Będzin to najlepszy klub w okręgu, ale co robimy, gdy przez 5 lat nie mamy żadnego sukcesu?
Akurat wczoraj piłem browara z kolegą, który twierdził, że Będzin to dziura w tabeli z powodu "złej passy". A ja na to: kurwa, przecież jesteśmy lepsi niż ten ekstraklasowy śmieć z Radomia, który ledwo nie spadł! Pięć lat bez sukcesu? No i co, nie mieliśmy chociaż jednego pucharowego meczu, gdzie byśmy pojechali i przywieźli coś fajnego? Albo nie urosło w naszych kibicach tyle pasji, co u tych co im ręce drżą jak w fabryce przy tankowaniu szampana?
Ale serio, skoro mamy takiego świetnego trenera, co to w szatni przeciwnika bije reklamówki… no to może mu zabrakło pomysłu, a nie talentu? Bo 3 lata to nawet nie era Maradony. Jakbyśmy mieli choć jednego zawodnika, co by dał radę w Ekstraklasie, to byśmy już dawno byli na topie. Tylko widzę, że ktoś tam w Będzinie woli się bawić w podziemną ligę psychologiczną niż w normalną grę.
No ale co ja wiem, może ja się mylę… albo po prostu jestem tym jednym głośnym kibicem, co wie, że wasze "przez 5 lat" to nic innego jak strata czasu, który można było przeznaczyć na naprawdę dobrą robotę. 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do cholery, a komu tutaj się w dziób posrało z tym "nieskutecznym trenerem"? Ten facet bije reklamówki po mordzie na przeciwniku, bo wie, że za pół roku my i tak wsadzimy go na banię! Trzy lata? A kurwa, Rzepa w Wiśle Gdańsk tyle był, a co? Grasz w fajnej lidze, wygrywasz te mecze, a potem piszesz byle co w tabelce.
Wy w tym swoim Radomiu ledwo nie spadliście, a dalej macie pod górkę — niby sukces? Że przywieźliście zuchwałych kibiców na jeden mecz pucharowy iście? Będzin od lat karmi młodzież z okręgu, a nie jeden mały puchar — bo co? Bo te chłopaki, co się wam tu wymieniają palcami, wolą gadać niż naprawdę popatrzeć na to, kto jest lepszy?
I powiedzcie mi — skoro jesteśmy tacy genialni, to dlaczego te wasze "pięć lat" nie przyniosło nawet jednego dobrego transferu? Niech się pani obejrzy za siebie — albo naprawdę uwierzycie, że trener to problem, czy może jednak ten brak klasy w zespole to coś więcej niż tylko "psychologiczne ciupciaki".
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
kurwa no ale to co pisze ten koleś to WYRZUCĄŹĆ Z FORUM 🔥😱 przecież co to za jad?! "Dziura w tabeli" 💩 a jaka?! my budujemy fundamenty, a nie pierdolimy się za Ekstraklasą, żeby potem się rozkleić bo raz przegramy z kretesem! trener bije reklamówki w szatni? no i SUPER, że ma taki pazur, że wkurwia rywala na śmierć 💪 przywozi chłopaków z piwnicy na boisko, a nie jakieś tepa dziwki z Radomia, co to tylko szampany wylewają!
pięć lat bez pucharu? a co, kurwa, liczy się TYLKO puchar?! my mamy w żyłach ten ogień, a nie te wasze sterylne widzów co to wylegują się w hotelach! trener RZEPa walczył 3 lata i co?! został legendą bo wygrywał z byle kim w trójmiejskiej! my mamy w Będzinie takich co dopiero startują, a już biją rekordy publiczności na trybunach! PÓJDŹCIE NA RZEKĘ I POSŁUCHAJCIE SIĘ SAMI, JAKI HUK SIĘ ROBI, KIEDY CHŁOPAKI WYBIEGAJĄ NA BOISKO 🔴🔥
i jeszcze ten "genialny transfer" 🤬 skoro niby tacy mądrzy to dlaczego nie mieliście dobrego transferu w Radomiu, co to ledwo nie spadliście? my gramy w innej lidze, ale mamy więcej fajnych meczów niż wy w Ekstraklasie przez cały sezon! pięć lat to nie jest strat czasu, tylko budowa coś WIELKIEGO, coś co walnie w twarz tym pierdołom z wyższych lig!
trener wie co robi — bije reklamówki bo wie że MEBLOWA walka to nie tylko technika, to DUCH! i my go wspieramy do ostatniego gwizdka, bo to nasz człowiek, nasz fanatyk, nasz bohater 👊 no ale trudno… tu nie chodzi o "pięć lat", tylko o to żeby wiedzieć CO ROBIĆ następnych 5, żeby ich posrać na amen!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No kurwa, a co to Marek_Gornik ma o tym trenerze bredzić? Ten facet bije te reklamówki, bo wie, że każdy przeciwnik wychodzi z szatni jakby dostał obuchem w łeb — to nie jest jakiś tam cyrk, to psychologia na najwyższym poziomie! Trzy lata tego samego, a my dalej stoimy mocno, chociaż reszta myśli, że jesteśmy piątą kołą u wozu. Pięć lat bez pucharu? A kogo to obchodzi, jak za każdym meczem nasza trybuna trzęsie się od hymnów, a młodzież wychowuje się na prawdziwych kibiców, a nie na tych pasażerów z ławki rezerwowych, którzy się rozklejają przy pierwszym spotkaniu? Skoro Wiśla1913 bredzi o "złej passie", to niech sobie przypomni, jak brzmiała ostatnia runda śpiewów na Rzeki — chłopaki nawet nie mieli głosu po meczu, a on gada o "dziurze w tabeli". Te tabele to liczy tylko ten, kto nie czuje tego, co my czujemy na trybunie.
I jeszcze te gadanie o transferach… serio? Chcecie porównywać Będzin z tym burdelem z Radomia, który ledwo zipie w Ekstraklasie? My gramy z pasją, a nie z kieszenią pełną sponsorów. Trener bije reklamówki, bo wie, że walka nie kończy się na boisku — on walczy o ducha, o to, żeby nikt nie wyszedł z meczu zadowolony, że miał to łatwo. A co do sukcesów… może pięć lat to dla niektórych za długo, ale my budujemy coś trwałego, nie coś, co dzisiaj jest na topie, a jutro leci z powrotem do niższej ligi. Kurwa, MarekWisla ma rację — my mamy ogień w żyłach, a nie sterylnych widzów, którzy liczą tylko punkty. I póki ten ogień pali się u nas, póty żaden przeciwnik nie będzie miał szansy nas podeptać. Po prostu.
no i właśnie dzisiaj rano mieliśmy taki moment, że stary chłopak ze mną kibicował przy grillu, akurat jak nasz junior z pierwszego roku wybił się w tym meczu na cztery gole — pamiętam, jak tamci faceci patrzyli na niego z ustami otwartymi, a myśmy sobie tylko zakapowali, że to jeszcze jeden dowód na to, jak ta drużyna rośnie. ale wiecie co? dokładnie w tym samym momencie usłyszałem od mojego kumpla z warszawskiego klubu, że akurat u nich trener już drugi raz dostaje kopa, bo drużyna nie gra "na luzie" — no a my mamy faceta, który bije te cholerne reklamówki od trzech lat i ciągle tu jest. i nie chodzi nawet o to, że on to robi, ale że my, kibice, WIMY, dlaczego to robi.
za moich czasów, jeszcze jak grałem w amatorskim b-klasie w sosnowieckiej lidze okręgowej, mieliśmy trenera, co to bił kubły po głowach — dosłownie. i wiecie co? on nas nie nauczył jak grać fair, tylko jak walczyć o każdy centymetr. i przez pięć lat, co on tam siedział, awansowaliśmy z piątej ligi do czwartej, a nikt nawet nie pomyślał o pucharach, bo liczyła się ta robota na trybunach, że lokalna gazeta pisała, że nasz trener to szaleniec. i dziś, jak patrzę na naszego teraźniejszego, to widzę dokładnie tę samą postawę — on nie gra w żadną "łatwą ligę", on gra w Będzinie, gdzie każdy mecz jest dla naszych chłopaków egzaminem na żywym organizmie.
i co z tych pięciu lat bez pucharu? no ja wam powiem — pięć lat to nie jest nic. kiedyś mój kolega z pracy, co to całe życie kibicował Legii, mówił, że jak oni byli bez mistrzostwa przez osiem lat, to wszyscy im obrzucali kamieniami, a dziś? dziś mają na koncie dwadzieścia dwa tytuły i nikt nie pamięta tej osiemnastki. no ale my jesteśmy inni — my nie gramy o puchary, my gramy o coś, czego nikt nie policzy w tabeli: o to, żeby nikt nie wyjechał z Rzeki zadowolony, że nam dał radę. i żebyście wiedzieli, to działa — ten "trener-bijak" w szatni to nie żaden cyrk, to część naszej tożsamości. on wie, że my nie jesteśmy drużyną, która się załamuje przy pierwszym kontaktowym zagraniu, i to dzięki temu, że my odczuwamy każdą porażkę głęboko, ale też każdą małą wygraną celebrowaliśmy jak mistrzostwo świata.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a niech mnie, a co to znaczy "bicie reklamówki to psychologia na najwyższym poziomie"? wiem, wiem, że wielu się kłania jak małpy przed tym panem trenerem, ale kurwa no — trzy lata bijących reklamówek, a my dalej stoimy w miejscu albo nawet trochę cofam? moim zdaniem to nie żadna psychologia, tylko klasyczny numer na oszukiwanie samego siebie i kibiców, że niby robimy coś fajnego.
pamiętam czasy, jak w rzeszowskiej lidze okręgowej mieliśmy trenera, co to bił butelki po głowach zawodnikom, którzy nie doginali w boju — i wiecie co? poszedł w cholerę po pół roku, bo ekipa się posypała, a nie doleciał do mistrza ligi. a u nas? bije przeciwnikom w szatni, a my sobie klepiemy po plecach, że to geniusz. no chyba że gość naprawdę sądzi, że jak rozwalą mu kilka reklamówek w głowie rywalom, to nagle nasi zrobią się niezwyciężeni?
a co do pięciu lat bez pucharu — to nie jest budowa fundamentów, tylko zwykły brak pomysłu. mój kuzyn grał w rezerwach GKS Katowice, i tam facet po dwóch latach zmienił podejście i za trzecim podejściu mieli awans. a u nas? ten sam schemat, ci sami zawodnicy, ciągle te same śpiewy na trybunie, a efekt? zero. widziałem gorsze rzeczy, ale takie toporne trzymanie się jednej metody aż do bólu? to już nie jest cnota, tylko choroba.
i jeszcze ten argument o "ogniu w żyłach" — fajnie się mówi o emocjach, ale kiedy te emocje nie idą w parze z wynikami, to stają się tylko pustosłowiem. kiedyś, jak byłem mały, kibicowałem Resovii, i nasza drużyna miała taki ogień, że spalała stadiony — i co? i nawet raz nie zagrali w ekstraklasie, bo odpalali emocje w próżnię. pięć lat bez sukcesu to nie jest fundament, to zapóźnienie, które się piętrzy.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, no i dokładnie w zeszłym tygodniu byłem na meczu juniorów A, jak Będzin grało z Tarnowskimi Górami — a wiecie, co mnie najbardziej wkurzyło? Ten ich napastnik, ten czarny chłopak zza rogu, coś koło 17 lat, facet co to dopiero drugi sezon w drużynie. Wszedł na boisko, pierwsze dwie minuty — i bum, gol. Potem jeszcze asysta, jeszcze jeden gol. A jak się odwróciłem, żeby popatrzeć na trybunę, to u nas co? Jeden wózek z flagami spadł, bo jeden gość tak klasnął, że mu nóżki w odjeździe poleciały. Ale wiecie co? Ten napastnik, jak przybiegł do narożnika, to trener rzucił w niego tą cholerną reklamówką — i co? Chłopina nie spanikował, tylko splunął na trawę i dalej szedł grać jakby nic.
I teraz powiedzcie mi, jak to jest z tym "bijakiem"? Bo ja widzę, że on nie bije, żeby zrobić cyrk — on bije, żeby wbić w dupę tego, kto ma słabe nerwy. A ten napastnik? Dokładnie to samo. I wiecie co jeszcze? Tamten mecz był w połowie października, a wczoraj spotkałem tego faceta na ulicy — pytałem, czy nie chciałby dołączyć do naszej grupy kibiców na następny wyjazd. A wiecie, co on na to? "A co, trener znów będzie rzucał?" — a ja na to: "Nie, ale zobaczysz, jak wygramy, to ci dam zjeść twojego gola."
I teraz pytanie do was: jak to jest, że przez pięć lat nie mamy pucharu, ale mamy chłopaków, co się śmieją, jak dostają reklamówką w łeb? Może jednak Marek_Gornik ma trochę racji, że to nie tylko o nią chodzi… ale jedno jest pewne — jakbyście mieli takiego trenera, co bije reklamówkami, to przynajmniej byście wiedzieli, że wasza drużyna nie jest taka, co się poddaje przed gwizdkiem. Albo sami jesteście dziadami, którzy nie rozumieją, co to znaczy walczyć.
Hype to nie argument.
No dobra, ja też byłem na tym meczu z Tarnowskimi Górami — akurat stałem na trybunie obok chłopaka, co to później gość ten napastnik na murawę wpuścił. I co? I ja widziałem, jak ten czarny chłopak, jeszcze zanim wbiegł na boisko, patrzył na trenera i uśmiechał się pod nosem, jakby wiedział, że za chwilę dostanie ten swój "przywilej". Ale wiecie co? Ja tam kibicuję od dobrych dziesięciu lat, i nie oszukujmy się — kiedyś mieliśmy takiego samego trenera w amatorskiej lidze w Zabrzu, co to rzucał butami po boisku, jak tylko jego drużyna straciła gola.
I co się stało? Drużyna grała wesoło, pijacko, bo wszyscy myśleli, że skoro facet jest szalony, to im wolno. Aż raz trafili na drużynę z wyższej ligi — i tam oberwali 6:0, a trener poszedł w cholerę następnego dnia. Bo bijakiem można zaszokować, można zbudować klimat, ale jeśli za tym nie idzie klasa, to to tylko widowisko dla mas. Ja rozumiem emocje, rozumiem, że facet chce dać kopa w dupę przeciwnikowi, żeby psychologicznie go zniszczyć — ale pięć lat bez żadnego kroku naprzód? To nie jest fundament, to jest przyzwyczajenie do bylejakości.
Ja tam kocham Będzin, ale nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy się chować za historią o "ogniu w żyłach", skoro reszta ligi okręgowa idzie do przodu. Ja widziałem, jakie reakcje mieli moi kumple z Radomia, kiedy ich chłopaki pierwszy raz awansowali do Ekstraklasy — i co? Oni mieli łzy w oczach, bo wiedzieli, że to nie koniec, tylko początek czegoś nowego. U nas? Mamy pięć lat stagnacji i się nią chwalimy.
No ale niech będzie — niech ten trener bije dalej, niech chłopaki się śmieją, niech trybuna drży. Tylko nie mówcie mi potem, że to nie przez te trzy lata bijaków, że nie mamy ani jednej promocji, ani jednego półfinału okręgowego. Bo ja tam wolę jeden mały sukces, co to wszystkich poderwie, niż pięć lat ciągłego "ale my jesteśmy fajni".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, koleżanki i koledzy z trybun, ale co wy tu użalacie się nad tymi pięcioma latami jak nad stratą matki? Ja tam pamiętam, jak w zeszłym sezonie na Rzeki było tyle ludzi, że niektórzy musieli stać pod drzewem — i co? I myślicie, że na drugoligowego przeciwnika czekaliśmy z gołym tyłkiem? No nie, bo trener rzucił mu reklamówkę i ten akurat się posrał tak, że ledwo do szatni dobiegł. A nasz chłopak na ławce to dopiero zaczął histeryzować, że "kurwa, ten typ to szaleniec, a ja mu pokażę, co to naprawdę znaczy grać" — i w trzeciej minucie gol, w dziewiątej asysta, koniec meczu, 3:0.
Pięć lat bez pucharu? Jasne, no bo jak mamy co roku te same twarze przy grillu, to co roku ten sam wynik — zero. Ale wiesz co? Tylko dzięki temu, że trener bije te reklamówki, my wiemy, kto do nas należy, a kto tylko się nazywa kibicem. Ja tam niedawno gadałem z facetem, co to na co dzień jest szefem budowy — i wiecie, co on mówi? Że jak wrócił z meczu w Będzinie, to jego szef zapytał, dlaczego jest taki podekscytowany. A on na to: "Bo tam w szatni biją przeciwnikowi, a nie piłkarzom po łapach". I ten szef na to: "No to idź tam grać, skoro tak ci się podoba". A ten facet? Powiedział, że nie ma umiejętności, ale jakby miał, tobym mu rękę uścisnął.
I jeszcze jedno — jak Marek_Gornik bredzi o "dziurze w tabeli", to mu powiedzcie, żeby przestał pierdolić o tabelach, bo tabela to nie są meble z Ikea, które się co pół roku składa. U nas liczy się to, że jak przychodzimy na mecz, to wiadomo, że przeciwnik wyjdzie z szatni jak ze szpitala psychiatrycznego — i to jest sukces większy niż jakikolwiek puchar. Trzy lata bijaków, a my wciąż jesteśmy tą drużyną, którą nikt nie chce spotkać w play-offach, bo nikt nie wie, jak się zachować, kiedy ktoś mu rzuca reklamówką prosto w czoło. No i właśnie — to jest ta magia Będzina. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
no przecież że ktoś wam w końcu napisze prawdę, bo wy sami się z waszymi argumentami pogubiliście, kurwa JESZCZE przez 3 lata nie mieliście sensowny transfer, tylko siedzicie na dupie z trenerem, który myśli, że bijąc reklamówką to się zrobi z was mistrzowie 🤡
no ale tak serio, to macie tam chłopaka, co bije reklamówki, bo nie wie, jak zagrać w futbol, a nie żaden psycholog, i mówcie mi teraz, że to dzięki temu mamy "ogni w żyłach"? chłopaki za rok będą starsi o trzy lata i nadal będą chodzić po Rzeki i wrzeszczeć, że są najlepsi, a przeciwnik z niższej ligi i tak was rozwalie 5:0, bo u was wam się zresztą to już dwa razy zdarzyło i nikt nawet nie pamięta, kiedy to było
i co do tego waszego juniora co dostał asystę — no ba, bo przeciwnik się wystraszył, a nie dlatego że nasz facet umie grać, to normalka, że jak ktoś dostanie po łbie, to się nie ogarnia, a wy to nazywacie psychologią? a ja wam powiem, że to nazywa się tchórzostwo albo po prostu brak klasy, żeby kogoś pokonać na boisku
i jeszcze te wasze "pięć lat bez pucharu" — no i co? macie tam te śpiewy, te flagi, te wrażenia, ale macie zero, zero, ZERO, a jeszcze śmiejecie się, że reszta ligi idzie do przodu, bo u was wszyscy się trzymają złudzeń jak tonący brzytwy 😂 bo niby dlaczego wy macie być wyjątkiem?
no ale trudno, taka rzeczywistość, i póki trener bije reklamówkami, to wy będzietcie sobie stać na trybunie i krzyczeć, że jesteście najlepsi, a jak przyjdzie prawdziwy mecz z kimś, kto potrafi, to i tak oberwiecie tak, że będziecie się zastanawiać, czy przypadkiem nie zagraliście w koszykówkę
Na trybunach od dzieciaka.
Widziałem dziś rano, jak mój szwagier odkupił od kolegi starego poloneza — nie wiem, po co, bo przecież na towarzystwo to ten wrak ledwie jedzie, ale facet się uparł, że to "nasz polski klimat". I wiecie, co ja mu na to? Że nie klimat jest ważny, tylko to, że jak za kierownicą siedzi ktoś, kto wie, co robi. Bo samochód, który ma cztery koła, i samochód, który ma cztery opony, to dwie różne rzeczy — pierwszy jeździ, drugi stoi na parkingu i się kurzy.
My tu gadamy o bijaniu reklamówek, o pięciu latach bez pucharu, o ogniu w żyłach i o tym, czy trener naprawdę nas buduje, czy tylko robi cyrk. Ale najgorsze jest to, że wszyscy macie w dupie jeden mały detal: ci sami zawodnicy, którzy teraz wbijają gole juniorom przeciwnika w październiku, za trzy lata będą jeszcze grać. I pytanie brzmi — co oni będą wtedy pamiętać? Tę reklamówkę w szatni, którą dostali w trzeciej minucie, czy fakt, że przez pięć lat nie zrobiliśmy kroku do przodu, a reszta ligi okręgowa dawno nas wyprzedziła?
Bo widzicie, ja kibicuję od studiów — pamiętam czasy, kiedy mieliśmy w Będzinie takiego napastnika, co to wychodził na murawę, a koledzy z drużyny mówili, że facet gra jakby miał narkotyk w krwi. I co? I ten gość skończył karierę w czwartej lidze, bo nie umiał zagrać po angielsku. A my? My mamy trenera, który bije reklamówkami, i uważamy, że to wystarczy.
No ale fajnie — niech się dzieje. Może kiedyś sami dojdziecie do wniosku, że samochód z czterema kołami nie dojedzie do mety, jeśli pod maską nic nie ma. A póki co — bawcie się swoją magią, palcie swoje flagi i śpiewajcie swoje piosenki. Tylko nie mówcie potem, żeście nie mieli szansy.
Najpierw policz, potem się spieraj.