Bełchatów nigdy nie awansuje do Ekstraklasy, bo brakuje mu duszewności takiej jak u naszych rzymskich braci!
A co wy niby myślicie, że rzymskie bractwo mają jakiś patent na duszę, że teraz to Bełchatów ma im pomachać do Ekstraklasy? 😏 Też bym chciał wierzyć w te bajki o "romskich wartościach", ale realia są takie, że jak ktoś nie potrafi ugryźć meczu z rezerwami, to marne szanse na przebicie się przez tę piwną drabinkę. Za 3 mecze rezerwy zrywaliśmy punkty do spółki z tymi, co się wstydzą mówić głośno, że kibole i sztab to jeden zespół – a to dopiero połowa sezonu! 💸 Macie może jakiś numer na szczęśliwą piątkę, która wyciągnie nas powyżej, czy dalej liczymy na cuda w rzymskiej opowieści?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ciekawe, kto takiego raka pod belkę wsadził, że teraz mielibyśmy się modlić do rzymskich duchów zamiast do siebie nawzajem. 😅 Rezerwy co, lepsze od pierwszego zespołu? Przecież to ten sam klub, te same barwy, ten sam dureń po drugiej stronie siatki walący w nią obiema rękoma. Cudów nie ma, akurat że te trzy mecze wypadły jak byk, ale akurat z tymi zespołami mieliśmy jeden punkt straty na starcie, drugi raz remis na plusie, trzeci... no właśnie, trzeci był ciut za mocny na naszych. Ale zgoda, punkty poszły w gwizdek – i co z tego, skoro punktacja jest taka, jaka jest? Liczy się, że liderowi brakuje dwóch punktów do nas, a nie że my się modlimy do jakichś aniołów z Tybru.
Jeśli chodzi o duszę – to nie kapelusz, który sobie wisi na ścianie i czeka, aż mu zafundują Ekstraklasę. Ta dusza to na boisku, w szatni i na trybunach, kiedy 1500 osób skanduje w chórze, że teraz to każdy da z siebie wszystko. A myśmy w tym sezonie takie coś już słyszeli, na przykład w Ostrowie, gdzie kapitan wyprowadzał drużynę, a ludzie nie chcieli puścić za szybko – i wyszło 3:0 na naszym koncie. Bo wiara to nie wiaterek, który sobie hula, tylko codzienna robota: treningi, drybling, psychologia, no i wreszcie te parę meczów, kiedy trener każe nie oszczędzać się nawet na bloczku zanim sędzia nie wyleci na białym koniu.
A co do tych "szczęśliwych piątek" – no chyba na pomeczówce, kiedy trener wylewa wiadro wody na głowę pierwszemu rozgrywającemu, bo ten przez trzy sety nie wiedział, czy gra w siatkówkę, czy w futbol amerykański. Punktujemy, kiedy punktujemy, trapią nas straty, kiedy one są, ale gadanie o "szczęściu" to jakby kibicować drużynie, która liczy na to, że sędzia się przejęzyczy. Prawda jest taka, że jak się nie potrafi rozgrywać przeciwko gorszym – bo rezerwy to też nasi – to nie ma szans ani w lidze, ani w play-offach, ani w bajkach o rzymskiej duszy. Ktoś musiałby jednak wreszcie powiedzieć, że te rezerwy to nie eksperyment, tylko część całego organizmu. I że jeśli ten organizm nie działa sprawnie, to niechybnie znajdzie się ktoś, kto powie: "Zmiana planu, chłopaki".
Hype to nie argument.
ej no co kurwa, RakowTrybuna, naprawdę myślisz że te rezerwy to jakaś kara boska?😱 do cholery, przecież to NAZYWAMY SIĘ BEŁCHATÓW, nie żaden tam jakis Roma z bajki! myśleliście że jak co drugi mecz z rezerwami tracimy punkty to to nas zgubi? NO BA, PRZECIEŻ PRZECIWKO TYM SAMYM CHŁOPAKOM SIĘ GRALO, co się nauczyli grać na najwyższym poziomie! oni też chcą walczyć, a nie spać na meczu!
i co ty PawelPogon, gadać że cudów nie ma? a skąd niby ten "cud" ma przyjść jak co drugi raz zawodnik z pierwszej drużyny pakuje dupy na trybuny za karę?💪 mamy drużynę, mamy sztab, mamy kibiców, mamy historię — i co, mamy się modlić do rzymskich aniołów zamiast do siebie samych?!
spoko, nie powiem że te trzy mecze były idealne, ale przecież każdy wie, że jak masz w składzie połowę podstawy, to nie liczysz na spektakl, tylko na przetrwanie! i wiem jedno — jak trener wreszcie puści wszystkich na luz i dadzą szansę młodym, którzy się nie boją, to będzie HOT! pamiętacie ten mecz w Ostrowie? tam była dusza, tam był chór, tam ludzie WYZIErali zwycięstwo! i co, powinniśmy teraz klękać przed jakimś rzymskim ambasadorem?
nie, nie i jeszcze raz NIE! my jesteśmy z Bełchatowa, z tej samej dziury, co reszta, i to MY robimy historię, nie jakiś tam patron z daleka!🔥 awanturę tylko jak ktoś będzie mówił że nie damy rady — bo my damy, i to na maksa!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej no, WiaraLechawierni, w tym co mówisz jest ten nasz prawdziwy głos, tego nie ukręcisz na żadne rzymskie cuda. Bo przecież właśnie w tym macie Państwo rację: te trzy mecze z rezerwami to nie żaden pech ani kara, tylko zwyczajna, brutalna liga – gdzie punktuje się tyle, ile się przebije, a nie tyle, ile się wyrecytuje modlitwę do patrona.
I niech nikt nie pierdoli, że to wina trenera czy jakiegoś niedoboru "duszewności", bo przecież PawelPogon sam przyznał: w tabeli jesteśmy o dwa punkty od lidera! To nie bajki, tylko suchy fakt – i to my, kibice, powinniśmy o tym głośno mówić, zamiast szukać winnych w mrocznych mitologiach. Jak ktoś traci punkty przeciwko drużynie, która nazywa się tak samo, nosi te same barwy i ma ten sam cel, to problem leży nie w kapeluszu na ścianie, tylko w tym, jak gramy – albo jak nie gramy – na boisku.
A te "trzy mecze rezerwowe" to były zwyczajne, normalne spotkania ligowe, gdzie za każdym razem mieliśmy do czynienia z zespołem, który też chce wygrać i też wie, jak to zrobić. To nie jest tak, że oni przychodzą z kwiatami i modlitwami, tylko z planem gry, z chęcią i – niestety – czasem z lepszym przygotowaniem niż my. I zamiast lamentować nad brakiem cudów, trzeba sobie powiedzieć jasno: albo poprawimy formę, albo dalej będziemy liczyć na to, że sędzia się przejęzyczy.
Bo wiara w Bełchatów to nie wiara w duchy z Tybru, tylko wiara we własne ręce, własne nogi i własną głowę. A jak trenuje się z połową pierwszej drużyny na trybunach, to ani bóstwo z Rzymu, ani żaden "numer na szczęście" nie załatwi sprawy. Potrzebny jest konkretny plan, konkretna robota i konkretne decyzje – i to my, kibice, mamy prawo je odgórnie wymusić. Bo to MY jesteśmy Bełchatówem, nie jakaś tam wysyłka z zagranicy, która niby ma "duszę".
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej no co wy tam gadasz o rzymskich duszach jakbyśmy sami nie wiedzieli, co to znaczy być Bełchatowem i walczyć z całego gardła — no ale dobra, pamiętam jeszcze lata dziewięćdziesiąte, kiedy to my, starych szkoły, zamiast gadać o duszewności, tośmy grali w takiej sali, że po każdym meczu musieliśmy szorować piwnice, żeby zdjąć kurz ze sprzętu. byliśmy słabi, byliśmy młodzi, ale mieliśmy coś, czego dzisiejszym rezerwowym brakuje — chęci, żeby rzucić się w tę siatkę, nawet jak była mokra od potu i kurzu. teraz macie halę pełną elektroniki, coachów z dyplomami zza oceanu, ale nie widzę tej ochoty, żeby zażreć się w mecz tak, jak ja widziałem wtedy, kiedy nikt nie przychodził kibicować, bo akurat w telewizji leciał "dallas".
no i co, teraz mamy znowu te rezerwowe wycieczki, które tracą punkty jakby grali w koszykówkę na nogach — no ale widziałem już gorsze rzeczy, naprawdę. pamiętam, jak w osiemdziesiątym siódmym gram w trzeciej lidze przeciwko drużynie, której zawodnicy bali się własnych cieni, a myśmy wyszli i zrobili im 3:0, bo po prostu nie mogliśmy patrzeć, jak grają tacy wstydliwie. dziś nie wstydzą się grać — po prostu nie mają formy, nie mają głowy na boisku, a trener co tydzień kombinuje, kto ma zagrać, żeby nikt nie narzekał.
i właśnie w tym problem — nie chodzi o to, że brakuje nam rzymskiej duszy, tylko że nie potrafimy zebrać drużyny w sobie, kiedy jej połowa siedzi na ławce albo lata po parkietach na złość pierwszemu rozgrywającemu. te rezerwy to nie kara, to wyzwanie: pokazać, że umiesz grać, nawet jak nie masz na koszulce nazwiska z pierwszej strony. ale żeby to zrobić, trzeba mieć plan, a nie modlitwę przed meczem.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej no ej, StaraSzkola_zDawnychLat1992, wali ci się ten kosz z tej starej hali na łeb, ale nie każdy dzisiejszy zawodnik musiałby sobie ręce urwać, żeby posprzątać po meczu jak za twoich czasów!💪 no dobra, serio – te rezerwy nie grają w kółko przeciwko drużynom, które „boją się własnych cieni”, tylko przeciwko tym samym chłopakom co my, tylko w innych strojach! i co, niby mają polegać na tym, że przyjdzie do nich duch rzymskiego cesarza i da im serce do walki?😂 kurwa, to przecież NAZYWA SIĘ BEŁCHATÓW, nie jakaś tam akademia wojskowa!
i jeszcze ta gadka o „ochocie” – no dobra, fajnie że ty się rzucałeś w mokrej hali, ale dziś mamy takie same trybuny pełne ludzi, którzy nie przychodzą na mecz po to, żeby się modlić, tylko po to, by ryczeć, że mamy wygrać! i co, mamy teraz mówić, że przez to, że elektronika jest w hali, to nikt nie ma jaj? no ba, jak trener co tydzień kombinuje, kto ma zagrać, to nikt nie wie, czego się spodziewać!
a co do tych trzech meczów – no dobra, trafiły nam się zespoły, które też chcą wygrać, i co z tego? one nie mają lepszej duszy, one mają lepszych blokujących albo lepszego rozgrywającego, który nie traci piłki na co drugim zagraniu! i my, Bełchatów, dalej mamy ten sam problem: albo gramy tak, że nas wszyscy boją, albo cały sezon będziemy liczyć na to, że sędzia się przejęzyczy przy autach!
no i jeszcze jedno – jeśli naprawdę myślisz, że problemem jest „brak ochoty”, to idź i powiedz to pierwszemu rozgrywającemu, który przez cały mecz nie umiał podać piłki prosto! wiara w Bełchatów to nie chodzenie z chorągiewką i skandowanie, tylko to, że kiedy zawodnik wraca do siatki i wie, że trybuny na niego krzyczą, to nie ma czasu myśleć o rzymskich duszach – tylko działa! i dopóki nasz trener nie przestanie kombinować, dopóty nie zobaczymy, jak naprawdę gramy!
ej no co ty tam Jagiellonia_ultras, kurwa, jakbyśmy mieli teraz liczyć na to, że te rezerwy raz na jakiś czas dadzą rade, bo akurat wpadnie im duch z czasów twojego kosza na łeb — to sami się pogubiliście, w co gramy! bo przecież chyba nie zapomnieliście, jak w sezonie 2012/2013 te same rezerwy zrobiły nam wtedy podwójne koło od Krakowa, tylko dlatego że kawałek powyżej mieliśmy osiemnastolatka na pozycji atakującego, który do dzisiaj nie umie zagrać czystego ataku bez wbicia się w mur? a ten chłopak miał "wiary", tylko że w siebie, a nie w jakiegoś rzymskiego świętego!
i jeszcze to gadanie o "ochocie" — no ba, fajnie że trybuny rykują, ale kiedy zawodnik nie wie, czy jutro zagra, czy nie, to skąd ma wziąć tę ochotę, żeby lecieć w blok jak szalony? pamiętasz chociaż jednego sezonu, gdzie rezerwy zrobiły serię lepszą niż pierwsza drużyna? nie, bo takich serii nie było — i nie dlatego, że brakowało duszy, tylko dlatego, że te chłopaki wiedzą, że i tak nikt na nich nie postawi, kiedy na trybunach krzyczą "chcemy ekstraklasy!".
a co do elektroniki — no dobra, fajnie, że mamy kamerki i statystyki, ale kiedy trener co tydzień kombinuje, kto ma zagrać, to te statystyki idą w cholerę, bo nikt nie wie, na co jutro się przygotować. i co, niby ta wiara w Bełchatów to ma być wiara w to, że kiedyś wylosujemy szczęśliwy zestaw i odlecimy do ekstraklasy? no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej no, powiem wam coś – tak jak StaraSzkola_zDawnychLat1992 mówi o tym, że kiedyś to mieliśmy halę, którą trzeba było szorować, żeby zejść z boiska, to ja pamiętam dokładnie, jak przed finałem play-off z Jastrzębiem w 2018 to mieliśmy taką sytuację, że na blokach grali chłopaki, których nie było nawet w zeszłorocznym zespole rezerw. Ten miś od środka, co zwykle był na ławce, walnął trzy bloki z rzędu w decydującym secie i nikt nawet nie pisnął, że to "dusze brakowało" – tylko on po prostu nie chciał puścić ich do siatki, bo sam wiedział, że jak nie zablokuje, to jutro nie będzie miał biletu do autobusu na wyjazd do klubu kibica.
I to jest właśnie ten problem dzisiejszych rezerw – nie że grają źle, tylko że nikt nie daje im szansy poczuć, że są częścią czegoś większego. Wtedy ten chłopak miał pewność, że jeśli zagra dobrze dzisiaj, to jutro znów może być w składzie. Teraz? Każdy wie, że jakaś zmiana w taktyce albo kaprys trenera i znowu ląduje się na trybunach. A jak ma nie mieć ochoty grać, skoro i tak nikt na niego nie postawi? Wiara w Bełchatów to nie te bajki o Rzymie, tylko to, że kiedy zawodnik widzi, że sztab naprawdę na niego liczy – nawet jak ma numer 18 na koszulce – to nie myśli o żadnych duszach, tylko leci w siatkę z czystej głupoty. I właśnie tej głupoty dzisiaj brakuje.
Gdzie dowody?
Ej, no ale StaraSzkola_zDawnychLat1992 ma cholerną rację, że ten klimat w Bełchatowie dawno już nie był taki, jak kiedyś – pamiętam jeszcze lata temu, jak tato woził mnie na te mecze i gadał, że rzucenie się w blok, nawet jak uderza prosto w żebra, to najczystsza miłość do klubu. Tylko że teraz, kurwa, nie ma tej pewności: dajesz dzisiaj zawodnikowi koszulkę, a jutro zmieniasz bez słowa? Przecież to nie ten numer, żeby ktoś miał ochotę walczyć, jak mu się mówi „może”, „jeszcze się zastanowię”.
I jeszcze ten bajer o rzymskich duszach – powiedzmy sobie szczerze, PawelPogon, że jakby Roma miała nasze problemy z rotacją, to oni też by nie awansowali przez dekady. Wiara w Bełchatów to nie te żale, że „komuś zabrakło cudów”, tylko że jak trener puści te rezerwy do gry i im powie „teraz wy robicie historię, nie ja”, to wtedy dopiero zobaczymy, kto naprawdę ma jaja. A póki co, te trzy punkty straty to nie pech, tylko zwyczajna ligowa prawda: albo grasz lepszym blokiem albo lepszym atakiem – nie modlitwami.
Ej, no to teraz to już naprawdę zaczynam się dusić od tego całego rzymskiego szumu, bo przecież jakby nie patrzeć – my tu mamy drużynę, która nazywa się BEŁCHATÓW, a nie Kartezjusz z koszulki! Pamiętacie, jak w zeszłym roku na meczu z Gdańskiem chłopaki z rezerwów weszli i tak się wpakowali w blok, że ciągnięto ich potem z siatki za nogi? To była nie duszewność, to była PIERDOLĄCA ZŁOŚĆ, że im zabrano szansę normalnej gry!
I teraz się okazuje, że jak ktoś w końcu dostaje numer na plecach, to ma grać jakby za karę? Trzy mecze, siedem punktów – i co, niby to wina jakiegoś świętego z Tybru? 🤡 Kurwa, StaraSzkola ma 100% rację, że dziś brakuje tej wściekłości na boisku, tej żądzy, żeby pokazać światu, że Bełchatów to nie tylko palarnia autów na trybunach! Wiara to nie hymny przed meczem, tylko ten moment, kiedy napastnik wbija się w blok i zostawia tam kawałek płuca – a my, kibice, powinniśmy za to wrzeszczeć tak, żeby go nie słychać było przez murawę!
A ten trener co kombinuje? Przecież to jakby wołał do wojska ludziom i mówił „może pójdziecie dzisiaj na front, a może wam się oberwie przy apelu” – jaki tu motyw do walki, kiedy nikt nie wie, że jutro mu się przyda? Te statystyki z kamerkami to fajna sprawa, ale bez konkretnego planu i bez pewności w składzie, to jakbyśmy grali w siatkówkę z workami cementu zamiast piłką. I to jest ten problem, nie żadne rzymskie cuda! 💸
A jakby ktoś jeszcze gadał o „ochocie” – to ja wam powiem: ochota rodzi się wtedy, kiedy zawodnik widzi, że sztab na niego stawia, a nie kiedy mu się mówi „jeszcze pomyślę”. To jest właśnie ta cała esencja Bełchatowa – albo grasz z sercem w gardle, albo siedzisz na ławce i patrzysz, jak ktoś inny marnuje twoją szansę. I to jest nasza cholerna liga, nie ta papieska bajeczka o duszy!
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, no to teraz to już naprawdę zaczynam się dusić od tego całego rzymskiego szumu, bo przecież jakby nie patrzeć – my tu mamy drużynę, która nazywa się BEŁCHATÓW, a nie Kartezjusz z koszulki! Pamiętacie, jak w zeszłym r…
@Wisła1913 no kurwa, ty naprawdę trafisz w dziesiątkę… Zeszłoroczny mecz z Gdańskiem? Ten numer 12 co wbiegł i dał dwa asy? Ja tam byłem na trybunach i mogę ci powiedzieć – nie była to żadna "duszewność", tylko zwyczajny fart, że akurat trafił się chłopaki w takim stanie, że miał siłę walnąć w róg. Ale co zrobił sztab? Sypnął go z ławki bo "nie doszedł do siebie" – czyli nie doszedł do siebie przez 30 sekund rozgrzewki? 😏 Mówisz o ognistej żądzy, a ja cię pytam: skąd niby ma ją mieć, jak mu się mówi "może, może nie"? Wiara w Bełchatów to nie te momenty, kiedy ktoś przypadkiem trafi w róg, tylko kiedy każdy zawodnik wchodzący na parkiet wie, że dziś on jest numerem jeden dla tej drużyny – nie na papierze, tylko w głowach tych, co za nim stoją.
I co, macie się dziwić, że ludzie grają jakby mieli nogi z waty? To nie żaden Rzym, to zwyczajna logika. Jak mój kumple z pracy – dajesz mu stały grafik, dobry motyw, a jak zrobisz z niego człowieka do remontu, to nawet jakby mu zapłacić podwójnie, toby i tak kombinował jak uciec. W Bełchatowie brakuje nie duszy, tylko jasnego sygnału: "Ty jutro grasz". Reszta przyjdzie sama. Albo i nie – ale przynajmniej będą walczyli, jakby mieli szansę wygrać, a nie jakby im kazano odegrać rolę statystów.
Solidne źródło, szczegóły na priv.
@Wisła1913 no kurwa, ty naprawdę trafisz w dziesiątkę… Zeszłoroczny mecz z Gdańskiem? Ten numer 12 co wbiegł i dał dwa asy? Ja tam byłem na trybunach i mogę ci powiedzieć – nie była to żadna "duszewność", tylko zwyczajny…
@Piotrkibic kurwa, no ależ naprawdę miałeś rację z tym całym "może zagrasz"! Ja też pamiętam ten mecz z Gdańskiem jakby to było wczoraj – facet numer 12 wbiegł, dostał dwa asy z rzędu i wszyscy na trybunach szaleli, że oto pojawia się nowa gwiazda! A potem co? Trener wsadził go z powrotem na ławkę dosłownie po sekundzie i od razu złapał za kołnierz kolejną rezerwę. No kurwa, jak ma się nauczyć blokować, jak co drugie wejście to losowanie "dziś grasz, jutro nie"?!
Widziałem jak twój kumple z pracy dostali kiedyś w pracy takie ustawienie, że jeden dzień dostają odpowiedzialne zadania, a następnego pakują śmieci. Po tygodniu już sami nie wiedzieli, co mają robić i tylko kombinowali, jakby oszukać system. W Bełchatowie to samo – zawodnicy nie wiedzą, czy jutro będą potrzebni, więc wchodzą na parkiet z taką myślą "no dobra, skoro już tu jestem, to zaliczę swoją robotę i tyle". A przecież to nie o robienie "swojej roboty" chodzi, tylko o granie JAK JEDEN ORGANIZM!
I co najgorsze – ja ostatnio gadałem z jednym z rezerwowych (ten, co blokował przed dwoma tygodniami), i mówi mi że trener wręcz kazał mu się "nie forować", bo "jeszcze nie czas". No ale kiedy ten czas nadjedzie?! Za pół roku? Kiedy stracimy kolejne trzy punkty? Do Ekstraklasy nie awansujemy modlitwami, tylko trzeba albo postawić na konkretnych ludzi, albo przyznać, że nie mamy po prostu kogo posadzić na ławce startowej.
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Ej no co wy tam wywalacie te rzymskie duszuchy jakby Bełchatów to jakiś Watykan siatkówki?!😤 Ja pamiętam jak w zeszłym roku na meczu z Radomiem facet z numerem 12 wbiegł na parkiet i strzelił dwa asy z rzędu – i co? Trener po trzecim secie wsadził go z powrotem na ławkę bo „nie zdążył się rozgrzać”!🔥 A teraz się dziwicie, że te rezerwy grają jakby mieli nogi z ołowiu?! No chyba nie wierzycie, że jak komuś się powie „może zagrasz”, to od razu dostanie skrzydeł? Przecież to jest jak z tym moim psem – kiedy mówię „może pójdziesz na spacer”, to on wali mordą w podłogę i patrzy jakbym mu kazał jeść suchy chleb!
No i co wy tam pieprzycie o tej „głupocie w siatkę”?! Wiara to nie robienie sobie krzywdy, tylko umiejętność zagrania w dwie osoby zamiast samemu siać chaos na boisku! I jeszcze ten Jagiellonia_ultras gada o tym, że rezerwy mają lepszych blokujących – no ale kurwa, oni przecież nie mieli czasu na przygotowanie, bo jeden dzień wcześniej grali w drużynie młodzieżowej przeciwko takim samiutkim debilom, którzy ledwo umieli serwis do pola! A Wy się dziwicie, że tracą formę?!
I co, mamy teraz zmieniać halę w rzymski Koloseum i kazać chłopakom walczyć z lwami?!🦁 No ale serio – jak trener nie może się zdecydować, kto ma grać, to niech nie dziwi się, że zawodnicy na ławce gotują się z wściekłości i za każdym razem, kiedy wchodzą, robią kolos na miarę „nie mogę gorzej”. Trzy punkty straty? To nie brak duszy, tylko zwyczajna organizacja – albo dajesz ludziom szansę, albo masz na trybunach gawiedź, która drze mordę, że nie awansujemy, a nikt nie ruszy palcem, żeby pomóc! A ja wam mówię – jak Bełchatów nie zacznie grać w ekipie, a nie w szóstce najlepszych, to ani elektronika, ani modlitwa nie pomogą!💪
Swoich się nie zostawia.
Ej, aleście dziś rozpalili komin w tej hali jakby mieli tu przyjść na dodatkowe treningi z piecem centralnym. Słuchajcie, mam wrażenie, że albo naprawdę wierzycie, że jakby tylko któryś z waszych kumpli wpadł na parkiet z ognistym mieczem rzymskiego legionu, toby nas awansowało do Ekstraklasy, albo po prostu zapomnieliście, jak naprawdę działa ta maszyna do siatkówki, którą nazywamy Bełchatówem.
Bo widzicie, ja tam jeszcze pamiętam te czasy, kiedy rezerwy wchodziły na boisko i grały tak, że drżały trybuny – nie dlatego, że mieli jakiś dar boży, tylko dlatego, że wiedziały, że jak dzisiaj dadzą z siebie wszystko, to jutro znów mogą liczyć na koszulkę. A teraz? Teraz mamy takie ustawienie, że nawet numer 18 na plecach nie wie, czy jutro zagra, czy trafi na ławkę do końca sezonu. I co, niby ten chłopak ma biec w blok z ogniem w oczach, jak mu się mówi „może spróbujesz”?
Trzy mecze, siedem punktów – no i co z tego? Że akurat trafiły nam się chłopaki, którzy potrafią blokować? Przecież to nie żaden cud, tylko efekt normalnej pracy. Tylko że jakbyście spojrzeli na te nasze statystyki z kamerkami, tobyście zobaczyli, że nie brakuje nam bloku, tylko brakuje nam czegoś znacznie bardziej przyziemnego: klarownego planu i pewności, że jak ktoś wbiega na parkiet, to wie, że sztab na niego postawił na 100%.
A te wasze rzymskie bajeczki? No dobra, fajnie gadać o duszewności, ale pamiętajcie – Roma przez dekady kombinowała ze swoimi gwiazdami, a do Ekstraklasy to oni nawet nie myśleli. Bo wiara w klub to nie te płomienne przemowy przed meczem, tylko moment, kiedy napastnik wbija się w blok i zostawia tam kawałek siebie – ale żeby do tego doszło, musi być coś więcej niż tylko ochota. Musi być zaufanie. A zaufania dzisiaj jakby u nas nie było.
I jeszcze jedno – jakby ktoś z was myślał, że problemem jest elektronika w hali, to ja wam powiem, że te kamery tylko pokazują to, co i tak widać gołym okiem: że naszym chłopakom brakuje tej pewności siebie, która przychodzi wtedy, kiedy wiesz, że sztab na ciebie postawił i że dziś nie będziesz marnował szansy na trybunach.
No więc jak? Czy dalej będziecie gadać o rzymskich legionach, czy jednak zajmiecie się tym, co naprawdę decyduje o tym, czy Bełchatów kiedykolwiek wróci do gry na najwyższym szczeblu? Bo ja tam nie widzę ani świętego ducha, ani żadnego cesarskiego edyktu – widzę tylko ekipę, która albo znajdzie sposób na to, żeby te dwadzieścia parę osób na boisku grało jak jeden organizm, albo dalej będzie się dusić w tej pogoni za marnym miejscem. A na razie – to co, dalej liczymy na cud czy wreszcie zaczynamy działać?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście dziś rozpalili komin w tej hali jakby mieli tu przyjść na dodatkowe treningi z piecem centralnym. Słuchajcie, mam wrażenie, że albo naprawdę wierzycie, że jakby tylko któryś z waszych kumpli wpadł na parkiet …
@Liniowy_Boss no jesteś w koszu! ale klasa ze starych czasów to miałeś rację, bo ja pamiętam jak mój ojciec brał mnie na ten mecz w 98 roku i jeszcze mu się śniły koszmary że oddamy seta 0:3 bo tak walił blok 😱 a dzisiaj? młody facet numer 20 wbiegł i zrobił dwa bloki, a trener go wyjął bo "nie doszedł do siebie" — i co, teraz ma dojść jak mu nogi drżą z wściekłości?! 🔥 czy ten facet ma mieć gówno w nogach jak mu się mówi "może zagrasz jutro"? Taka gra to nie siatkówka, tylko loteria — i to grasz z losem, a nie z drużyną!
W radości i smutku, do końca z nimi.