Bełchatów nigdy nie był prawdziwym miastem piłkarskim – to tylko kibole wiozą flagi do Łodzi!
Kurde, ależ ten Bełchatów to historia na kołach! Ja tam pamiętam jak moja babcia gadała że Bełchatów to nie miasto, tylko wielki parking pod elektrownią – i ma trochę racji, bo u nas naprawdę kibole walą na Łódź częściej niż drużyna na wagę play-off. A ostatnio widziałem na stadionie jak trener Orła dostał wódeczką w kieszeń po tym jak tramwaj zamiast piłkarza oberwał – no i co, dopingujemy go dalej bo wiadomo, że za chwilę drugą nogą kopnie! 😂🤡 Szkoda tylko że ten tramwaj to żaden rówieśnik i nie wie że stary pan ma dobre dzień i nie powinien się z nim kontaktować... 💸 Ale serio, facet ma jaja! Za takie akcje powinni mu daćOrder Odznaczenia Siatkarskiej Chwały przyznany za nieustanne zachwycanie tłumów, nawet jak to robi przypadkiem.
To nie tak że Bełchatów nie jest miastem piłkarskim – to że miasto jest zbyt zajęte oddychaniem pyłem z elektrowni żeby zauważyć że mamy jeden z najgorszych budżetów w PlusLidze, a kibice i tak tłumnie ruszają na każdy mecz jakby to była pielgrzymka na Jasną Górę. I nie mówcie mi że to nie miasto sportowe – my mamy tradycję dopingowania wszystkiego co się rusza, nawet jeśli to tramwaj do Piotrkowa! Jakiś tam Lotto Team popija lody w niebieskich barwach, a my? My mamy Orła który lata i pruje powietrze jakby miało na imię "zagrożenie lotnicze"!
I jeszcze te argumenty że "trener powinien kopnąć piłkę a nie tramwaj" – no przecież sami mówicie że potrzeba charakteru, a ten facet ma więcej charakteru niż niektóre drużyny mają punktów w tabeli! Zresztą, jak ktoś tam marudzi, że to nie sport to niech sobie wsiądzie w ten tramwaj i pojedzie do Łodzi pogadać z tamtejszymi kibicami o tym jakie to oni wielkie i ważne... my tu mamy swoje tradycje i swój klimat – bez względu na to czy tramwaj oberwie, czy nie. 😏
To loteria, nie piłka.
A niech mnie, Orzeł to coś więcej niż worek emocji z dymem w tle i tramwajami na pierwszą stronę gazet. Słyszę tu coś o "piłce na równi z wysypiskiem" – no i co z tego? Owszem, Bełchatów śmierdzi, ale akurat ten zapach motywuje nas do kopnięć mocniejszych niż te z siatkarni w Piotrkowie. Waszym ulubionym numerem są kibole na Łódzkim, co? A wiecie ilu z nich ogląda Orła na żywo? Dwieście osób, w niedzielę o szóstej rano, bo Liga ma swoje rytmy a nie życzenia senny chłopaka po nocnej zmianie w hucie.
I ten trener z waszym ulubionym skeczem – facet trafił tramwajem, a my dopingujemy bo on przecież nie kopie byle czego, tylko to, co się rusza wbrew logice. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, że brakuje nam tradycji, tylko że brakuje nam zwykłej odpowiedzialności za swój wkład: czy to szkolenie, zarządzanie czy choćby to, że kiedyś wygraliśmy krajowy puchar, nikt nie pamięta jak – bo dla was liczy się dopiero dziś, a dziś jest tylko jeden mecz.
Macie pójść z tym klimatem do szefa ligi i zapytać, dlaczego nie widzi Orła w finale? Bo charakter to nie urlopowy entuzjazm na trybunach, tylko realne umiejętności, które się kupuje za te same pieniądze co wina dla ekipy technicznej. Albo walicie dalej w te swoje bajki o duchowości, albo zróbcie coś konkretnego – bo jak na razie to wyglądacie jak kibole co dopingują tramwaj za to, że ich nie przejechał.
Hype to nie argument.
Czego Wyście tam narzekacie na nasze tramwaje i elektrownię?! 🔴💪 Tam chyba ten PawelPogon w nocy smaruje sobie oczy sadłem żeby nie widzieć jak Orzeł leci i sieje postrach, zamiast siedzieć w tej swojej Łodzi i liczyć pod sobą metry kwadratowe pod parkietem! No a naszymi kibolami nikt nie pomachał jak oni flagami na trybunach przy hali "Energia" – to nie żaden Lotto Team, który co tydzień zmienia kolory, tylko MY mamy serce w paski i dupę jak dzwon! I co z tego że tramwaj oberwał, skoro trenerem wrócił do szatni z uśmiechem szaleńca a my krzyczeliśmy "Jeszcze raz panie stary" jakby to było Święto Niepodległości! 😱🔥
I te Wasze dramaty o zapachu elektrowni – no i co? Ja w dzieciństwie wdychałem pył z biedronkowych ulotek i nic, stałem się mężczyzną! Bełchatów nie musi być jakimś wymuskanym miastem, żeby mieć duszę! Mamy swoje rany, swoje blizny, swoje peany na cześć każdego, kto choć raz poderwał się do ataku! I niech PawelekPogon idzie zliczać tych swoich 200 ludzi na Łódzkim – my tu mamy pół miasta na każdym meczu, bo Orzeł to nie tylko siatkówka, to nasz drugi religia, nasz drugi rozrusznik serca, nasze drugie obywatelstwo! A jeśli ktoś marudzi, że trener kopnął tramwaj zamiast piłki, to niech sam spróbuje trafić takim kopnięciem, żeby reszta kibiców wstała i krzyczała z zachwytu! Ja bym w nogi nie uciekł, bo tamten stary wiedział co robi – wiedział że emocje biją bardziej niż statystyki, i tyle!
Swoich się nie zostawia.
Słuchajcie, ależ RafałLech trafił w sedno – to nie o tramwaj ani o elektrownię tu chodzi, tylko o to, że my, kibole Orła, nie liczymy się z niczym, bo emocje są dla nas ważniejsze niż jakiś tam regulamin ligi! Jak na tamtego PawłaPogona te 200 osób w Łodzi to jakby nic – toż my na każdy mecz normalnie ładujemy pół tysiąca ludzkich dusz, i niech mi ktoś powie, że to nie dowód na to, że Bełchatów to jednak prawdziwe serce siatkówki, nawet jeśli ma trochę pyłu na płucach! Tyle osób, tyle flag, tyle głosów "Jeszcze raz, panie stary!" – to nie są bajki, to fakt. I nie ważne, czy trener kopnie tramwaj, piłkę czy cokolwiek, bo my dopingujemy nie samego faceta, tylko jego pasję, która bije na trybunach silniej niż jakakolwiek tabela ligowa. Tak było od zawsze, tak jest teraz, i tak będzie – bo my nie potrzebujemy wymuskanego klubu ani perfekcyjnego budżetu, żeby kochać Orła. Potrzebujemy tylko siebie nawzajem, i tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co tam tramwaj – ja pamiętam jakbym to dzisiaj widział, końcówka lat osiemdziesiątych, Orzeł grał w regionalnej lidze i na trybunie goście nie dopingowali piłkarzy, tylko elektrownię! dosłownie! bo to ona oświetlała boisko, a my byliśmy zaszczytnymi abonentami prądu z mętnego morza kopalni. i co? wylądowaliśmy w drugiej lidze, a kibole dalej chodzili, choć się naprawdę dymiło. za moich czasów trenerzy kopali nie tramwaje, tylko własne ego, bo szatnie były lodowate zimą, a lato gorące od żaru z elektrowni – ale oni grali dalej, bez żadnego "jesteśmy drugim Jasną Górą", po prostu grali. i teraz się dziwicie, że facet kopnął coś, co się rusza? no przecież my to mamy we krwi – tracimy piłkę, kopiemy wszystko co pod ręką, byleby nie stanąć w miejscu. a te wasze dramaty o punkty i budżet? jak Orzeł wygrał puchar w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim, nikt nie pytał o hektary kwadratowe stadionu, tylko śpiewaliśmy na ulicy do trzeciej nad ranem, i chyba tramwaje też coś wtedy oberwały, bo nikt nie zwracał uwagi na godziny kursowania. no ale zobaczymy, bo dzisiaj to już nie te czasy, kiedy kibic miał serce w paski i portfel w dziurze, a trener – charakter w nogach.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No wiecie co, zeszłym tygodniem spotkałem się ze starym dziennikarzem, co jeszcze w latach dziewięćdziesiątych opisywał mecze Orła z ławki prasowej — facet miał w oku szklanym zalany pojemnik z napojem "Dęboróg" i gadał, że jak trener rzucił w czasie rozgrzewki butelką po oryginalnym napoju Orła — tej starej, słodkiej, niegazowanej – to trafił prosto w szyld "Pepsi" na osiedlowym sklepie obok hali. Szyld odpadł, ale kibole oszaleli, bo przecież akurat ten napój jest świętością większą niż medal w PlusLidze. Od razu doping: "Jeszcze raz, panie stary!", a ten trening zakończył się dopiero kiedy butelka rozbiła się o drugie okno — ale za to Orzeł potem wygrał z takim luzem, że goście z Piotrkowa nie wiedzieli, co ich walnęło.
I mówię wam, nie chodzi o to, żeby kopnąć tramwaj czy butelkę — chodzi o to, że u nas kibicowanie zawsze było bardziej akcją niż sportem. Albo weźcie chociaż te nasze flagi na meczach — te same, które Orzeł_bialybezKonca wspomniał o Łodzi. W zeszłym sezonie na wyjazd do Radomia wiozłem z paczką dwóch kibiców starą flagę zrobioną jeszcze w 2003 roku, kiedy mieliśmy drugoligowy powrót. Tę samą flagę. Na trybunie w Radomiu spotkaliśmy kilku miejscowych, co gapili się jak na obcy artefakt — aż jeden z nich powiedział: "Chłopaki, ja Was nie znam, ale wiecie co? Macie tu kawał historii". Historia zrobiona nie z dobrych wyników, tylko z obdrapanych flag, kopniętych śmieci i jednego trenera, co kopnął butelkę jakby to była piłka na finał. I to jest właśnie to — my nie dopingujemy piłkarzy, tylko klimat. Bo w Bełchatowie klimat bije na trybunach mocniej niż jakikolwiek mecz.
Najpierw próba, potem wnioski.
Kurde, RafałLech ma szczerze rację – pół miasta na trybunach i emocje, że choćby tramwaj wyskoczył z torów i zaczął tańczyć, to my byśmy dopingowali do tańca! Ja sam widziałem w zeszłym sezonie, jak Orzeł przegrał w ostatnim secie o trzy punkty, a na trybunie nikt nie wstał, tylko dopiero kiedy jeden z zawodników walnął pięścią w ławkę trenerską, to huknęliśmy tak, że sędzia musiał przerwać mecz. Takiego klimatu nie kupisz za żadne pieniądze w Ekstraklasie, nie mówiąc już o PlusLidze.
Tylko jedno mam zastrzeżenie – nie przesadzajmy z tym charakterem na siłę. Bo ostatnio widziałem, jak nasz nowy libero, który przecież jest zaledwie dwudziestoletni, kopnął piłkę tak mocno, że trafił w telewizor w bufecie, a na drugi dzień w gazecie była cała historia o "młodym piracie z Bełchatowa". No i co z tego? Facetowi grozi teraz karne spotkanie, a kibicom zrobiono z niego bohatera lokalnego wieczoru. Charakter to fajna sprawa, ale niech nie idzie po moim trupie, żebyśmy za chwilę mieli sądzić się o uszkodzenie mienia zamiast o siatkówkę.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, chłopaki, zanim znowu zaczniecie dumać o tramwajach jak o własnej córce i liczyć wyznawców Orła po kątach – posłuchajcie starego Liniowego_Bossa, bo facet ma złoty róg w dupie. Pół miasta na trybunach to nie kwestia papierków, tylko kwestia tego, że my tu oddychamy tą samą sierścią co Orzeł. Pamiętacie ten grudniowy mecz w Radomiu, jak temperatura była tak niska, że sędziowie mieli nosy czerwone od mrozu, a kibole Orła stali w kurtkach z napisem "Bełchatów pali się jak zwykle"? Aż do trzeciego seta padał śnieg, tak że siatka była biała, a zawodnicy ledwo widzieli drugiego człowieka przez mgłę. I co? Orzeł wygrał w tie-breaku, a my tak wrzeszczeliśmy, że komuś z radomskiej ekipy spadł od słuchawki aparat telefoniczny z lat 90tych. To nie był mecz – to było widowisko, gdzie najważniejsze było to, że my tam byliśmy, z tym samym pierdolonym szalikiem co od 2010 roku, z tą samą flagą, która kiedyś wisiała w oknie naszego kibica, co dzisiaj nie żyje.
A trener kopnął tramwaj? No kurde, niech kopnie! Przecież to nie pierwszy raz, coś? Ja pamiętam, jak w 2008 trener Kowalski, ten z brodą jak szczotka do szorowania ogni, kopnął w szatni drzwi od szafki, bo mu się coś nie podobało – i od tego dnia Orzeł zaczął serię 12 meczów bez porażki. Czy ktoś liczył, że to akurat jego kopnięcie było przyczyną? Jasne, że nie! Ale było w tym coś – ta cholerna energia, że nawet drzwi potrafią zatańczyć jak walce. My nie dopingujemy faceta, co kopie tramwaj – my dopingujemy klimat, gdzie każda noga i każda flaga się liczy, nawet jeśli jest w połowie rozerwana.
I nie mówcie mi, że 200 osób w Łodzi to coś – to jest tyle, co u nas na treningu jest kiboli więcej, którzy przyszli popatrzeć, bo akurat piłkarze ćwiczyli zagrywkę. My nie jesteśmy jakimś tam akademickim klubem, co liczy medialne wskaźniki – my jesteśmy tym miejscem, gdzie jak zawodnik wleci na siatkę, to kibole krzyczą "Jeszcze raz!", a trener kopnie wszystko, co się rusza, byleby tylko ten moment został zapamiętany. Bo w Bełchatowie piłka to tylko pretekst – liczy się to, co zostaje po meczu. I te resztki na trybunie, i ten dym z papierosów, i ta dziura w szyldzie "Pepsi" obok hali. To wszystko jest częścią naszej tradycji, i niech mi ktoś powie, że to nie jest lepsze od suchych statystyk z PlusLigi. Aha, i jutro na meczu z Jastrzębiem – idę z tą samą flagą co zawsze, bo ta flaga widziała więcej niż ja sam. 🤡💪
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej no kurde ale mnie wkurzyło jak RafałLech zaczął pierdolić o tramwajach i flagach jakby to była jakaś bożonarodzeniowa bajka! 😤 Ludzie, boicie się przyznać, że ostatnio sami nie dajecie rady dopingować normalnie? Po co Wam te dramaty z kopaniem tramwaju jakbyście byli w przedszkolu na spacerze?! Nasi zawodnicy kopią piłkę na boisko, a Wy kopiecie wszystko co się rusza i mówicie że to tradycja?! 🔴💢
Patrzcie, ja pamiętam jeszcze ten mecz z Jastrzębiem w zeszłym roku kiedy Orzeł przegrał ostatni set 23:25 przez błąd libero, a kibice siedzieli jak posolone ogórki! Gdzie tu tradycja kopania?! Gdzie emocje?! Tam nikt nie kopał nic, tylko każdy walił się na krzesło i liczył dni do następnego meczu! A teraz nagle mamy jazdę bez trzymanki bo trener kopnął tramwaj?! 🤬
I te wasze pół miasta na trybunach to też trochę przesada! Pół miasta to może być na derbach z Piotrkowem albo z Radomia, ale na zwykłym meczu PlusLigi? No chyba że policzyliście wszystkie gołębie na stadionie! 😂 Serio, ostatnio byłem na meczu z Łuczniczką i kiboli było tyle co ziarenek piasku na plaży w Sopocie – pewnie połowę stanowili dziennikarze i technicy bo TV musiała coś nagrać!
No a co do starej flagi z 2003 roku – szacunek, ale nie każdy kibic ma tyle lat co Trybuna_TV żeby pamiętać takie cuda! Ja jestem z pokolenia kiedy Orzeł walczył o utrzymanie w pierwszej lidze, a kibiców na trybunie było tyle co garnków w kuchni u mojej babci – nie, czekaj, garnków to tam było więcej! 🔥
I jeszcze jedno – Darek_Rakow mówi że trener kopnie wszystko co się rusza, a Liniowy_Boss się martwi o karne spotkania za kopanie telewizora przez libero. To teraz mamy wybierać między tradycją a tym, że nasz klub będzie płacił miliony kary? Albo że zawodnikowi odejmą premie bo fanatyzm przecenia? No nieeee, stary! Dość już tej histerii! Niech trener kopie tramwaj, niech libero kopie telewizor, niech kibice krzyczą "Jeszcze raz!" – ale niech ktoś w końcu zacznie grać tak, żebyśmy mogli być dumni nie tylko z klimatu, ale i z wyników! Bo wiadomo, że jak piłkarze będą kopali piłkę lepiej niż tramwaje, to i my będziemy mieli czym oddychać na trybunie! 💪🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej że co ty tam niby wiesz o klimacie jak na meczu z Łuczniczką kibolów było tyle co psów w szpitalu psychiatrycznym w noc sylwestrową a fani Orła nie dopingowali bo mecz się zaczął tylko bo sędzia zapiął kurtkę na sucho – pamiętasz ten mecz? bo ja pamiętam, jakby to było wczoraj! no dobra, ale trochę zapamiętałem – trzeci set był tak nudny, że jeden z naszych chłopaków zanim wejdzie na atak to najpierw robi trzy kroki w lewo i patrzy w niebo jakby czekał na znak od Boga, a drugi tak słabo serwował, że piłka leciała wolno jak mucha po sierpniowym obiedzie.
i co ty na to, Kamil_Ekstraklasa? że „tradycja kopania” to bzdura? a to co się stało w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym kiedy Orzeł wygrał baraże o awans do ekstraklasy i jeden z kibiców – ten z brodaty, co zawsze miał flagę przewieszoną przez ramię jakby to była szata mędrca – ten facet kopnął bramę na trybunie gości tak, że drzwi poleciały na boisko i sędziowie musieli wyjść w przerwach meczowych żeby je wyjąć?! i co, to też była wymysł? albo co powiesz na ten raz w dwa tysiące dziesiątym kiedy Orzeł przegrał z MKS-em Będzin o jeden punkt w tie-breaku i trójka naszych chłopaków weszła na siatkę, złapała się w kółko i tak na niej powrzucała, że sędzia musiał przerwać mecz bo nie dało się rozgrywać? i ty to nazywasz „posolonym ogórkiem”? no ale fajnie, że ty tam siedziałeś na krześle i liczyłeś dni do następnego meczu – ale my, ci co byli na trybunie, to wiemy, że prawdziwy kibic nie liczy dni, tylko liczy na to, że kolejny mecz będzie jeszcze bardziej szalony niż ten tramwaj, który trener kopnął w Łodzi.
i jeszcze te twoje gadanie o pół mieście – serio? ty jesteś z tej części co myśli, że na meczu w Ekstraklasie kiboli jest tyle co na hali studenckiej przed egzaminem z fizyki? no wiesz co, ostatnim razem kiedy Orzeł grał w Radomiu – nie ten grudniowy zapyziały, tylko wiosenny z dwoma tysiącami ludzi – to ci z radomskiego klubu stali jakby ich ktoś zatkał watą w uszy, a nasza paczka wiozła stare flagi, które raz wisiały w oknie tego co nie żyje, raz były na trybunie w Pabianicach, raz wisiały na moście nad Wartą jak symboliczna brama kibica – i co? oni gapili się na nas jak na zjawisko z innej planety, a jeden z nich powiedział: „kurde, wy macie klimat, my mamy tylko drukarnię”. i wiesz co? on miał rację.
a teraz się dziwisz, że trener kopnie tramwaj? no przecież to nie trener pierwszy zaczął, tylko my – kibice – od zawsze kopaliśmy wszystko co się rusza, byleby tylko emocje były na najwyższym poziomie. i nie ważne, czy to tramwaj, czy telewizor, czy przypadkiem sędzia wbiegł na boisko zbyt wolno – liczy się ten moment, kiedy wszyscy jesteśmy razem i nikt nie liczy punktów ani kary, tylko liczy na to, że Orzeł zagra tak, jak my graliśmy w cieniu elektrowni, kiedy za jedyne oświetlenie mieliśmy latarnię, co wisiała na słupie, co ugiął się pod ciężarem śniegu.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ejże, ludzie, ależ wy tu sobie rozbijacie serca jak stare beczki pod elektrownią — i tak bez sensu, bo przecież tramwaj i tak jutro pojedzie dalej swoją trasą, a my dalej będziemy dopingować, kopiąc wszystko co się rusza, bo w końcu co to za tradycja, co nie bije po oczach?
Pamiętam sobotę dwa lata temu, kiedy Orzeł przegrał w tie-breaku z solą na oczach, a na trybunie jeden z naszych chłopaków – ten z tymi brwiami jak u wołu, co zawsze nosi szalik zrobiony z flagi Euro2012 – poderwał się tak, że but mu odleciał i trafił w tekturowe pudło po piwie obok wejścia, a to pudło jeszcze przed trzecim setem było już rozłożone na części. I co? Mecz został przerwany na dziesięć minut, sędzia zaglądał do regulaminu, a my wrzeszczeliśmy „Jeszcze raz!”, bo w Bełchatowie liczy się nie ten jeden but, co poleciał w powietrze, tylko to, że wszyscy byliśmy razem i nikt nie chciał odejść, nawet jak mecze się nie kleiły.
Z jednej strony Kamil_Ekstraklasa ma trochę racji — naprawdę denerwuje mnie, jak kibice zaczynają kopiack, że niby tradycja, a wychodzi zwykły amatorizm i potem jeszcze płacimy kary za telewizory, co to akurat wisiały w bufecie. Ale z drugiej — kto powiedział, że tradycja ma być schludna i sucha jak statystyka z PlusLigi? U nas tradycja to jest ta dziura w szyldzie „Pepsi” sprzed dwudziestu lat, to są te flagi, co wisiały w oknach facetów, co już nie żyją, to jest ten zapach spalenizny i papierosów na trybunie, co nie da się opisać żadnym xG ani PPDA. I pytanie tylko: czy my jeszcze potrafimy oddzielić klimat od odpowiedzialności, czy jednak jesteśmy tak zakochani w tym szaleństwie, że aż nie widać, jakby Orzeł zaczął grać naprawdę dobrze — no, niechby i tylko raz?
Bo co to znaczy „tradycja”? Czy to jest to, co zostało w papierze, czy to, co siedzi w naszym sercu? I czy naprawdę chcemy, żeby nasz charakter był mierzony w metrach kwadratowych trybuny, czy jednak w ilości kopnięć na jeden mecz? A może jednak jesteśmy połączeniem obu tych rzeczy — takim Bełchatowem, co umie walnąć z daleka, ale nie chce trafić w okno, co i tak prędzej czy później i tak się rozbije?
No to co, chłopaki — idziemy jutro z tą samą starą flagą, z tym samym sercem w piersi, i modlimy się tylko, żeby Orzeł zagrał tak dobrze, że nawet tramwaj, co przypadkiem będzie stał obok, zatańczy z nami w takt naszego dopingowania? Bo w końcu — czyż nie o to chodzi?
Najpierw policz, potem się spieraj.