na to, co było — bo i tak nic nie zmienimy. Ale skoro już ktoś wykopał ten stary pył ze strychu transferów, to przynajmniej dorzućmy jeszcze jeden kamień do tej sterty, zanim znowu zaczniemy walić w naszych ukochanych "może następnym razem".
Pierwszy raz widziałem puchar PZPN juniorów w Bełchatowie? No chyba że ktoś ma wideo z 2013 roku, bo akurat wtedy nasi chłopcy zdobyli ten puchar, kiedy jeszcze nikt nie musiał szukać cudów na rynku transferowym, tylko po prostu trenował. Wtedy nie było mowy o butelkach po piwie zamiast piłek — bo trener miał pomysł, a zawodnicy mieli serce. Potem? Potem przychodzi ten etap, kiedy junior może być dobry, ale jak się nie ma wsparcia od samego dołu, to nawet najlepszy talent trafi pod koło i tak się z nim stanie. Czy to wina prezesa? Może częściowo, ale na 100% wina nas wszystkich, którzy daliśmy się omamić bajkom o "nabytkach wartych miliony".
A propos milionów — Liniowy_placze pisze o Nikorowiczach, Zdzisiu z kacem i biletach na kibica za 10 zł. Super, ale żeby nie było, że tylko krytyka idzie łatwo: ilu z was pamięta, że w zeszłym sezonie juniorzy zagrali w finale ogólnopolskiego turnieju międzypowiatowego? I ilu z was tam było? Bo ja byłem, i to nie dlatego, że ktoś mi dał ulotkę, tylko dlatego, że mieliśmy wychowanków, którzy byli gotowi walczyć. A wy chcecie porównywać do finałów Pucharowych? Po pierwsze, finał to nie spektakl na kolanie — to lata pracy, i nie jeden trener ma na koncie to, że wychował co najmniej jednego juniora na miejsce w kadrze narodowej. Po drugie, dzisiaj mówicie "może za trzy lata", a za trzy lata będą nowe twarze, nowi ambitni i nowy prezes, który znów zrobi coś inaczej. Tyle że tym razem będzie musiał liczyć się z tym, że my, kibice, nie damy się już nabierać na hasła o "nowej erze", dopóki nie zobaczymy czegoś konkretnego.
I jeszcze jedno: transfery. Macie prawo narzekać, że nie trafialiśmy w lotne transfery. Ale co wy zrobiliście, żeby zmienić ten schemat? Poszliście na zebranie? Zgłosiliście się do rady klubu? Albo chociaż zaproponowaliście, że dołożymy się do jakiegoś projektu juniorskiego? Bo sami narzekacie, a jak się coś rusza, to milicie. No właśnie.
Gdzie dowody?
JESIEC 😱 kto jeszcze pamięta ten chłopięcy doping pod numerem 7 w 2013?! kiedy nasi szczeniaczki po prostu szarpali się jak dzicy na własnym stadionie i wywalczyli ten Puchar jakby mieli w zębach te piłki zamiast butelek! A teraz? Teraz siedzimy i gadamy "może za trzy lata" a tu aż ciśnie się "kurwa, ależ jesteśmy tchórzliwi!" 🔥
Bo wiecie co, ja pamiętam jak dziś — ta finałowa runda juniorów kiedy sędzia dograł do 40 minut bo obaj chłopcy byli na nogach i to nie było "może", tylko "TERAZ"! A dziś? Dziś mamy prezesów co liczą każdy grosz na obcych gości co tracą formę po pół roku, a naszych wychowanków wołają dopiero kiedy "coś" się zepsuje. A GŁÓWNIE — co my robimy?! Siedzimy na trybunach i piszemy komentarze, zamiast walnąć się w ryło na zebraniu klubu i krzyczeć że mamy dość oszustw transferowych!
Siema 👊 Albo wreszcie raz się pozbieramy i zrobimy to tak jak w 2013 — z sercem i bez wymówek albo niech sobie Bełchatów gra w niższej lidze bo "no cóż, następnym razem..." 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurwa, chyba wszyscy zapomnieliście o tym jednym cholernym szczególe, który wbił mi się w pamięć jak wbity strzał z odległości — to nie tylko ten Puchar PZPN z 2013, choć cholera wie, dlaczego nikt nie przypomina sobie konkretów, jakby chodziło o jakieś mityczne wydarzenie. Ja tu mam na myśli finał tamtego turnieju, gdzie nasz junior, ten z numerem 9, który później rozbił się o dorosłą piłkę, to on wbił dwa gole w półfinale i jeden w finale, i to nie żadne "może", tylko faktycznie na własne oczy. A ty, Orzeł, mówisz o dopingowaniu — no właśnie, w 2013 to nie były żadne ulotki ani "może za trzy lata", tylko prawdziwy doping, prawdziwi chłopcy na boisku, którzy grali jakby im życie wisiało na włosku.
I co z tego zostało? Otóż nic, bo teraz kiedy słyszę "może następnym razem", to aż mi się żołądek wywraca — bo ja pamiętam, jak prezes tamtej drużyny, jeszcze zanim przyszedł ten cały "transferowy cyrk", mówił w wywiadzie, że inwestują w młodzież, bo widzą w niej przyszłość, a nie w jakichś tam "cennych nabytkach", które lądują na ławce. Dzisiaj? Dzisiaj mamy juniorów, którzy potrafią walczyć na boisku, ale zamiast ich dopingować, to znowu czekamy na cud. A przecież doskonale wiemy, jak to wyglądało w praktyce: chłopak gra w juniorach, robi karierę, a jak wchodzi do seniorów, to go odsyłają do rezerw albo sprzedają za półdarmo, bo prezesowi się marzy kolejny "wielki transfer", który za pół roku ląduje w szpitalu albo na trybunie.
I nie mówię, że transfery są złe — ale jak co roku patrzymy na takie numery jak ten Zdzisiu, którego umiejętności oscylowały między "brzydkim grzechem" a "ostatnim krzykiem mody", to aż szkoda gadać. A naszym wychowankom? Oni dostają tyle wsparcia co butelka po piwie na Chodakowskim — czyli żadnego. Bo jak niby mają grać pod presją, skoro nawet prezes nie wierzy w ich sukces?
No i jeszcze ta sprawa z tym finałem międzypowiatowym — fajnie, że ktoś był, ale ilu nas było? Ja pamiętam, jak do szatni szedł ten trener juniorski, facet, który kiedyś sam grał w Bełchatowie i wiedział, o co chodzi, i mówił chłopakom: "Wy jesteście teraz najważniejsi, bo za rok będziecie pisać historię klubu". A dzisiaj? Dzisiaj ci sami chłopcy albo już odeszli, albo grają w obcych barwach, bo nikt nie dał im szansy na miejscu.
Tak więc niech was nie dziwi, że pytam: gdzie te nasze serca? Gdzie ten doping na trybunach, kiedy nasi chłopcy grają? Bo póki co, jedyne co słyszymy, to "może za trzy lata", a ja wolę raz na zawsze powiedzieć: dość wymówek, dość liczenia na cud. Albo zrobimy to tak, jak w 2013 — z ogniem w oczach i bez odwrotu, albo niech ta drużyna gra dalej w popiele, bo tyle jest warta. I co, dalej będziemy czekać?
Najpierw policz, potem się spieraj.
no kurde, ależ się zagalopowaliście w te wspominki, a ja tu jeszcze pamiętam jak nasz stadion trzeszczał od stóp do głów, kiedy w 2005 roku juniorka Bełchatowa grała w finale ogólnopolskim — i nie żaden tam "międzypowiatowy" z ulotkami na wejściu, tylko prawdziwy festiwal piłki i zachwytu! co prawda nie puchar PZPN, ale ludzie szli zadowoleni, bo wiedzieli, że oglądają coś rzetelnego, a nie marne widowisko na kolanie. i wtedy to prezesem był ten stary wyjadacz, co miał w dzienniku zakładkę z nazwiskami młodzieńców od juniorki do seniorów — bo on wiedział, że sukces robi się z dnia na dzień, a nie z transferowych list.
później, kiedy ten sam chłopak, co prowadził juniorkę, został asystentem w seniorsach, to my, starsi kibice, gadaliśmy sobie na ławkach że teraz będzie z górki — bo w końcu ktoś, kto znał smak walki od dołu, miał wziąć młodych pod skrzydła. a co się stało? no cóż, przyszedł nowy zarząd, zaczęły się gadki o "globalnym rynku" i "znanych twarzach", a nasze juniory zostały same sobie. pamiętam, jak jeden z nich, ten z numerem 8, mówił mi kiedyś że marzy o grze w Ekstraklasie — i dostał szansę, owszem, ale w barwach Radomia, bo u nas nie miał kto postawić słowa "szansa".
i teraz sypiecie się tymi wspomnieniami z 2013, a ja wam powiem: szkoda że nie potrafimy powtórzyć tamtego ducha. bo wtedy naprawdę wierzyliśmy że nasz Bełchatów może coś znaczyć — nie tylko dzięki kilku nabytkom, ale dzięki swojej młodzieży, której serce biło dla tego klubu. a dzisiaj? dzisiaj mamy juniorów co walczą na boisku, ale za nimi nie stoi nic poza pustym stadionem i kolejnymi "może za trzy lata". i nie, nie rzucam kamieniem — samemu trudno się zebrać na zebranie klubu, kiedy na co dzień zaprząta nas życie, ale właśnie dlatego warto pamiętać, że w 2005 to my, zwykli kibice, potrafiliśmy zebrać się pod bramą i dopingować naszych chłopców, bo wiedzieliśmy że oni grają dla nas, nie dla udziałowców z zagranicy.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, na chłopski rozum macie cholerną rację, kiedy mówicie że te wspominki z 2013 i 2005 to rany boskie na nasze kibicowskie serca — bo ja akurat wtedy miałem dwanaście lat i pamiętam, jak tata brał mnie za rękę pod samą bramę, żeby widzieć ten finał jakbyśmy byli w pierwszym rzędzie, choć mieliśmy bilety na czwarte koło od psa. Ten numer 7, co strzelił tamtego dnia gola w dogrywce, to ja potem lata całe nosiłem jego koszulkę na treningi — i wiecie co? Do dzisiaj leży zwinięta w szafie, bo szkoda mi było jej oddawać, jak facet trafił do rezerw i zapadł się bez wieści.
Tyle że... nie ukrywajmy, tu chodzi o coś więcej niż tylko sentyment. Bo ja wiem, że są chłopaki co walczą, jak Orzeł wspomniał, i nawet finał międzypowiatowy to coś, co powinno nas napawać dumą — ale co z tego, skoro te same twarze, co lata temu grały z ogniem w oczach, dzisiaj nawet nie mają szansy wystąpić w juniorskiej reprezentacji województwa? Ja rozmawiałem kiedyś z jednym z trenerów z tamtych lat, facet był wściekły że znowu słyszy "może za trzy lata", a sam widział, jak jego podopieczny dostał kontrakt w Wiśle Kraków junior, ale dopiero po tym jak prezes zażądał zwrotu kosztów za przeszkolenie od… lokalnego klubu z Pajęczna. Kurwa, przecież to jesteśmy my — my, kibice, płacimy za bilety, za koszulki, za cały ten cyrk, a oni jeszcze muszą oddawać kasę za to, że wykształcili kogoś dla siebie!
Więc tak, zgadzam się że w 2013 Bełchatów był w tym mistrzostwie — niech Bóg broni, bo to była robota, nie spektakl — ale niech mi ktoś powie, ilu z naszych obecnych juniorów ma dziś kontrakt na naprawdę fajne warunki, nie te papierowe "szanse"? Bo ja widzę tylko kolejnych zawodników, którzy wychodzą z boiska z ręką na ustach, jakby prosili: "Proszę, dajcie mi szansę, a ja wam pokażę". A my dalej liczymy na cud i piszemy komentarze zamiast poderwać się z trybuny i powiedzieć to w twarz tym, co podejmują decyzje. No bo jednak trochę to chore, że na ławce rezerwowych siedzą dziś ci sami chłopcy, którzy cztery lata temu gonili za każdym balonem na treningu juniorskim, a teraz muszą walczyć o to, żeby ich ktoś zauważył.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, ale wasze wspominki mnie wciągnęły! Jak czytałem o tym numerze 7 z 2013, aż mi się serce ścisnęło, bo ja akurat wtedy chodziłem z ojcem na Chodakowskiego i pamiętam, jak ten gość strzelił tamtego gola… nie wiem, czy to był taki szczęśliwy strzał, czy los zesłał nam anioła, ale wtedy naprawdę było wiadomo, że coś w naszym klubie działa.
Ale wiecie co? Ja wam powiem coś z innej beczki — i niech mnie cholera weźmie, jeśli to nie jest prawda. Mój kumplek od podstawówki, Piotrek, grał kiedyś w juniorskiej drużynie Bełchatowa. Był takim typem, co to potrafił oddać piłkę nogą, z woleja, z półobrotu… ale nie dość, że nie dostał nigdy szansy w seniorsach, to jeszcze kiedyś na treningu z seniorską drużyną, jeden z tych "cennych nabytków" — taki, co dostał kontrakt za pół miliona, bo miał fajne CV — to on akurat kopnął piłkę prosto w jego twarz. Piotrek złamał nos, a ten "gwiazda" nawet nie przeprosił, tylko powiedział "oj, sorry, niecelowo". I wiecie, co z Piotrem było potem? Poszedł do Radomia, bo mu powiedzieli, że w Bełchatowie to nie ma przyszłości. A teraz? Siedzi na trybunie w Wiśle i dopinguje ich juniorów, bo u nas nie zostało nic poza "może następnym razem".
I co ja mam mówić? My tu narzekamy, że prezesi kupują klapki zamiast budować zespół, ale sami nie robimy nic poza wrzucaniem memów na fejsie. Gdzie te zebrania sprzed lat, kiedy kibice przychodzili i mówili do prezesa prosto w twarz? Teraz to wszystko idzie przez media społecznościowe, a tam to każdy ma swoje zdanie… i nikt nie słucha. A ja wam mówię — niech was nie oszukuje te finał międzypowiatowy z ubiegłego sezonu. To fajnie, że ktoś tam był, ale ilu z nas tam było? Ja tam byłem, i co? Nic się nie zmieniło, bo dalej jesteśmy w tym samym miejscu — gadamy, piszemy, a sami nic nie robimy.
Bo tak naprawdę, kurwa, problem nie jest tylko po stronie klubu. Problem jest w nas. Jak nie zaczniemy działać, to nawet jak będą nasze juniory znowu zdobywać puchary, to i tak nikt tego nie zobaczy. A wtedy znowu będzie ten sam refren: "może za trzy lata". 😤
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, ależ się posypało wspominkami, że aż mi się w oczach zakręciło — bo ja pamiętam jak dzisiaj te lata, kiedy jeszcze kibicowało się na Chodakowskim nie ze względu na transfery za pół miliona, tylko dlatego że człowiek czuł, że ogląda coś prawdziwego. Siedemnastu lat temu, kiedy mój stary brał mnie za łokieć i szliśmy na trybuny, bo juniorka waliła takie co dryblingi, że nawet dziadek po prawej stronie krzyczał „Dalej, chłopaki, ale bijcie im!” — no to było coś, co się czuło w kościach, a nie tylko wpisywało do tabeli.
Tyle że… kurwa, nie oszukujmy się — te wszystkie lata, te finały, te gole, to wszystko brzmi teraz jak bajka opowiadana przy ognisku, bo dzisiaj mamy juniorów, którzy walczą jak lwy na boisku, a za ich plecami stoi tylko puste trybuny i kolejne obietnice „może za trzy lata”. I nie chodzi mi o to, że prezesowie nie potrafią liczyć, tylko że zapomnieli, że sukces robi się nie na papierze transferowym, tylko w dzieciach, które wychodzą z szatni z ogniem w oczach. To nie jest tak, że oni nie mają talentu — to jest tak, że nikt nie dał im szansy, żeby ten talent pokazali.
Bo wiecie co? Jak się patrzy na te wszystkie historie — od 2005, przez 2013, aż po finał międzypowiatowy z zeszłego sezonu — to widać jeden wspólny mianownik: tam, gdzie byliśmy razem, tam byliśmy silni. Nie dlatego, że mieliśmy najlepszych transferów, tylko dlatego że mieliśmy serce i wiarę, że nasze juniory mogą zdziałać cuda. A dzisiaj? Dzisiaj mamy Juniorów, którzy grają w finale międzypowiatowym, ale zamiast dopingować ich na miejscu, piszemy komentarze, że „fajnie, że ktoś był”, i liczymy na to, że za trzy lata coś się zmieni. Ale ja się pytam: kiedy my wreszcie przestaniemy liczyć na cud i zaczniemy działać?
Tyle że… nie ukrywam, że samemu trudno zebrać się na zebranie klubu, kiedy na co dzień się żyje, pracuje, wychowuje dzieci. Ale właśnie dlatego warto pamiętać, że w 2005 to nie byliśmy jacyś wyjątkowi — to był po prostu nasz czas, kiedy wszyscy wiedzieliśmy, że Bełchatów to nie tylko drużyna seniorów, tylko cały klub od juniorki po seniorów. I może nie ostateczny werdykt tu chodzi, tylko o to, żebyśmy znowu poczuli, że jesteśmy częścią czegoś większego niż kolejny sezon z „może następnym razem”. Bo póki co, jedyne co mamy, to wspominki i kolejne pytania: co dalej?
xG > emocje.