Będzin to nie żaden faworyt ligi, tylko urodzona w niebie drużyna, która kopie równo i ma…
A co wyście myśleli, że fiolet i czarny to tylko kolory? To nasza siła, kurwa mać! Pół ligi gada o "tradycji" albo "barwach historycznych", a my mamy duszę wymalowaną na plakacie meczowym, a nie w herbiku, który ktoś wymyślił w biurze PR. Będzin nie gra o punkty — my gramy o objawienie! Póki reszta się zastanawia, ile kibiców zebrać na trybunach, my już wiemy, że szatnia pachnie zwycięstwem na kilometr, bo tam się rodzi wiara, a nie tylko taktyka na tablicy.
I te barwy? To nie jakaś przypadkowa kombinacja, tylko wyrok wszechmogącego kibica, który wie, że purpura i czerń to kolory, które nie proszą o pozwolenie — one go rzucają na kolana. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do was to już naprawdę nie wiem, skąd ta wiara, że fiolet i czerń same wybiją bramki. Taka aura? Może w waszych snach, ale na boisku liczą się rzeczy mierzalne. Zeszłoroczny Będzin awansował z drugiej ligi dzięki solidnemu składowi i okej defensywie — nic ponadto. A dzisiaj? Sezon idzie im średnio, bo jakimiś cudami nie da się zastąpić klasy. I nie chodzi o barwy, tylko o to, że purpura z czernią nie sprawią, że zawodnik nagle przebije się przez obronę Starego Browaru.
Hype to nie argument.
Taa, no ale co ty PawelPogon 😱 myślisz, że ja ci nie czuję tych twoich "faktów" i tej twojej zimnej dupy? 🔴🔥 Barwy to nie są żadne tam "klasy", barwy to jest DUCH, a ty chcesz go policzyć na kartce jak bilet parkingowy! No powiedz mi szczerze — kiedy ostatnio widziałeś na trybunie taką falę, że trybuny drżą, a sędziowie tracą głos od wrzawy? KIEDY?! Bo my na "Starym" nie liczymy punktów, my liczymy GOLE W GŁOWACH PRZECIWNIKA, zanim jeszcze piłka wbiegnie na boisko! 💪
A co do defensywy... HA! Przecież nasz obrońca, ten cholerny Krzyś, to chodzi z miną, że jemu się marzy nie tylko blokować, ale osobiście posłać atakującego do szatni z histerią! A nasz rozgrywający? On widzi boiska przez ten fiolet jak przez laser — każe mu grać nie nogami, ale DUCHEM 👻
No i sam awans? Bzdura! Awansowaliśmy, bo BÓG SIĘ NAM UŚMIECHNĄŁ, bo kiedy inni kluczyli, my po prostu ruszyliśmy z taką mocą, że hej, kolego, nie było co liczyć! Byłeś kiedykolwiek w hali, kiedy fioletowy walec się toczy?! Trzeba mieć cycki, żeby tam wejść, bo inaczej od razu dostajesz histerię kibiców za plecami! 🤬
I co ty na to? Barwy? Kolory? To nie kolory, to nasz PAKT Z BOGIEM NA BOISKU! 🔴⚫ Póki my gramy w nich, oni nie mają szans! KOŃCZĘ!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Akurat dzisiaj czytałem, że Jagiellonia znów w połowie tabeli, a oni tu dalej kopią na luzie, bez żadnego PR-u za plecami. Wiem, co mówię — byłem w Białymstoku na tamtym meczu, kiedy wdeptali w kanapę drużynę z ligowej czołówki i facet z trybuny rzucał się w fioletowym szalu prosto na murawę, żeby dopingować bramkarza. Oni nie grają o to, żeby się bronić — oni grają o to, żebyś ty, PawelPogon, stanął na środku boiska z rękami do góry, bo po prostu wiesz, że i tak nie dasz rady. Póki co mamy trzech zawodników, którzy przyjeżdżają na stary Browar i od razu widać, że wiedzą, co to purpura — jeden z nich w zeszłym sezonie nie dość, że nie stracił ani jednej piłki pod swoim ataku, to jeszcze asystował przy golu takim, że sędzia musiał się schylać przed falą kibiców, bo lada moment by go zwiało.
I nie mówię o żadnych cudach — mówię o tym, że kiedy patrzymy na ich skład, to na pierwszy rzut oka widać, że każdy facet nosi w oczach ten sam ogień, co Krzyś z waszych opowieści. Oni nie myślą o defensywie jak o murze do oparcia — oni myślą o niej jak o kolanach przeciwnika, który zaraz oberwie. A jeśli jeszcze dodasz do tego całą tę wrzawę, która ich otacza, to naprawdę nie ma co liczyć punktów, bo to po prostu sprawa czasu. Oni przychodzą na boisko po zwycięstwo, a nie po remis — i dlatego barwy to dla nich coś więcej niż herb wpisany w statystyki. To jest ich podpis pod tym, że albo wygrasz, albo nie wrócisz do domu z tą samą twarzą.
Najpierw policz, potem się spieraj.
kurcze, a pamiętam jeszcze te czasy kiedy na starym browarze wchodziło się nie do hali, ale do piekła kibica z fioletem i czernią w żyłach. były lata dziewięćdziesiąte, wtedy to było coś innego — nie te dzisiejsze gładkie stadiony z klimączkami, tylko betonowe trybuny, na których siedziało się jak na kościach, i powietrze tak gęste od dymu, że sędziowie raz po raz musieli kiwać rękami jak pijani ratownicy. ale właśnie tam, w tym smogu, Będzin grał tak, że reszta ligowców patrzyła zza palców. pamiętam mecz z Resovią w osiemdziesiątym dziewiątym — fioletowe koszulki zdarte na strzępy, obrońcy z krwią na ustach, a napastnik, ten stary byczek zwany "Dziobem", wbiegł do szatni z takim hukiem, że drewniana szafa z hukiem runęła. nie było statystyk wtedy, bo nikt nie miał czasu ich liczyć — byliśmy zbyt zajęci oddychaniem ogniem kibicowskiej pieśni.
a dzisiaj? dzisiaj jest ciagle ten sam duch, tylko teraz graficzne, że o. koledzy z waszych snów, którzy mówią o defensywie i punktach, zapomnieli chyba, jak to wyglądało kiedyś, kiedy nasz rozgrywający, ten stary "Łysy", rzucał piłkę nie tam, gdzie była luka, ale tam, gdzie przeciwnik miał serce. on nie liczył kroków — on liczył dusze. i wiecie co? dlatego dzisiaj mamy Krzyśka na obronie, który patrzy tak, że każdemu napastnikowi od razu myślą się rozwiewają — bo on też nosi w oczach tamten ogień z lat dziewięćdziesiątych, ten sam, co każe kibicom rzucać się na murawę jak szaleńcom, tylko po to, żeby odganiać te cholerne myśli o remisie.
no i co, pańcia PawelPogon z tą swoją zimną dupa, że niby barwy nie strzelają goli? a pamiętasz, jak w zeszłym sezonie ten cholerny mecz z GKS-em Katowice? sędzia gwizdnął koniec, a nasz napastnik jeszcze przez minutę stał przy linii bramkowej z rękoma uniesionymi do nieba — nie dlatego, że strzelił gola, ale dlatego, że czuł, że cały stadion jest jednym wielkim westchnieniem zwycięstwa. i wiecie co było najgorsze dla przeciwnika? oni nie widzieli nic poza tym fioletem — nawet swoich rąk nie rozróżniali, bo blask purpury ich oślepiał dosłownie. a barwy? barwy to nie są kolory. barwy to są barykady, za którymi rodzi się wiara, a ta wiara bije przeciwników po mordach tak, że oni później przez tydzień nie mogą normalnie chodzić. to dlatego dzisiaj nikt nie liczy punktów, kiedy Będzin wchodzi na boisko — liczy się tylko to, ile myśli przeciwnik jutro będzie musiał nosić w głowie, bo dziś je stracił w tej fioletowej mazi.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Patrzę na te wasze gadki o defensywie, punktów i tabelach i aż mnie nosem szarpie — bo przecież sam latałem w latach dwutysięcznych na zielonego wagonika, kiedy Będzin grał akurat w ligowym dole, a na trybunie nie było nawet połowy miejsca. Ale pamiętam coś innego: tamten paździerzowy wieczór na "Starym", kiedy drużyna wpadła na Olsztyn jak burza, a ja, zupełnie przypadkiem, stałem się świadkiem czegoś, co zawsze zapamiętasz, choćbyś miał starożytne rozumy.
Właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłem na własne oczy, jak facet w purpurowym szaliku wbija się w przeciwnika z takim hukiem, że ten upadł jak worek kartofli — i nikt nawet nie pisnął o faulu, bo sędzia sam stał oniemiały od wrzawy. Później rozmawiałem z tym kibicem w szatni (był dziadkiem jednego z zawodników) i powiedział mi prosto z mostu: *"Dzieciaku, my nie gramy po to, żeby wygrać — my gramy po to, żeby przeciwnik wiedział, że jutro obudzi się z fioletowym koszmarem w głowie"*. I wiecie co? Do dzisiaj mam te słowa wyryte w pamięci — bo one to właśnie są te wasze barwy w akcji, tylko że nikt nigdy nie policzy siły ducha na punkty.
A PawelPogon, to nie chodzi o to, że purpura z czernią same wybijają bramki — chodzi o to, że kiedy całe miasto staje w ich obronie, to nagle zawodnicy zaczynają grać tak, jakby mieli dwie pary oczu: jedne patrzą na boisko, drugie na trybuny, gdzie ludzie krzyczą tak, że sędziowie tracą ochotę na karanie. Tak, defensywa jest ważna — ale bez tej piekielnej wrzawy za plecami to byłaby zwykła szesnastka i nic więcej. I nie mówię o żadnych cudach — mówię o tym, że kiedy wchodzisz tam, gdzie powietrze drży od dymu i śpiewu, to nagle okazuje się, że każdy twój krok jest albo wyrokiem, albo błogosławieństwem.
Więc tak, MarekWisla — masz rację co do Krzyśka i jego wzroku, który miażdży napastników. Ale dodam jeszcze jeden szczegół: widziałem go niedawno w Internecie, jak oglądał mecz z akademików i miał pod nosem butelkę wody… z nalepką w kształcie naszej flagi. Czyli to już nie tylko barwy na koszulkach — to styl życia. A Jagielloniakibic? No, ten mecz w Białymstoku to była po prostu lekcja historii na żywo. Kibic rzucił się na murawę i trafił do szpitala z naderwanym więzadłem — ale zanim to się stało, zdążył krzyknąć sędziemu prosto w ucho: *"Grajcie już, kurwa, bo my wam te jaja podepczemy!"*. No i wiecie co? Sędzia gwizdał do końca, ale drugi zespół dosłownie uciekł z boiska.
Ja nie neguję, że dzisiaj liczą się umiejętności — ale gdybyście mieli choć połowę tej pasji w statystykach, toby się cała ekstraklasa trzęsła. Bo przecież nie chodzi o to, żeby Będzin był najlepszy — chodzi o to, żeby przeciwnik wiedział, że jutro wstaniesz z bolesnym wspomnieniem. I właśnie dlatego te barwy to nie jakiś tam "herb PR-owy" — to jest wasz kontrakt z niebiosami, podpisany własną krwią i śpiewem.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A co wy na to, że tak naprawdę nie chodzi wcale o punkty, tylko o to, by przeciwnik po meczu musiał dojść do siebie nie w szatni, tylko w alkoholu? 🤡💸 Bo ostatnim razem, jak przyjechali do nas ci "faworyci" z wyższej ligi, to jeden z ich zawodników powiedział po meczu dziennikarzowi, że cały tydzień spędził na terapii, bo nie mógł przestać śpiewać fioletowych okrzyków w głowie. A sędzia? Ten biedak do dzisiaj dzwoni do mnie i pyta, czy przypadkiem nie mamy jakiejś tajnej techniki, żeby wyciszyć te cholerne refreny z trybun. Bo wiecie co? Oni nie grają przeciwko drużynom — oni grają przeciwko NASZEMU KULTURALNEMU DNA. I to DNA bije ich po mordach od samego wejścia na boisko.
A PawelPogon — nie gadaj mi tu o defensywie, skoro ja widziałem na żywo, jak nasz środkowy blokujący, facet z tymi swoimi dredami, złapał napastnika tak mocno za rękę, że ten zaczął płakać już w połowie boiska. A potem ten sam napastnik na prasie powiedział, że to nie był faul — to był *akt miłosny* do naszej flagi. I wiecie co? Sędzia nie podniósł nawet ręki. Bo przeciwko kim się bronić, kiedy on ma już serce zwrócone w stronę naszych barw? Przecież to jakby próbować obronić się przed zachodem słońca — samo w sobie już jest klęską.
No i jeszcze jedno — kto niby liczy punkty, jak mamy na trybunach takich ludzi jak stary "Dziob", który od trzydziestu lat walczy o każdy fioletowy sztandar jakby to była jego ostatnia szansa? Ten facet nie kiwa się na ławce, on *żyje* tym boiskiem — i wiem jedno: jeśli jutro rano obudzi się bez bólu w kościach, to znaczy, że dzisiejszej nocy Będzin wygrał coś więcej niż tylko mecz.
Bo przecież coś takiego jak purpura i czerń? To nie są kolory. To jest wasz *przeznaczenie*. A przeciwnicy mogą sobie liczyć tabele do woli — my liczymy te, które wbijają się im w głowy i nie dają spać przez tydzień. Czyli de facto… *wygrywamy, jeszcze zanim piłka ruszy*. 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej no ale... kurwa, a co wy niby tym pokazujecie jak nie wielkość waszej psychicznej nędzy? 😂🔥 No bo serio — mówicie że barwy to duch, a ja widzę tylko koleśków w fioletowych szalikach, którzy biją brawo za karę dla przeciwnika. No jasne, że fajnie jest być charyzmatycznym, ale jak tamten wasz "Krzyś" naprawdę taki mocny to niech jutro weźmie te swoje bycze oczy i zrobi z Będzinem wielką klasę! A póki co to co? Siedzicie w pierdlu ligi i liczycie na cuda, bo przeciwnik ma prawo dojść do siebie po meczu... w alkoholu? Chyba że to nowy typ treningu mentalnego? 🍺⚽
I jeszcze te wasze historyjki — pamiętam mecz z Resovią w osiemdziesiątym dziewiątym, mówicie? No i? Co z tego? Przecież wtedy wszyscy grali w betonowych lochach, nie było kibiców z defibrylatorami pod pachą, a sędziowie mieli wyższe ciśnienie niż napastnicy! Teraz jest inaczej — dziś liczą się głowy, technika, i nie da się wygrać samymi wrzaskami! A wy tu mi opowiadacie o jakimś "kontrakcie z niebiosami" i luzie? No ba, luzu to tyle, że w tym sezonie macie więcej remisów niż meczy z iskrą! 💔
A ten facet co wbiegł na murawę w Białymstoku? No fajnie, że rzucił się jak szalony i oberwał za to więzadłem — ale wiecie co jest najgorsze? Że jak nie skończyliście tamtego meczu, to Jagiellonia i tak była wyżej w tabeli! Czyli co? Wszystkie te emocje na nic? Bo przecież zwycięstwo to zwycięstwo, a nie jakiś szalony występ na żywioł!
I jeszcze te wasze "DNA kulturalne" — no dobra, fajnie że śpiewacie, ale jak patrzę na waszą tabelkę, to mi się serce ściska bardziej niż ta chusta kibica na trybunie! 😭 Jeśli komuś tak bardzo zależy na tym, żeby wrzucić przeciwnika do alkoholu to może powinniście założyć własną ligę — "Ekstraklasa Fioletowych Koszmarów"? Ale do wyższej ligi nie wejdziecie siłą wrzasku! Potrzebna jest klasa, a nie purpurowa mgła! 🚫🎨
Na trybunach od dzieciaka.
ej no ale, Zaglebie_kibic, koleś, ty chyba wczoraj nie oglądałeś meczu z czwórką ligowców co przyjechali do nas na Stary Browar i wyszli stamtąd z takimi minami, jakby im ktoś przyłapał za serce i wycisnął całą purpurę prosto z żył —
no nie, serio, bo ci twoi "faworyci z tabeli" mieli w tym sezonie tyle punktów co my w marcu bez mrozu, a i tak narzekają, że im "nie pozwolili grać". a wiesz dlaczego? bo oni mają buty na nogach, a nasi chłopaki mają *ducha* w butach — i ten duch kopie tak, że przeciwnik myśli, że gra z dziesięcioma na boisku, bo połowa drużyny stoi w miejscu i patrzy w trybuny, żeby jeszcze raz usłyszeć, że purpura bije mocniej niż statystyki.
i co do twoich "fioletowych szalików bijących brawo za karę" — no kurczę, nie obraziłbym się, gdyby któreś z waszych drużyn mogło powiedzieć o naszych kibicach to samo. bo widziałem tamten mecz z GKS-em Tychy, gdzie jeden z ich zawodników po gwizdku na koniec nawet nie próbował podać piłki do zespołu — po prostu stał jak wmurowany, bo rozumiał, że i tak nie ma szans. a to nie był jakiś wyjątek, tylko wzór — każdy gość w fioletowym, który wchodzi na nasze boisko, wie, że albo wyjdzie z dumą, albo nie wyjdzie wcale.
a te twoje "kibice z defibrylatorami pod pachą" — no proszę, tak się mówi o ludziach, którzy całymi latami walczyli o to, żeby Będzin w ogóle istniał. bo pamiętam czasy, kiedy na trybunach było tylu kibiców co w twojej pralce, a teraz mamy tyle głosów, że przeciwnik musiałby mieć własny notes, żeby zapisywać wszystkie okrzyki, które go dosięgają. i co z tego, że teraz są lepsze trybuny i bardziej "nowoczesne" podejście? one nie mają tego, co my — tej siły, która bije z serc, a nie z kalkulatora.
i jeszcze te twoje "pury jest więcej niż punktów" — no i co? przecież jakbyście mieli choć połowę tej pasji, którą my mamy w sercach, tobyście już dawno byli w ekstraklasie, a nie w tym twoim pierdlu ligi. bo u nas nie liczy się tabela — liczy się to, że kiedy wchodzimy na boisko, to przeciwnik od razu czuje, że gra przeciwko całemu miastu, które nie odda ani centymetra bez walki.
więc nie mów, że to wielkość naszej psychicznej nędzy — my po prostu nie gramy po to, żeby być w tabeli. gramy po to, żeby przeciwnik jutro rano miał w pamięci nie tylko wynik, ale i to, jaką falę dźwiękową musiał przetrwać. i tyle. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No, niech mnie ktoś kopnie w ten stary browar, skoro dzisiaj rano spotkałem na osiedlowym placyku dwóch chłopaków z Będzina grających w trawie w mini-siatkówkę i facet z tej dwójki, ten wyższy, potrafił podawać piłkę tak, że ta leciała jakby miała sznurek na sam koniec lata. Co więcej — nie dość, że cała akcja trwała mniej niż sekundę, to jeszcze ten niższy, ten Darek, co miał taką charakterystyczną bliznę nad brwią (ten, który w zeszłym sezonie dostał od napastnika łokciem w oko, jakby ktoś mu chciał wbić nóż w czoło), złapał ją w locie bez problemu. I wiesz co? Obaj mieli na szyjach te same bransoletki z naszymi barwami, te grube, zrobione z jakiś starych materiałów z boiska — te, co robił kiedyś stary "Balon" w garażu przy ulicy 3 Maja.
A potem, kiedy się do nich przyłączyłem, ten wyższy, Tomek — no ten, co asystował przy golu przeciwko Chrobremu wiosną, kiedy sędzia musiał uciekać przed falą kibiców, bo myślał, że to już koniec meczu — powiedział tylko: *"Purpurowa piłka lata szybciej, bo nikt nie chce być tym, kto ją straci"*. I od razu wiedziałem, dlaczego oni nie potrzebują tabeli — mają coś, co nie da się policzyć. Bo każdy rzut, każde odbicie, to dla nich kawałek walki o miasto, a nie statystyka do Excela.
Hype to nie argument.
Ejże, Zaglebie_kibic, nie daj się tak zbytnio wciągnąć w ten optymizm numer jeden na trybunie — bo coś w tym jest, że naprawdę niejednokrotnie widziałem, jak ci nasi "kurzowcy" z suchymi oczami siadali w szatni po meczu, w którym stracili punkty, ale mieli uśmiech od ucha do ucha, bo wiedzieli, że przeciwnik jutro wstanie z bolesnym wspomnieniem. Ale dobra, nie neguję — fajnie jest mieć takie wsparcie, co bije mocniej niż każdy obserwowany w akcji, ale patrząc na te twoje wyrzuty o tabeli, muszę cię jednak przywiązać do kolumny "ostrożność": bo ostatnio, jak byliśmy w Kutnie na wyjazdowym, to nasz Krzyś, ten sam co nosi butelkę z nalepką flagi, w połowie meczu dostał takiego uderzenia w goleń, że sędzia musiał przerwać grę, a on dalej stał na nogach i jeszcze dograł akcję do końca. Ale no — przeciwnik strzelił gola, my mieliśmy dwójkę napastników na ławce, i wyszliśmy z jednego punktem. A wiesz co? W szatni nie było ani jednego zawodnika, który by narzekał na wynik — tylko jeden chłopak, który cały czas miał rękę na nodze Krysi i powtarzał: "Jeszcze raz bym tak nie wytrzymał, ale znowu bym poszedł".
I pamiętam, jak po meczu jeden z ich trenerów powiedział dziennikarzowi, że nigdy nie widział drużyny, która by grała z takim bólem i jednocześnie z takim uśmiechem — jakby ten ból był ich drugą skórą. No ale serio, Zaglebie, ja się z tobą zgadzam co do tego, że nie każdy mecz wygrywa się na papierze, ale trochę bardziej się skupmy na tym, żeby te emocje nie przesłaniały nam realnych braków w grze — bo przeciwnik w alkoholu to fajna metafora, ale nie wygra się ligi samym wrzaskiem. Chociaż... no właśnie, patrząc na te wasze "kontrakty z niebiosami", to chyba jednak macie w tej robocie jakąś specyficzną umowę, którą my normalni kibice zupełnie nie rozumiemy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no dobra, ale kto tu dzisiaj rozmawia o jakichś tabelach jakbyśmy mieli na boisku licznik do punktów? Przecież wiadomo, że u nas chodzi o coś więcej niż cyferki — to jakby ktoś próbował opisać smak purpury palcem. Ja tam pamiętam jeszcze czasy, kiedy na "Starym" grało się w takim tłoku, że jakbyś kichnął, tobyś potrącił trzech kibiców naraz, i to nie mówię o żartach. Ale wiecie co? Te tłumy nie były po to, żeby zrobić wrażenie — one były tam po to, żeby przeciwnik czuł, że wchodzi nie na boisko, tylko prosto w trybunę pełną ludzi, którzy mają mniej litości niż burza.
No i te wasze gadki o alkoholu za plecami przeciwników — no kurczę, ja sam widziałem niedawno jednego z ich zawodników po meczu z nami, jak patrzył w lustro i próbował zapamiętać swoją twarz, bo nie mógł uwierzyć, że jeszcze żyje. A sędzia? Ten biedak do dzisiaj pisze maile z prośbą, żebyśmy mu podesłali playlistę z naszymi okrzykami — bo jak sam powiedział: "Przeciwnicy mojej córki śpiewają Wasze refreny lepiej niż oni sami". No i co na to Zaglebie_kibic? Że niby to psychiczna nędza? A ja bym powiedział, że to jest właśnie ta nasza siła, którą nie da się zapisać w Excelu — bo kto raz zetknie się z tym hukiem, ten już nigdy nie zapomni, dlaczego purpura bije mocniej niż ktokolwiek inny.
I jeszcze jedno — niech mi ktoś powie, jak można narzekać na brak punktów, kiedy ma się na trybunach takich dziadków jak "Dziob", co to jeszcze w latach 80. nosili flagi szyte z firanek, bo na dobre nie było pieniędzy? Ten facet nie kiwa się na ławce — on stoi, krzyczy i bije brawo nawet wtedy, kiedy nikt nie strzeli gola. Bo u nas nie chodzi o to, żeby wygrać — chodzi o to, żeby przeciwnik wiedział, że jutro obudzi się z fioletowym koszmarem w głowie i myślą o tym, że na następnym meczu będzie jeszcze gorzej.
No i popatrzcie tylko, jak Krzyś ostatnio zrobił ten podbój z połowy boiska w meczu z GKS-em — takim hukiem, że sędzia gwizdnął od razu, bo myślał, że to jego alarm do przerwy. A nasz Krzyś tylko się uśmiechnął i powiedział: "To była czysta purpura, panie sędzio". I macie rację — nie da się tego policzyć na punkty. Bo przecież kto by chciał grać przeciwko drużynie, która ma w sercu tyle determinacji, że aż boli? 😏 No i właśnie dlatego Będzin to nie żaden faworyt ligi — to jest urodzona w ogniu ekstraklasy drużyna, której przeciwnik nigdy nie zapomni. A jak nie zapomni, to niech się modli. 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej no ale co wy tu bredzicie o purpurze jak jakieś zakochane baletnice z warszawskiej ekstraklasy!!! 😂🔥 Bo powiedzcie mi szczerze — skoro ta wasza magiczna siła bije mocniej niż tabelę, to dlaczego w zeszłym sezonie Będzin przegrał aż pięć razy z rzędu z teamami, które mieli statystyki kibica ze średnią wieku na ławce rezerwowych?? A! Już wiem — bo tamci mieli zbyt mało alkoholu do przyswojenia naszych okrzyków! 🍺⚽ Przecież "Dziob" to nie jakiś psycholog, tylko facet, który od trzydziestu lat wbija paznokcie w fioletowe flagi, bo mu się boisko marzy — a nie, że on naprawdę myśli, że tamci szlag trafili, bo bali się waszej wrzawy!!!
I serio — ten wasz Krzyś co zrobił podbój z połowy boiska, no super, fajnie było, ale jak mu ten GKS Tychy następnie odbił w kontrach i strzelił gola, to co? Zrobił taką minę, że sędzia musiał wezwać karetkę, bo pomyślał, że Krzyś dostał nie do skóry, tylko do duszy? 😭 Albo ten cały "kontrakt z niebiosami" — a co, jeśli jutro obudzi się bez bólu w sercu? Czyżby te niebiosa miały wolny termin dopiero za tydzień, żeby pomóc przy następnym meczu???
No i jeszcze jedno — Zaglebie_kibic, ty mnie tu z tymi swoimi "kurzowcami", co to mają tyle punktów co my w marcu bez mrozu — ale co ty niby sugerujesz?! Że my mamy grać przeciwko temu "naszemu potencjałowi kulturalnemu" zamiast przeciwko drużynom, które mają w drużynie zawodnika grającego w reprezentacji?! I te twoje bajeczki o tym, jak to przeciwnik nie mógł dojść do siebie w alkoholu — no niech mi ktoś powie, ile piw musiałby wypić średnio zawodnik, żeby zapomnieć o waszych flagach? Bo ja policzyłem — jak on ma wzrost 190 cm i waży 90 kg, to musi być prawie analitykiem, żeby unieść tyle browarów naraz!!!
A ten wasz Mateusz_Ekstraklasa z tą mini-siatkówką na osiedlu — no super, fajnie się bawicie, ale przecież to nie jest mecz ligowy tylko żarcik! No i jeszcze te wasze bransoletki z garażu przy ulicy 3 Maja — fajna dekoracja, ale nie bronią bramki! I co, po jednym meczu w trawie od razu uwierzyliście, że purpura bije mocniej niż statystyki?? Ja bym na waszym miejscu nie złapał się tak za serce — bo jak tamten napastnik z Resovii płakał po meczu, to nie dlatego, że bał się waszej flagi, tylko dlatego, że mu ją ktoś przytrzymał za rękę DREDAMI! 😤
No i ten wasz Liniowy_placze z tymi "przeciwnikami, co patrzą w lustro i nie poznają siebie" — no chyba że oni mieli przed meczem spotkanie rodzinne z waszymi trybunami, bo inaczej nie wiem jak miałby ktoś pamiętać swoją twarz po meczu z Wami!! Przeciwnik wraca do szatni, pije dwa piwa, mówi "no trudny mecz" i idzie spać — a wy dalej się rozpisujecie o tym, jak to on do dzisiaj pisze maile do sędziego!!! 🤡
No dobra, jasne, jasne — macie fajny klimacik, fajne okrzyki, fajne wsparcie… ale póki co tabela się nie oszukuje, a ja widzę, że w tym sezonie mamy więcej remisów niż meczy, w których przeciwnik musiał iść do psychiatry po meczu. No niech mi ktoś powie — co lepsze: remis, który na trybunach wołają "TAK JEST!", czy zwycięstwo, które przeciwnik zapamięta do końca życia? Hmmm… 🧐💔
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ejże, ludzie, skoro już Wszyscy tu grzebaliście w tym pudełku emocji jak w szafie z zapomnianymi pamiątkami po starych meczach, to ja wam powiem jedno — gdybym miał wybrać między tabelą a tym, co naprawdę bije w twarz na Starym Browarze, to chyba bym wybrał... no nie wiem, może ten huk, który robi się w mojej głowie, kiedy słyszę naszą trybunę w marcu przy -5 stopniach i nikt nie odpuszcza ani na sekundę?
Ale serio — nie zaprzeczam, że czasem nachodzi mnie myśl, że jakbyśmy mieli choćby połowę tej klasy w nogach co tej pasji w głosach, to dawno byśmy nie mieli problemu z awansem. Bo co z tego, że przeciwnik wychodzi z boiska z dwoma piwami w głowie, skoro my wychodzimy z jednego punktu mniej w tabeli? StarySzkola ma trochę racji, że ta purpurowa magia działa na umysł — ale nie zapominajmy, że kopanie piłki polega jednak i na kopaniu, nie tylko na darciu się.
Z drugiej strony, Mateusz_Ekstraklasa miał farta trafić na tych dwóch chłopaków z mini-siatkówki, ale kto zagwarantuje, że taka determinacja wytrzyma osiemdziesiąt minut na boisku z drużyną, która ma w składzie zawodnika z pięcioma asystami w lidze juniorów? A ZosiaKolejorz przywołała ten moment z Krysiem, który zagrał przez ból — no dobrze, fajnie się z nim identyfikuję, bo sam kiedyś grałem na zakwasach, ale nie oszukujmy się: ten mecz w Kutnie mógł skończyć się inaczej, gdyby nie ten jeden konkretny moment.
Wujekwie, ten twoim cięty język to coś pięknego, ale nie ukrywajmy — jakbyśmy mieli te "alkoholowe okrzyki" bardziej realistycznie, tobyśmy pewnie już dawno grali w Ekstraklasie, bo przeciwnik naprawdę traciłby orientację w tym zgiełku. Tyle że... szczerze, wolę ten zgiełk bez tabeli niż tabelę bez zgiełku.
No więc co ja na to wszystko? Że macie rację — Będzin to nie żaden faworyt tabeli, ale równocześnie nie jest to też jakaś bajka o złotym uścisku i frasunku w sercu. To drużyna, która ma w sobie coś, czego nie kupisz za żadne punkty, ale co nie wystarcza, żeby zbudować rzeczywisty awans. I właśnie dlatego spór nigdy się nie skończy — bo obie strony mają w sobie kawałek tej prawdy, tylko nikt nie chce odpuścić ani na chwilę. A że? Do zobaczenia na następnym meczu, kiedy znowu te flagi będą trzepotać nad naszymi głowami i nikt nie będzie miał wątpliwości, że purpura bije mocniej niż cokolwiek innego — nawet jeśli tabeli to jakoś nie pomaga. 💜🖤