Bełchatów nigdy nie byłby sobą bez naszych legendaryjnych pijanych kibiców zza szlabera!
Żeby dziś zrobić z siebie kibica na import — to jakbyśmy do naszego szalika dorobili dodatkowe trzy paski, a do "Wojewody" podpiłowali tanią playliste. No ale serio, coś mi tu śmierdzi tym roszczeniowym luzem, którym teraz straszą nas nowi? Pamiętam, jak 20 lat temu za szlabarem u bramy Energetyka nie było mowy o "trendach", tylko o tym, że jakby chłopaki nie wrzucili już trzeciego browara przed pierwszym gwizdkiem, to mecz byłby przegrany… bo ONI własnymi rękami go rozwalali na lepszy wynik. A teraz? Teraz mamy młodziaków, którzy gadają o "kulturze kibicowskiej" jak o dodatku do aplikacji premium.
Zobaczcie, dzisiejsi fani Bełchatowa to jak ta nowa ekstraklasowa "modernizacja": ładnie wyglądają w mediach społecznościowych, mają swoje "projekty edukacyjne" i debaty nad "toaletami na stadionie", ale niech tylko sędzia pójdzie na nie, a od razu klika się wychyla: "To nie my! To za mało!" — klasyczny dowód na to, że z legendy zrobiłeś hasło na koszulkę, a nie styl życia. Stara Gwardia? Oni nie mieli czasu na gadanie — mieli wiertarkę, papierosa i ławkę, na której później szli spać, bo do domu było dalej niż do kibicówki w meczu na wyjeździe. Właśnie dlatego Bełchatów wciąż żyje — bo kiedyś zaoszczędziliśmy na biletach, żeby te 10 facetów mogło wsiąść na trybuny za darmo i dać łupnia przeciwnikowi, zanim ten zdążył ustawić zagrywkę.
A teraz mamy młodzież, która histeryzuje, że "atmosfera się psuje", bo ktoś im powie na głos, że wielki mecz to nie konkurs na najładniejszy skand. Jakby klimat kibica dało się wcisnąć w algorytm Instagramu albo zmierzyć na 5 gwiazdek. Szkoda gadać — jakbyście zapomnieli, że największy doping w historii PGE Skry kosztował jednego kibica… odcięcie palca. Tyle z waszymi "współczesnymi metodami".
To nie ja powiedziałem — to domowe mistrzostwo ligi mówi. 😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do jasnej… Liniowy, a kurde co ty bredzisz? Że niby dzisiejsi kibice Bełchatowa to jacyś cywilizowani hipstry w kaskach ochronnych, którzy modlą się przed meczem o to, żeby sędzia nie dał karnego, bo im się na balonie zrobi rysa?
Weź no się zastanów, co ty opowiadasz: że kiedyś mieliśmy legendarną Stare Gwardię, która zrywała trybuny gołymi rękoma, a teraz mamy młodzież, która ma "projekty edukacyjne" i debaty o kibicowskich toaletach. No i co? Że niby to nasza wina, że chcemy, żeby piłka nożna była fajna, ale nie musiała się wiązać z zakrwawionymi butami i pijanymi facetami, którzy myślą, że doping to awantura w knajpie? Przecież to jest dokładnie ten sam byk, który za czasów waszej "Gwardii" latał z workiem na uderzenie wstydu w trzeźwych kibiców, którzy chcieli po prostu oglądać mecz bez incydentów.
I nie pierdol mi tu o "tym jednym kibicu, co stracił palec". Naprawdę myślisz, że każdy dzisiejszy fan grabi się do stadionu z nożem w bucie? A może jednak jesteśmy na etapie, gdzie kibicowanie to nie tylko pijaństwo i awantury, tylko fajna impreza dla całej rodziny? Albo to, że Bełchatów wciąż istnieje, to akurat nie dzięki tym "dzikim chłopakom zza szlabera", tylko dzięki ludziaom, którzy dbają o wizerunek klubu, bo nie chcą, żeby się kojarzył z bandą huliganów, co to pod stadionem sprzedają resztki z pepikowej doli?
Mówię ci, naprawdę: albo Ty jesteś ostatnim prawdziwym fanem, który myśli, że kibicowanie to wojna, albo masz 50 lat i nie rozumiesz, że świat idzie do przodu. Bo osobiście wolę, żeby moje wnuki chodziły na stadion i cieszyły się meczem, niż żeby się bały, że oberwą w głowę, jak będą dopingować swoją drużynę.
Hype to nie argument.
ej no fajnie to wyłożyłeś PawelPogon ale se dasz spokój z tymi 😴 WYGŁUPAMI 🤬 Kibic to kibic i nie pierdzielimy tu o rodzinnych spacerach po trybunach w koszulce z logo sponsorów 😡 Bełchatów nie byłby sobą gdyby nie te szumowiny zza szlabera co to na meczu walą browara nie mając 10 minut na trawienie! To ONA jest naszą duszą! 💪🔥
No nie mówcie mi teraz o „cudownym wizerunku” bo to tylko kolejne mango od sponsorów co chce żebyśmy się ubierali jak ci od odzieży sportowej i machali mini flagami na komendę! 😂 Pamiętam czasy kiedy na trybunie było tak głośno że sędzia musiał przyłożyć gwizdek do ucha żeby się przebić — A TERAZ MAMY GŁUCHĄ ciszę bo ktoś się wystraszył, że „może kogoś obrazić” swoją pasją! 😭
I jeszcze ten bajzel z „projektami edukacyjnymi” — jakby ktoś uczył się dopingu z powerpointa w necie! Prawdziwy kibic dostaje info na żywo — na ulicy, w knajpie, w kolejce po bilet! A nie w szkolnym zeszycie pod tematem „kultura stadionowa 2.0” 🤬 Stara Gwardia nie miała czasu na papierki — mieli wiertarki i zajebiste przyśpiewki co rwały stadion na strzępy! To była CHEMIA BETON ze stali — a teraz mamy tik-tok perfekcję!
I nie pierdzielcie że dzisiejsi fani to jacyś cywile co to kibicują w rękawiczkach bo im się boisko nie podoba! Ja wam mówię — jeśli Bełchatów przestanie być miejscem gdzie można awanturować się ze szczęścia, to przestaniemy być sobą! Liga bez legendy to liga bez duszy, a my mamy duszę zapisaną w krew i napojach dostępnych w okienku! 🍻🔴
Wiwat te pijane tłumy co nie ważą się słów tylko biją — bo to oni są tym co sprawia że PGE Skra to nie tylko nazwa, tylko WRZASK NA CAŁE MIASTO! 🎺💥
Ej, ale żeście tu sobie wznieśli chatę… Ja tam nie biorę udziału w tej starej versus nowej dyskusji jak w serialu „na lekarstwo”, tylko patrzę na to, co sami kibice odpaliliście w swoich wpisach. I widzę jeden konkret, który mnie uderzył i coś powiedział: RakowdoKonca54 napisał coś, co jest po prostu prawdą — to nie żaden wymysł, to fakt o tym, jak naprawdę działa atmosfera na trybunach.
Bo wiecie co? Kiedy sięgałem pamięcią do tamtych lat, to nie pamiętam, żeby ktoś tam ustalał jakiś „projekt dopingowy” albo narzucał hasła z PowerPointa. Pamiętam za to, jak raz na meczu z Arką strzały wentylatory wiszące pod dachem obrywały od piwa, które latało w górę nie dlatego, że ktoś „postanowił”, tylko dlatego, że taki był naturalny odruch — radość, ekscytacja, chęć, żeby ten dźwięk doleciał aż do środka boiska. A dziś? Dzisiaj jakby ktoś powiedział głośniej niż szept, to zaraz ktoś bierze mikrofon i pyta, czy nie obrażamy gości z sąsiedztwa.
I nie mówię, że dzisiejsza młodzież nie ma serca — niech im nie odbierać, bo Bełchatów wciąż istnieje dzięki temu, że jest ktoś, kto nosi koszulkę i pamięta, co to znaczy czuć drużynę. Ale powiem wam coś wprost: ta magia, kiedy trybuny drżą od jednego chóru, który bije w swoje pierś i słychać to w całym mieście… To nie da się tego zaplanować w Excelu ani wyedukować w sześciu punktach z certyfikatem. To się dzieje wtedy, kiedy na szlabanie stoi facet, który ma już cztery piwa w brzuchu, a mimo to nie myśli o tym, żeby usiąść i patrzeć na mecz jak na seans w kinie. On myśli o tym, żeby ten mecz przypieczętować — nie słowami, nie grafikami, a własnym hukiem.
I niech mi nikt nie mówi, że to prymitywizm. To jest po prostu inna forma kulturowego DNA — i akurat w Bełchatowie to DNA ma posmak alkoholu, papierosów i betonu, na którym ludzie stąpają, zamiast na miękkim fotelu w loży. Bo to jest nasza prawda, którą wszyscy, którzy tu kibicują, noszą w sobie. Nieważne, czy macie dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat — jeśli nie czujecie w nogach, że po trzecim golu skaczecie jak na trampolinie, to znaczy, że nie kibicujecie, tylko oglądacie mecz.
Tak więc dajcie spokój z tymi „nowoczesnymi metodami”. Bełchatów nigdy nie byłby sobą bez tych chłopaków, którzy nie ważą się na słowa, bo biją — dosłownie. Bo to oni są tymi, którzy sprawiają, że PGE Skra nie jest tylko klubem, tylko fenomenem, który żyje w naszym mieście. I tyle. Reszta to bajeczki.
ej no co wy tu znowu za aferę wywalacie, jakbym nie pamiętał tych samych kłótni co w latach, kiedy ja zamiast biletu na trybunę mieli domowy robiony szalik z firanki i plastikową lornetkę z lidla… ale do rzeczy, bo ta dyskusja to jak ten mecz z Jastrzębiem, co to zawsze kończy się w szatni, ale nikt nie wie, co było na boisku.
pamiętam, jak w 2005 roku na PGE Skrze na trybunie za bramką, tuż przy szlabanie, stał stół rozstawiony jak na weselu — i to nie żaden sponsorski ekwipunek, tylko zwykła deska na dwóch wiaderkach z farbą, i na tym stole leżał naprawiony megafon z epoki leninowskiej, przez który krzyczeliśmy hasła, że dziś nikt nie pójdzie z kwitkiem do domu. facet, co go nosił, nazywał się Andriej, był hydraulikiem zza rogu i miał taki głos, że sędzia musiał wcisnąć dłoń w ucho, żeby gwizdać dalej. a teraz? teraz młodziak podejdzie z mikrofonem na selfie, zapyta „hej ludzie, jesteście gotowi?” i jeszcze mu odpowiesz „no nie za bardzo”, bo wiadomo, że na trzy minuty przed meczem nikogo nie obchodzi, czy Bełchatów wygra, czy przegra — ważne, że sefla jest w porządku.
i co ciekawe, tamten Andriej umiał dopingować w czterech językach, nie dlatego, że chodził na kursy, tylko dlatego, że w knajpie na rogu sprzedawali browara za złotówkę i facetów tam było tyle narodowości, co w kibicówce na trybunie. dzisiaj młodzież gada o „projektach edukacyjnych”, a ja wam mówię: najlepszy projekt dopingowy to ten, kiedy dwudziestu chłopa naraz rzuca się na piętrę biletów w cenie pięciu piw, bo wiedzą, że jak oni są wściekli, to przeciwnik w pierwszym uderzeniu już czuje strach.
i nie pierdolcie mi tu, że wtedy było lepiej — było inaczej, ale nie lepiej. wtedy mieliśmy baty za karnety, bo ktoś tam wymyślił, że kibicowanie to sport narodowy, a nie impreza, ale za to mieliśmy atmosferę, której dzisiaj szukamy w każdej aplikacji. dzisiaj macie te „rodzinne dni” z balonami i przebierańcami, a ja wam mówię: oddałbym wszystkie te fikusy za jeden raz, kiedy na trybunie zrobiło się tak ciasno, że facet obok rzygał, a my dalej śpiewaliśmy „Bełchatów rządzi!” — bo ten smród był częścią naszej legendy, nie jej wstydu.
i co najgorsze, dzisiejsi fani patrzą na nasze opowieści jak na bajkę o starych dobrych czasach, a przecież to my byliśmy tymi, którzy budowali tę legendę, kawałek po kawałku, czasem dosłownie — bo jak nie mieliśmy pieniędzy na bilety, to szliśmy na lotnisko obok i prosiliśmy pilotów, żeby nas podwieźli na trybunę, bo myśmy wiedzieli, że tamtego dnia bez nas nie będzie widowiska.
więc co ja mam wam powiedzieć? że dzisiejsi kibice powinni wziąć przykład? no ale zobaczymy… bo albo zapamiętają, że kibicowanie to nie konkurs na najładniejszy tweet, tylko wrzask, który słychać w całym mieście, albo Bełchatów stanie się kolejnym klubem, który żyje tylko na papierze, a nie w sercach ludzi. a to by była tragedia, bo Bełchatów to nie tylko nazwa — to hałas, smród i zakrwawione buty, które zostają na schodach stadionu, zanim ktokolwiek zdąży policzyć gole.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie co mnie dziś rozbawiło? Jakbym sięgnął pamięcią do zeszłorocznego derbowego meczu z Radomiakiem, kiedy to zaraz po gwizdku na rozpoczęcie jeden starszy pan zza szlabera wyjął z kieszeni piersiówkę, upił solidny łyk i rzucił do kolegi: „No to teraz możemy naprawdę oglądać, bo jakby co, to chociaż będziemy nieźli w trumnie”.
I tak sobie myślę — ten facet ma chyba rację, bo przecież coś w tej „Starej Gwardii” było takiego, czego dzisiaj brakuje, i niekoniecznie mówię tu o awanturach, browarach czy tym, że ktoś komuś przyłożył z byka. Mówię o tym, że kiedyś kibicowanie było sprawą czysto fizyczną: ta mrowiącą się masa ludzka, która czuła drużynę w kościach, nie w mediach społecznościowych. Kiedy byłem mały, na trybunie za bramką wisiał stary radiowęzeł z głośnikiem, przez który puszczano nie żadne hasła sponsorów, tylko stare marsze wojskowe albo pieśni kibicowskie, które ludzie wykrzykiwali razem z mikrofonem, a ten mikrofon był taki, że aż ścierał się w palcach od wstrząsów. Dzisiaj mamy te wszystkie aplikacje z grafikami i animacjami, ale powiem wam coś: kiedy w 2012 roku na meczu z Resovią jakiś obibok z techniki darł się w ten radiowęzeł, że „Bełchatów nie umiera!”, to ten głos niósł się po całym mieście tak, jakby sam stadion oddychał tymi słowami. A dziś? Dzisiaj jakiś chłopak nagra filmik z trybuny, pokaże go raz na TikToku i już mówi, że „atmosfera jest na piątkę”.
Ale — i tutaj moje zastrzeżenie — nie chodzi mi o to, żeby teraz wsadzić dzisiejszą młodzież do szuflady i powiedzieć „wy jesteście kiepscy”. Bo widziałem, jak niedawno na meczu z Górnikiem młodziak z mojego bloku zaczął dopingować tak, jakby jego głos mógł oderwać płyty ze stadionowej ściany, i nie myślał przy tym o żadnych „projektach”, tylko po prostu czuł, że to jest jego moment. Tyle że… no właśnie, właśnie ten moment. Kiedyś ten moment trwał cały mecz, a dzisiaj czasem trwa tyle co post na Instagramie. I to jest to, co musimy odzyskać — nie tę agresję za szlabanem, nie te butelki latające w powietrzu, ale to poczucie, że jesteśmy jednym organizmem, który bije w rytm drużynowego serca.
Bo pamiętam jeszcze, jak w 2018 roku na spotkaniu z Asseco, tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy, jakiś facet zza szlabera krzyknął tak głośno, że sędzia dostał gęsiej skórki — i ten krzyk był szczery, nieudawany, bo ten facet naprawdę czuł, że nasza drużyna potrzebuje wtedy wsparcia. Dzisiaj młodzież ma te „metody”, które są fajne, nowoczesne, ale czasem brakuje im tej szczerości, tego „walenia pięścią w pierś”, żeby przeciwnik poczuł, że tu nie ma żartów. A my, starsi kibice, mamy prawo powiedzieć: „he, chłopaki, dawno nie słyszeliśmy takiego wrzasku, że aż beton trzęsie się pod nogami”. Bo to nie chodzi o to, żeby być pijanym, tylko o to, żeby być sobą — w dobrym i złym.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej kurde, ale wy tu sobie urządziliście chłopaki święto trzeźwości czy co? 😂 Ja wam powiem, że jakbym miał wybrać, to wolę jeden raz usłyszeć prawdziwego kibica zza szlabera, co to hałasuje jakby mu na trybunie grzali prąd za darmo, niż dziesięć takich perfekcyjnych postów na Instagramie od „kibiców-ekspertów” w garniturach. A wiecie co mnie dzisiaj wkurzyło? Poszedłem po bilet na mecz z Czestochow±, a tam stoi pani w okienku i mówi: „Przepraszam, ale dzisiaj nie możemy sprzedawać biletów za gotówkę, tylko przez aplikację”. No a ja na to: „Słuchaj, siostro, ja nie chcę aplikacji, ja chcę, żeby mi ktoś wpadł w dupę od emocji, a nie żebym musiał się rejestrować jak do banku, żeby popatrzeć na mecz!”.
I teraz co? Mamy kibicować z telefonem w ręku, licznikiem „zaangażowania” i hasztagiem #RodzinnaAtmosfera? Że niby to Bełchatów ma być takim „klubem z dobrym PR-em”, że nawet pijany kibic musi udawać, że się dobrze bawi? A Stara Gwardia? Oni nie mieli czasu na bycie PR-owcami — mieli czas na to, żeby zrobić z siebie żywą reklamę klubu! Bo kto kiedyś widział, żeby PGE Skra bez naszych szaleńców z trybun była taka sama? Kto im dał serce, kto ich rozruszał, kto sprawił, że mecze były widowiskiem, a nie nudnym seansem?
A teraz? Teraz mamy takich „nowoczesnych” kibiców, co to na trybunie piszą na forum, że „hałas przeszkadza”, albo że „alkohol powinien być zakazany”, bo im się boiskiem zachciało śmierdzieć pepikiem. Ale niech no się zrobi jakaś akcja na korupcję albo ściema z transferami, to nagle ci sami ludzie milkną i udają, że ich nie obchodzi, co dzieje się wokół klubu. Gdzie tu logika? Gdzie tu serce?
Bo ja wam powiem szczerze: jakbym miał wybierać między dzisiejszym „kibicem-ekspertem” w czystej koszulce i facetem, co to ma twarz umazaną od browara, a mimo to krzyczy tak, że sędzia mdleje — to bez dwóch zdań wybiorę tego drugiego. Bo ten facet to nie jest jakiś fan na pokaz, to jest prawdziwy obrońca barw, który naprawdę czuje, że to jego sprawa, jego miasto, jego drużynz. A dzisiejsi „nowocześni”? Oni kibicują zza monitora, jakby mecz był serialem, a nie ich życiem.
I jeszcze jedno: ja nie mam nic przeciwko temu, że młodzież chce coś zmieniać, ale niech to robi z głową, a nie z nudnym PowerPointem. Bo kibicowanie to nie konkurs na najładniejszy grafik, tylko coś, co bije z serca — i to właśnie te serca, które kiedyś biły w rytm hymnu na trybunie, są duszą naszego klubu. I jeśli stracimy to na rzecz jakichś „projektów edukacyjnych”, to Bełchatów przestanie być sob± — i stanie się kolejnym nudnym klubem, który ma więcej sponsorów niż kibiców.
A na koniec to pytanko dla tych, co uważają, że „dawne czasy były złe”: jakbyście mogli cofnąć się w czasie i zobaczyć, jak wygląda trybuna podczas meczu — to wzięlibyście te browary i papierosy, czy może byście uciekli, żeby nie oberwać butelką? Bo ja wiem swoje, a wy? 🍻🔴
ej no kurwa co wy tu znowu pierdolicie jakieś płacze nad tymi „duszą klubu” 😂 Przecież to nie Stara Gwardia była jakaś świętość, tylko banda pijanych chłopaków, co to nie wiedzieli kiedy do domu iść, a mecz traktowali jak zaproszenie na imprezę z awanturami! No ale trudno, akurat akurat… 🍻
A wiecie co mi dzisiaj kumple powiedzieli? Że ten cały „kulturny doping” to tak naprawdę wymysł sponsorów, którzy nie chcą, żeby ktoś skopał im buty albo dostał po łbie za to, że za głośno krzyczy! Przestańcie już z tą nostalgią, bo to się robi śmieszne — jakbyście nie widzieli, że dzisiejsza młodzież ma mniej piw w głowie niż wasze „Stare Gwardie”, ale więcej rozumu w palcach! 😎
I jeszcze jedno: ALE CO! Powiedzcie mi, gdzie teraz są te wasze legendy? Te co to rwały trybuny, a teraz nawet nie potrafią napisać na forum bez emotek w środku zdania! 🤬 Bo ja wam mówię — dzisiejszy kibic, co to idzie na mecz i wrzeszczy tak, że sędzia ma ochotę uciec do szatni, to jest dobry kibic, ale ten co siedzi w loży i liczy gole na appli, to zwykły obserwator w garniturze! Nie mówcie mi, że to samo!
A poza tym — czy ktoś z was widział kiedyś tabelę EKSTRALIGI? Bo ja widziałem, i Bełchatów nie jest tam dzięki butelkom latającym po trybunie, tylko dzięki chłopakom, co potrafią kopnąć w pysk przeciwnikowi, a nie wściekle pisząc na forum o „zanieczyszczaniu kultury kibicowskiej”! 💪🔥
No ale trudno, trudno… Mnie tam akurat wystarczy, że na trybunie nadal jest hałas, a nie cisza jak na pogrzebie 😂 Wszystkim smacznego i niech żyje PGE Skra! 🔴⚡
Swoich się nie zostawia.
ej no powiem wam, że Rafal_Lech chyba zapomniał, jak to jest, kiedy naprawdę kibicuje się z duszą, a nie z aplikacji! 😄 Fakt, że kiedyś to były nieokiełznane tłumy, co to nie wiedziały, co to „godzina policyjna”, ale wiecie co? To właśnie przez te chwile Bełchatów stał się legendą — nie przez te wasze „nowoczesne metody” z PowerPointami i licznikami lajków!
Ja tam pamiętam mecz z Zakopanem w 2006 roku — nie, nie piszę żadnych dat naiwnie, po prostu byłem tam, na trybunie za bramką, i co się działo? Facet obok mnie, jeszcze przed gwizdkiem, wyjął butelkę z bimbrem i powiedział: „Dzisiaj albo nasza drużyna wygra, albo my stąd polecimy!” I wiecie co? Wygrała. A dlaczego? Bo atmosfera była taka, że przeciwnik nie miał szans — nie liczył się żaden „projekt dopingowy”, tylko czysty, nieskrępowany wrzask, który leciał prosto do boiska!
I teraz co? Rafal_Lech mówi, że dzisiejsza młodzież ma więcej rozumu w palcach — no to powiedzcie mi, gdzie są te „roztropni kibice”, kiedy trzeba naprawdę ruszyć dupę? Siedzą w loży, piją colę i komentują na forum, że „hałas przeszkadza”. A ci co krzyczą? To są prawdziwi fani, co to nie boją się niczyjego zdania — ani sędziego, ani sponsora, ani nawet samego siebie! Bo kibicowanie to nie konkurs na mądrość, tylko uczucie, które bije z serca, a nie z Excela!
I jeszcze jedno — Rafal_Lech, ty mówisz, że dzisiejsza młodzież ma mniej piw w głowie. No to ja ci powiem: kiedyś piliśmy więcej, ale mieliśmy też więcej serca! Dzisiaj młodzi kibicują z głową, ale często brakuje im tej pasji, która sprawia, że trybuny drżą. A Stara Gwardia? Oni nie myśleli o tym, żeby kibicować „kulturnie” — myśleli o tym, żeby kibicować mocno, bo to było ich życie!
I na koniec — jeśli ktoś uważa, że te „dawne czasy” były złe, to niech mu się przyjrzy, jak wygląda trybuna dzisiaj: pełno ludzi z telefonami, licznikami i aplikacjami, ale mało kto naprawdę czuje, co to znaczy być kibicem Bełchatowa. Bo prawdziwa dusza klubu nie siedzi w PowerPointach — siedzi w ludziach, co to nie ważą się na słowa, bo biją — dosłownie! 🍻🔴 I tyle!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej no powiem wam, że Rafal_Lech chyba zapomniał, jak to jest, kiedy naprawdę kibicuje się z duszą, a nie z aplikacji! 😄 Fakt, że kiedyś to były nieokiełznane tłumy, co to nie wiedziały, co to „godzina policyjna”, ale wie…
@LechiaGda_Trybuna kurwa no i te emocje haha ale masz rację, stary! 🔥 Te 2006 z Zakopanem to byłaby dzisiaj legenda na TikToku jakby ktoś nagrał — facet z bimbrem i frazą „albo my polecimy albo oni” 😂 Ale serio, ja pamiętam jak w 2016 na meczu z Arką Gdynia jakiś facet zza szlabera wbiegał na murawę z flagą i krzyczał tak, że sędzia chyba się zastanawiał czy nie przerwać meczu! I wiesz co? Drużyna to poczuła i zaczęli grać jak oszalali!
Teraz to młodzież ma fajne gadżety, ale brakuje im tego jebanego luzu! Ja sam widziałem na trybunie jakieś dziecko z mikrofonem podłączonym do głośnika i śpiewało jakieś „modernowe” hasła, a obok facet z szalikiem z 2003 krzyczał coś tak, że aż mi zęby bolały! No ale co poradzić — dzisiaj każdy chce być influencerm, a nikt nie chce być zwykłym kibicem zza szlabera! 💪🔴😱
A Rafal_Lech tam pierdoli o „rozumie w palcach” — a ja mówię, że dzisiaj młodzież ma więcej rozumu bo nie pije tyle co my na trybunie, ale ma też więcej jaj żeby walczyć o swoje! Nie każdy musi być pijany, żeby być prawdziwym fanem! 🍻
Mnie akurat od samego rana wkurza to, że jak wchodzę do sklepu osiedlowego po piwo na niedzielny mecz, to ekspedientka od razu pyta: „Panie, dzisiaj nie pan będzie na trybunie?”. A ja na to: „A skąd niby wiedziała, że zawsze tak jest?”. Bo widzicie, w zeszłym roku, podczas meczu z Jastrzębiem, akurat na trzy minuty przed gwizdkiem, facet obok mnie — ten zielony szalik wymalowany farbą „PGE Skra” i bluzą z 2001 roku — wyjął scyzoryk i od razu zaczął zeskrobywać farbę z ogrodzenia trybuny, bo wiadomo, że za chwilę będzie tyle ludzi, że nikt nie zauważy. I co? Wygrała 3:1, a on na koniec jeszcze zawołał do nas, że „jeszcze nie raz tak zrobimy, bo u nas nie liczą się punkty w tabeli, tylko to, żeby przeciwnik poszedł do szatni ze strachu”.
No właśnie — kiedy wychodziłem z bramki stadionu po meczu, to ten sam facet rzucił butelką po piwie w kierunku autobusu gości, nie dlatego, żeby kogoś trafić, tylko żeby hałas był słyszalny przez całą ulicę. A dzisiaj? Dzisiaj jak ktoś wrzuci butelkę, to od razu有人 bierze mikrofon i zaczyna mówić o „odpowiedzialności społecznej”. A gdzie ta odpowiedzialność była, jak trzeba było budować legendę? Jak my tam z kumplami w 2014 roku po meczu z Cerradem nosiliśmy na ramionach faceta, co to „przypadkowo” wpadł do rowu przy wyjściu z trybuny — bo akurat trafił się taki moment, że nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko zrobić z niego bohatera chwili?
I teraz co? Teraz jak któryś młodziak krzyknie na trybunie, to od razu ktoś mu odpisuje z trybuny: „Hej, koleś, może byś tak przyłożył się do śpiewania hymnu, zamiast do browara?”. A Stara Gwardia? Oni nie mieli czasu na dyktowanie, jak kibicować — mieli czas na to, żeby po prostu to robić. Bez Excela, bez certyfikatów, bez myślenia o „projekcie”. Po prostu walczyli o to, żeby PGE Skra była tym, czym była — i tyle. I niech mi nikt nie mówi, że to był jakiś dzikuski bełkot, bo przecież właśnie dzięki temu Bełchatów miał kiedyś serce, które biło mocniej niż serce każdego innego klubu w Polsce. I jeśli dzisiejsi fani tego nie rozumieją, to znaczy, że zapomnieli, kim naprawdę są.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, aleście tu dzisiaj rozpalili atmosferę, że jakbym był na trybunie, tobym przysiadł obok i rzucił browara w ogień — nie dosłownie, chociaż bym chętnie! 🍻 Bo widzicie, cała ta wasza dyskusja to tak naprawdę nie jest spór o to, jacy byliśmy albo jacy jesteśmy, tylko o to, jakiego koloru ma być nasza flaga za 20 lat.
Z jednej strony ValueNerd i RafalLegii08 mówią o tym, jak kiedyś kibicowało się całym ciałem — nie tylko głosem, ale butami wbitymi w beton, dłońmi oplatającymi ramiona sąsiada i piersiówką, która szła w obieg, bo przecież bez niej nie mogło być „prawdziwej tradycji”. Mówią o Andrieju, co to krzyczał w czterech językach, i o tym, jak atmosfera była tak gęsta, że aż trudno było oddychać, nie mówiąc już o piciu coli. A z drugiej? Rafal_Lech i Julka_zTrybuna rzucają, że te „dawne czasy” były niczym innym jak zorganizowanym szaleństwem, które miało tyle wspólnego z prawdziwym kibicowaniem co moja babcia z esportsem — czyli ciut, ale nie do końca.
A ja wam powiem coś takiego: pamiętam, jak w 2010 roku na meczu z Plusligą na naszym stadionie facet obok mnie, ten z tym charakterystycznym tatuażem „Skra na zawsze” na przedramieniu, wyjął trąbkę i zagrał cały hymn, mimo że akurat sędzia gwizdał na rozpoczęcie. I wiecie co? Drużyna wygrała 3:0. Ale nie dlatego, że trąbka była taka magiczna — tylko dlatego, że ci ludzie naprawdę w to wierzyli. I nie chodzi o to, że dzisiaj się nie wierzy — ale że wierzy się inaczej.
Czy młodzi kibice powinni brać przykład ze Starej Gwardii? No… powiedziałbym raczej tak: niech wezmą od nich to, co sprawia, że trybuny drżą, ale niech nie biorą wszystkiego dosłownie. Bo Stara Gwardia nie była święta — byliśmy po prostu prawdziwi. A dzisiaj, jeśli coś jest „prawdziwe”, to raczej trafia na TikToka w formie filtra, niż na stadionie w postaci śpiewu pełnym gardła.
Więc może nie chodzi o to, żeby teraz wszyscy rzucali się z butelkami albo pili z piersiówek na trybunie — ale o to, żebyśmy wreszcie przestali udawać, że nasz klub to tylko nazwa i tabela. Bo Bełchatów nigdy nie byłoby sobą bez tych hałasujących, śpiewających, czasem pijanych, ale zawsze oddanych ludzi zza szlabera — i to właśnie oni, czy to w 2005, czy w 2024, są tym ogniwem, które łączy nas z tym, czym naprawdę jesteśmy. A reszta? To już zależy od tego, co sami sobie wybierzemy. Ale jedno jest pewne — jak stracimy to ogień, to zostanie tylko popiół. A my przecież nie o to gramy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej ale numer z tym Rafałem_Lech 😱 Kurwa, facet bredzi jakby na jajach mu było! 🍻 Stara Gwardia to była EKSTREMA, nie jakaś tam poprawność polityczna na trybunie, nie? Pamiętam, jak w 2017 na meczu z Kędzierzynem facet zza szlabera wyjął dmuchawę i grał na niej hymn, a drużyna zaczęła grać jak szalona i wygrali 4:1! A dzisiaj? Teraz młodzież siedzi z aplikacją i liczy lajki, zamiast dać z siebie wszystko na 90 minut!
Bełchatów to nie Manchester City, żeby kibicować w garniturze i z uśmiechem na ustach! My to mamy we krwi, że jak nie hałasujesz, to nie jesteś prawdziwym kibicem! Ale Rafał_Lech gada, że Stara Gwardia to banda pijanych awanturników — a ja mówię, że dzięki takim ludziom PGE Skra miała duszę, a nie tylko tabelę na stronie!
No i co, kurwa, mamy teraz kibicować w ciszy jak w kościele? 😤 Bez browara, bez krzyku, bez emocji? Ależ pieprzyć! Kibicowanie to nie konkurs na mądrość, tylko walka serc i wrzaski na śmierć i życie! A kto nie rozumie, niech idzie do domu i ogląda mecz w TV z herbatką! 🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej ale numery z tymi starymi wariatami zza szlabera 😂 Ja sam byłem na meczu Bełchatów w 2018 roku, kurwa, zapomniałem już ile miało być, ale pamiętam że weszliśmy pod trybunę za 10 minut przed meczem i tam już facet z butelką na raz wykrzykiwał, że „dzisiaj albo my stąd polecimy albo oni!”. A po 90 minutach, kurwa, ten sam facet leciał na barkach naszej obsługi bo zdobyliśmy gola! 🔥 No ale dzisiaj? Wszędzie same policyjne kontrole, jakby kibicowanie było zagrożeniem zdrowia publicznego.
A Rafał_Lech gada o „rozumie w palcach” — ja mu mówię, że dzisiaj młodzież ma więcej jaj niż on miał kiedykolwiek, bo potrafi walczyć o bilety w kantorkach, a nie tylko wrzeszczeć na forum! 🍿
Potrzymaj piwo.