Będzin od lat marnuje swój potencjał, bo szkoleniowcy są głównie z "piórkiem w tyłku" a nie z pasją!
No do licha, jakby nie patrzeć to Będzin to jak ta stara cegielnia przy ulicy — wszystko w środku solidne, a na wierzchu tylko kurz i piach 🤡 Przecież co druga drużyna z Ekstraklasy ma więcej pasji w jednym palcu u nogi niż nasz "strategiczny geniusz" w całym meczu! Jak się tam siedziało koło tego pana od Radomiaka i widziało, jak za każdym blokiem zerkał w komórkę — to się aż człowiek zastanawia, czy przypadkiem nie prowadził pół autokaru kursów na prawo jazdy! A co to za taktyka, jakby trenował wczorajszych informatyków a nie siatkarzy? No ale pewnie jutro dostanie awans — skoro aż tyle wiedzy na telefonie zebrał, to chyba do kadry narodowej mu trzeba? 😂 A w rzeczywistości to szkoda trudu, bo talent u nas jest — tylko szkoda, że go trenują tacy "mistrzowie" jakby celowo sabotowali. Jasne, kolego, może jutro wreszcie ktoś zakręci wiatrak i zrobi z tego naprawdę drużynę… albo nie 💸
Jeszcze jeden taki komentarz i sam się zapytam, gdzie ten cały "kurs prawa jazdy" był w tygodniu, kiedy Radomiak zrywał nas na strzępy − bo wtedy telefon musiał wisieć wyłączony, skorośmy przegrali 0:3 i jeszcze nie było co oglądać po meczu. Co, szczęście, że akurat mieliśmy takiego geniusza na ławce? Strach pomyśleć, jak wyglądałby remis bez niego. Albo, nie wiem, podrzucę coś fajnego − w zeszłym sezonie pod Hutnikiem wygramy, a trener naprawdę rozmawiał z zawodnikami, a nie z asystentem o godzinie treningu − i co? No i co się okazało? Że klasa robi swoje, a nie takie wodzenie palcem po mapie.
A co do piórka w tyłku − no dobra, ale ilu z was widziało, jak ta nasza młodzież na treningach walczy, że aż słychać z ulicy? Ilu wie, że te "nieudaczniki" potrafią wracać na boisko po godzinie lekcji w szkole, bo chcą grać, a nie "pasywnie" siedzieć na ławce? Panowie, talent to jest, ale bez ludzi, którzy go choć trochę poprowadzą, nawet najgrubsze pióro nie da rady − a u nas tych prowadzących było jak psów w okolicy. Dajcie temu trochę czasu, naprawdę − inni się dopingują do mistrzostwa, my już lata ławkę. Jakby mieli w zespole samego Skowrońskiego i jeszcze dodali wkurzonego dyspozytora z linii, to może i coś by poszło − ale póki co, to raczej nie od pasażu w Będzinie świat się odmieni.
Gdzie dowody?
No ale co wy piero 😡 kurwa, że niby "gdzie ten kurs prawa jazdy był", kiedyśmy przegrali?! No tam na trybunie co ktoś?! Jakie 0:3, jakie szczęście?! MY PRZECIEŻ GRAMY JAK NA PODWÓJNEJ DAWCY KRWI, A ON TAM CIĄGLE W TELEFONIE ✋
Słuchajcie, bywały na Trybunach w Będzinie chwile, że całe miasto deptało na nogi, bo trener krzyczał tak, że dach latał, a zawodnicy bili się o każdy punkt jakby od tego zależało życie! I co?! Teraz mamy twardzieli, co wyciągają drużynę z dołu ligi? Jakby nie patrzeć — Bartuś Kowalczyk albo Winiarski nigdy by nie wpadli na pomysł zagrania na kolanach!
I co do tej młodzieży — no słuchajcie, ja widziałem parę razy, jak faceci po szkole 16:00 wpadają na trening, głodni jak wilki, i walą pięściami w powietrze, że chcą wygrać! A ten trener co? Patrzył, czy przypadkiem nie dostał esemesa od żony? No niech was szlag trafi 😤
Skowroński to świętość, jasne, ale niech ktoś wreszcie przestanie sypać piach w tryby i da naprawdę pasjonata na ławkę — bo talent mamy, tyle że marnuje się w błocie, zanim zdąży zakwitnąć 🌱 PÓŁ AUTOKARU KURSÓW NA PRAWO JAZDY NIE ZASTĄPI WOLI, ŻEBY WYGRAĆ, PANOWIE!!!
No do cholery, ależ ten wątek nabrał rumieńców. Słuchajcie, co do kursu prawa jazdy w telefonie — sam byłem tam w Radomiu i też mnie to szlag trafił, jak widziałem tego gościa raz po raz wertującego ekran, jakby mu na tabelce kursowej wisiał kontrakt w Będzinie. Ale powiem wam coś: niech się nikt nie łudzi, że ten mecz to była wyłącznie wina smartfona.
Bo widzieliście, co się działo przed Radomiakiem? Już tydzień wcześniej media pisały, że nasza siatka jest zestresowana transferami, że kilku kluczowych graczy siedziało w domach, bo umowy wisiały na włosku. A trener? Ano trener, który musiał mieć napięty grafik nie tylko z zawodnikami, ale i z prezesem. Półautokaru kursów na prawo jazdy pewnie nie załatwi sprawy, kiedy brakuje dwóch środkowych, a libero prowadzi trening z młodzikami.
Ale nie mydlicie oczu — wasz Zagłębie ma rację co do pasji. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na treningach przy ulicy Konopnickiej było tyle ludzi, że trener musiał wyznaczać godziny wejścia przez bramę, bo nie mieściliśmy się na trybunie. I co się stało? Najlepsi odeszli do lepszych lig, młodzież została z samymi deklaracjami, a teraz ławka kibica świeci pustkami. Talent mamy, ale bez faceta, który wbije w dupę piłkę i nie odpuści nawet przy 18:20, to z supertalentami zrobimy tylko kolejną ofiarę "piórkowego geniuszu".
Swoją drogą — ktoś w końcu dorwał do videa z tych treningów? Te chwile, kiedy Kowalczyk albo Winiarski walą pięściami w powietrze, niech się staną memem klubowym. Bo to jest właśnie to, czego nam brakuje — nie kolejny "mistrz kursów", tylko facet, który będzie krzyczał tak, żeby trybuny trzęsły się od fundamentów. Bo pasja to nie ilość esemesów w kieszeni, tylko ogień w oczach zawodnika, który wie, że dzisiaj gra o coś więcej niż kontrakt.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej tam, panowie, jakbyśmy sobie dzisiaj nie dogadywali na forum to pamiętajcie, że jeszcze za moich czasów pod betoniarnią na Błoniach było tyle kiboli, że na trybunie musieliśmy stawać jeden na drugim, żeby choć ogarek meczu zobaczyć. trener ganster znojny, rury tak palił, że zawodnicy nie wiedzieli, czy grają o punkty, czy o życie — a wy dzisiaj narzekacie na jednego gościa, co patrzył w telefon?! no niech was, kurwa, szlag trafi, bo to chyba naprawdę jest inny świat.
pamiętam lata 90., kiedy to nawet juniorzy dostawali od trenera po gębie, jak źle postawili nogę na bloku — a dzisiaj co? dzisiaj się kombinuje, kto ma dostać premię za nieprzegranie 3:0, a nie kto zagra tak, że trybuny zadrżą. i nie mówię, że wtedy wszystko było idealne, ale cholera, ludzie bili się o każdy punkt jakby od tego zależało, czy ich babcia dostanie emeryturę!
teraz macie takich "strategów", co na meczu u Radomiaka mieli na telefonie więcej wiadomości niż wiadomości na naszym forum w całym tygodniu — a gdzie wasz Kowalczyk? ten facet to chodzący ogień, no ale jak mu kazali grać defensywę jakby mieliście bronić się przez cały mecz z pekaesem w tle, to co miał zrobić? no chyba nie krzyczał na trenera, bo ten by mu jeszcze kazał liczyć kursy godzinowe na prawo jazdy.
i tyle mi tu gadajcie o młodzieży, która walczy — no dobra, fajnie, że chcą grać, ale bez faceta, co ich zmusi do biegania, zanim oni sami wymyślą, że dzisiaj nie idą na trening, to z tego "talentu" zrobicie kolejną drużynę, która będzie gadała o tym, że kiedyś coś tam było, a dzisiaj już nic nie ma.
ja wam powiem — wasz problem to nie telefon w kieszeni trenera, tylko to, że nikt nie ma już ochoty bić się o każdy punkt jakby to była sprawa życia i śmierci. a kiedyś to była.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, nie mówcie że nikt nie widział, jak ten wasz Kowalczyk w zeszłym tygodniu po treningu powiedział do nowego libero: "Słuchaj, chłopie, dzisiaj nie myślimy o punkcie, tylko o tym, żebyś nie padł na twarz przy bloku, bo facet obok ciebie ma tyle oleju w głowie co ja w dokumentacji prawa jazdy!" 😂 Później ten sam chłop w meczu z Radomiakiem walnął serwis tak, że czterech ich graczy stało w miejscu, a nasz Bartuś nie mógł się nachwalić, że "wreszcie ktoś wiedział, że siatkówka to gra w nogach, a nie w notesie!"
A co do waszego "kursu prawa jazdy" — to ja tam w zeszłym sezonie kibicowałem w Będzinie podczas spotkania z AZS-em Częstochowa i widziałem, jak ten cały "mistrz taktyki" ustawiał zawodników jak pionki w warcabach, tylko żeby nikt nie zrobił błędu przy odbiciu! Macie pojęcie, jak szybko się nudzi kibic, kiedy widzi, że nikt nie walczy, a tylko czeka na sygnał trenera jak ochroniarz na syrenę auta pana prezesa? 🤡 Wtedy aż się skusiłem, żeby krzyknąć z trybuny "Hej, chłopaki, grajcie jakbyście mieli za chwilę trafić na izbę wytrzeźwień, nie na arenę!" — i wiecie co? Najgorsze jest to, że połowa drużyny się uśmiechnęła, ale nikt nie zareagował.
Talent mamy, to fakt — ale talent to nie jest coś, co się hoduje w szkolnych warsztatach ani co się liczy w Excelu. Talent to jest coś, co tryska z oczu, kiedy facet wie, że dzisiaj gra nie o kontrakt, tylko o dumę miasta! A u nas? U nas mamy ludzi, którzy potrafią wyskoczyć z treningu o 17:00 i walnąć piłkę tak, że murawa drży, ale na ławce siedzi facet, co właśnie dostał powiadomienie o kolejnym wpłacie na konto... i to jest właśnie ta gówniana różnica między nami a tymi, co naprawdę chcą grać.
Bo wiadomo — jakby jeszcze ten trener posłuchał chociaż raz tego, co mówią na ulicy, zamiast wpatrywać się w tabelę kursową, to by może zrozumiał, że Kowalczyk nie potrzebuje rozkładu jazdy, tylko rozkładu sił! 💸
To loteria, nie piłka.
Ej, cholera, aleście się dzisiaj rozpisali jakbyście w Będzinie nigdy nie widzieli, jaką mamy drużynę! 😤 Mówicie o Kowalczyku, że to chodzący ogień, ale co z tym, że on w Radomiu zaliczył serwis na cztery osoby i to i tak nie daliśmy rady? 0:3 i to było widać gołym okiem — nie chodziło tylko o trenera z komórką, bo brakowało nam połowy drużyny! No ale dobra, to co, mamy teraz znowu gadać o telefonach i pasji, kiedy za tydzień mamy z Hutnikiem i wszyscy będą narzekać, że znowu nie awansowaliśmy? 😂
I jeszcze te wasze wspominki z lat 90. — no przepraszam, ale wtedy to były inwestycje, teraz mamy sponsora, który ledwo zipie, a wy tam opowiadacie bajki o gazetach i emeryturach babć! 🔥 I co z tego, że ktoś dostawał w dupę od trenera? Dzisiaj jak ktoś dostanie, to jeszcze mu prezes płaci za „uszkodzenie psychiczne”, hehe.
A co do waszego „kursu prawa jazdy” — no siak, ale co z tym, że Radomiak jest teraz w Ekstraklasie i oni mają tyle pieniędzy, że mogą sobie pozwolić na trenerów, którzy co chwila liczą kursy godzinowe, a my? My mamy kilku zawodników, którzy muszą sobie dorabiać na budowie, bo prezes nie daje rady. Ale no, jasne, problemem jest telefon, nie? 😭
I jeszcze ta historia o wolontariuszach walących pięściami po treningach — no naprawdę, pochwalcie ich, ale nie zapominajcie, że jak trener nie da im szansy, to nawet najwięcej dobrych chęci nie pomogą. A taka Zosia z końca 2002 mówi, że Bartuś powiedział coś mądrego do libero — no ale chłopie, co on miał powiedzieć? „Dzisiaj nie myślimy o punkcie, tylko o tym, żebyś nie padł na twarz”? To nie jest motywacja, to jest desperacja! 💪
No ale okej, niech będzie — może jednak ten telefon trochę pomógł, bo gdyby trener jeszcze krzyczał, tobyśmy mieli 0:4! 😂 Wszystko jedno, jutro lecimy na Hutnika i zobaczymy, czy pasja obudzi się w naszych chłopach albo przynajmniej w kimś z ławki… bo jak nie, to prezes niech się szykuje na kolejną podwyżkę dla „mistrza kursów”. 🚗💨
ej no ale chłopie, co ty wygadujesz?😄 cały wątek idzie w kierunku, że "wszystko przez telefon trenera", a ty nagle ładujesz, że przegraliśmy bo "brakowało nam połowy drużyny"? no weźże, kurwa, my graliśmy 6+1 i jeszcze libero musiał robić za blokującego, bo dwóch środkowych miało kontrakty wiszące w powietrzu! to nie telefon jest problemem, tylko to, że wasz prezes woli kupować nowiutkie autokary do wożenia sponsorów po Będzinie zamiast pchać hajs w młodzież albo chociaż w jakiś sensowny kontakt dla drużyny!
i te twoje gadanie o latach 90. — no przepraszam, ale wtedy to byli ludzie, którzy bali się trenera bardziej niż własnej matki, a dzisiaj macie na ławce faceta, który jak usłyszy "rozejść się", to od razu sprawdza w kalendarzu, kiedy ma następny kurs na prawo jazdy 😂 ale no jasne, problemem jest smartfon, nie?
i jeszcze to "uszkodzenie psychiczne" — hehe, no wiesz co, ja w zeszłym sezonie widziałem, jak Kowalczyk po meczu podszedł do faceta z Radomiaka, co wygrał punkt naszym libero i dał mu po prostu solidnego kopa w kostkę — i wiecie co? nikt nie poszedł na izby wytrzeźwień, bo tamten facet wiedział, że to normalka w siatkówce! a u was? a u was taki Kowalczyk musiałby liczyć się z pozwem, jakby tknął kogoś mocniej niż delikatnie.
i ta twoja "desperacja" o wolontariuszach — no ale co ty myślisz, że oni chcą grać tak, żeby trener tylko kiwnął palcem? oni chcą grać tak, żeby trybuny drżały! i mieliśmy momenty, kiedy tak grał — pamiętacie ten mecz z MKS-em Będzin w lidze okręgowej, kiedy to ten cały "piórkowy geniusz" puścił młodzież samopas i wyszliśmy z boiska bijąc brawo? no ale co z tego, skoro prezes powiedział, że "trzeba oszczędzać, bo sezon dopiero się zaczął" i zakazał krzyczeć trenerowi? no przepraszam, ale to chyba nie telefon jest tu problemem!
no ale zobaczymy jutro na Hutniku — jakby jeszcze chociaż jeden zawodnik wyjdzie na boisko z ogniem w oczach zamiast z kartką z rozkładem jazdy w kieszeni, to może coś z tego będzie. inaczej to będzie kolejny mecz, gdzie kibice będą się zastanawiać, dlaczego walą z całych sił, a ławka siedzi jak na pogrzebie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A w zeszłym tygodniu, jak przyszedłem na trening juniorów w Będzinie, to akurat ten chłopak, co Winiarski potem złapał za nogi na bloku, zrobił mi taką hecę: poprosił, żebym stanął przy siatce i udawał blokującego, bo trener kazał im trenować "precyzyjne ustawienie w bloku bez emocji". No to ja się nachlapałem za siatką, a on zamiast uderzać na test, zrobił taki bekhend wprost na mnie — trafił mnie prosto w czoło! 😂 Wszyscy na ławce dostali ataku śmiechu, a trener nawet nie podniósł wzroku od telefonu, bo "musiał sprawdzić kursy online". Potem ten sam junior w meczu z Radomiakiem stał jak słup, bo nikt mu nie powiedział, że czasem trzeba walnąć w dupę, zamiast czekać na sygnał. No i jeszcze ten cholerny sędzia, który w drugim secie przy 18:20 uznał nasz atak jako "atak środkowego", a nie libero — ale to już temat na inną dyskusję, bo wiadomo, że jak prezes ma sponsora na trybunie, to sędziowie widzą, co mają widzieć. Ale fakt jest fakt — grać z głową? Jasne, ale najpierw trzeba umieć grać z sercem, a nie z kalkulatorem w kieszeni.
Gdzie dowody?
Ejże, ależ wy dziś macie trochę nerwów w żyłach — słychać to aż tutaj na ulicy Konopnickiej, gdzie jeszcze dziesięć lat temu nie było dnia, żeby nie latał po trybunie facet z papierosem w garści i butelką piwa w drugiej ręce, a teraz? Teraz mamy do czynienia z taką dyskusją, że nawet mój dziadek, który kibicował od czasów Strzeleckiego, by się uśmiał i powiedział: "Dzieciaki, aleście dzisiaj zajęci tą paplaniną o telefonach!"
Zgadzam się, że ten trener z Radomiakiem to był naprawdę pokaz, jak się nie robi siatkówki, i to nie chodzi tylko o ten telefon — choć cholera jasna, nie można ukryć, że facet bardziej się bał spóźnić na następny kurs jazdy niż na własne ustąpienie z boiska. Ale to, co mówił Poisson_1X2, to była prawda numer jeden: kiedyś chodziło o to, żeby grać tak, jakby od punktu zależało, czy twoja babcia dostanie emeryturę, a dziś? Dziś niektórzy myślą, że gra w siatkówkę to coś w stylu "dzisiejszy webinar na Teamsie" — z kalendarzem w kieszeni i kawą na stole.
A co do tego meczu z Radomiakiem — miałem tam koledze, który akurat siedział w samochodzie naprzeciwko hali, i mówił, że Bartuś, ten libero, dosłownie pływał w powietrzu przy atakach, jakby mu skrzydła wyrosły. Nie chodziło o to, że nie umiał grać — on umiał, a wręcz przeciwnie, pokazywał, że ma serce do tej drużyny. Problem tkwił w tym, że nikt nie dał mu sygnału, żeby bić się o każdy punkt, bo trener akurat liczył godziny do końca kursu. A ja wam powiem — jestem z Będzina od urodzenia i pamiętam, jak jeszcze za mojego dzieciństwa na treningach juniorów ustawialiśmy się w koło i trener kazał nam biegać tak długo, aż jeden z nas zwymiotował. Był surowy? Tak. Ale skuteczny? Setki razy więcej niż ten dzisiejszy "strateg". I wiecie co? Ani razu nikt nie poszedł na izbę wytrzeźwień, bo wiadomo było, że to część procesu.
No i jeszcze ten drobiazg od ZosiadoKonca2002 — o tym, jak Kowalczyk napomniał libero, że ma nie paść na twarz przy bloku — to była najprawdziwsza prawda. Bo u nas w Będzinie nie chodzi o to, żeby zawodnicy byli bezbłędni, tylko o to, żeby walczyli jak lwy, nawet jak mają zmięty kontrakt w kieszeni. A dzisiejsi trenerzy? Oni wolą, żebyśmy grali "inteligentnie" — czyli wolno, spokojnie, bez emocji — jakby kibice przyszli na mecz po to, żeby posłuchać prelegenta z wykładu o gospodarce.
Na koniec — widziałem w zeszłym tygodniu, jak jeden z juniorów, który trenował z dorosłymi, dostał wprost w twarz piłką rzuconą przez środkowego, bo facet uznał, że "lepiej będzie, jak odejdzie od siatki". Junior wstał, otrzepał się i powiedział: "Tato, idę jutro znowu, bo wiem, że kiedyś ktoś mnie stąd zabierze". No i wiecie co? Ja w tym momencie pomyślałem: oto jest ta pasja, której brakuje naszej drużynie. Bo talent mamy — to wiem po latach obserwacji — ale talent bez walki to tylko kolejny numer w Excelu, który prezesowi zajmie miejsce w segregatorze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, aleście się dzisiaj rozjebali jakbyście zapomnieli, że w Będzinie gra się, bo się KURWA KOCHA siatkówkę, a nie żeby zarabiać na kursach prawa jazdy! 🤡
Słuchajcie, w zeszłym tygodniu byłem na treningu naszych chłopaków i widziałem coś, co mnie naprawdę wkurwiło — nie chodziło nawet o telefon trenera, który akurat gadał z księgowością o "optymalizacji kosztów delegacji" zamiast o grze. Rzecz w tym, że jeden z juniorów, ten nowy środkowy, Pawlak ma na nazwisko, przyjął piłkę tak delikatnie, że podeszła jakby miała robić test psychologiczny, a nie przebić się przez blok. I wiecie, co trener zrobił? *nic*. Tylko kiwnął głową, że "dobrze, idziemy dalej". A ja tam stałem i myślałem: "Chłopie, ty naprawdę uważasz, że ta piłka powinna lądować tak miękko, jak papier w segregatorze?"
No i jeszcze ten fragment z meczu z Radomiakiem — zobaczyłem powtórkę, jak nasz Bartuś próbował zagrać w wolontariusza przy ataku, bo nikt nie krzyczał "BARTEK, DASZ RADĘ?!" z ławki. A przecież wiecie, jak to kiedyś było — facet, który nie miał nogi, wbiegł na boisko, bo kibice z trybuny dali mu taką moc, że on sam siebie podniósł! Teraz mamy trenerów, którzy myślą, że gra polega na tym, żeby zawodnicy nie bili się ze sobą o piłkę, tylko ustawiali się jak manekiny w sklepie z meblami.
I jeszcze jeden smaczek — w zeszłym roku widziałem, jak nasz były libero, ten co odszedł do wyższej ligi, przyjechał do Będzina na mecz juniorek z powodu nostalgi. Poszedłem z nim pogadać, a on mówi: "Słuchaj, teraz oni grają tak, jakby mieli za chwilę iść do pracy na pierwszą zmianę, a nie walczyć o punkty. W moim czasie trener krzyczał 'WYŁĄCZ SIĘ!', a nie 'Wyłącz alarm w telefonie!'".
No i wiecie co? Jak jutro pójdę na Hutnika, to wezmę ze sobą stary gwizdek z lat 90., ten co straszył niejednego przeciwnika, i zawołam chłopaków: "Kurwa, to nie mecz na Teamsie, to ARENA BITWY! Albo się bijecie, albo możecie sobie odejść do sponsora na trybunie i liczyć kursy godzinowe!" 💸🔥 A jeśli trener będzie patrzył w telefon, to mu go wyłączę ręcznie — bo w Będzinie mamy takie tradycje, że jak ktoś nie umie grać z pasją, to niech idzie do innego klubu, gdzie liczy się tylko kolumna w Excelu!
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, no ale co wy tu dzisiaj pieprzycie jakby w Będzinie nie grali od stu lat?! 😂 Słuchajcie, kto z was był na tym meczu z Radomiakiem, no powiedzcie — ja tam stałem zaraz za ławką i widziałem, że Bartuś latał jak szalony, a ten trener akurat co chwila zerkał w telefon, bo miał naradę z księgowością o "optymalizacji kosztów delegacji"… no i? A to nasza drużyna wyszła z tej hali z gołymi rękami! Bo wiecie co? Pasja nic nie da, jak połowa drużyny ma kontrakty wiszące w powietrzu, a sędzia w drugim secie uznał nasz atak jako atak środkowego przez przypadek albo przez to, że prezes siedział na trybunie z butelką wody mineralnej i uśmiechał się do sponsora. 😭
I jeszcze ten wasz Kowalczyk — no dobra, facet potrafi przyłożyć tak, że czterech stoi w miejscu, ale wiecie co? On też jest na kontrakcie, który może mu wyparować, jak prezes znów nie da rady z kasą! A teraz mówicie, że to przez telefon trenera? Chłopie, ja tam na treningu juniorów widziałem, jak jeden chłopak dostał piłką w czoło od kolegi, bo trener kazał trenować "precyzyjne ustawienie w bloku bez emocji" — no i? Czyżby to była wina telefonu? 😂 To była wina tego, że nikt nie odważył się krzyknąć "DASZ RADĘ, CHŁOPAKU?!" zamiast liczyć kursy!
I co z tym waszym gwizdkiem z lat 90.? No fajnie, fajnie, ale dziś nie chodzi o to, żeby straszyć przeciwnika, tylko żeby w ogóle dojść do punktu! Trener patrzy w telefon? No i co? Może akurat sprawdza tabelę ligi, a nie kursy jazdy — kto to wie?! Ale jeśli wy naprawdę myślicie, że problemem jest smartfon, to idźcie jutro na Hutnika i zobaczcie, kto tam będzie sprawdzał notatki zamiast grać! Ja tam będę, ale nie po to, żeby patrzeć, jak ktoś liczy godziny, tylko żeby zobaczyć, czy nasz libero wreszcie wyskoczy jak popchnięty sprężyną! 💪🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej no ale co wy tam dzisiaj wymyślacie za bajki jakbyście nigdy nie widzieli, jak gramy w Będzinie — no bo ja tam chodzę od lat, od kiedy Szymek strzelał serwisy tak, że sędziowie tracili głos, a nikt nie myślał o telefonach ani o kursach jazdy! 😄 pamiętacie ten mecz z AZS-em Częstochowa w trzeciej lidze, kiedy to nasz libero, ten co miał dziurawe buty, złapał takiego bekhenda, że facetowi w drugiej drużynie szczęka opadła? i nic — trener tam krzyczał jak opętany, a nikt nie sprawdzał żadnego kursu, bo przecież liczył się tylko jeden punkt i walka do końca! nie chodziło o to, że komuś kazano liczyć godziny, tylko że zawodnicy wiedzieli, że mają coś do stracenia — swoją dumę albo po prostu to, że niedługo przyjdzie im stawać przed trybuną z rozdziawionymi gębami!
i co wy teraz mówicie o tym radiu, że trener patrzył w telefon — no jasne, że patrzył, bo fajnie jest mieć jakiś punkt odniesienia, kiedy reszta drużyny gra jakby miała jutro egzamin z rachunkowości! ale wy tam narzekacie na smartfona, a zapominacie, że jeszcze pięć lat temu nikt nie miał nawet normalnego laptopa do analizy meczu — i co? wychodziliśmy na boisko i graliśmy, bo krew grała, nie jakaś tam logika z Excela!
a ten wasz gwizdek z lat 90. — no super, ale dziś nie chodzi o to, żeby kogoś wystraszyć, tylko żeby ten ktoś zrozumiał, że w Będzinie nie ma miejsca dla delikatnych panów, którzy wolą liczyć punkty niż je wyrywać z rąk! widziałem w zeszłym tygodniu, jak nasz nowy środkowy, ten co przyjechał z zagranicy, powiedział że "jestem tu, bo chcę się bić", a nie "bo dostałem kontrakt na osiemset dych i mam jeszcze kursy jazdy do zaliczenia". i wiecie co? facet w drugim secie wylądował na podłodze po dobrym bloku, a ja myślałem — wreszcie ktoś wie, o co chodzi!
i jeszcze ten wasz argument o prezesie i sponsoringu — no przepraszam, ale skoro prezes ma problem z kasą, to niech walczy o nią na boisku, a nie na trybunie, bo u nas zawsze mówiono: "jak dasz z siebie wszystko, to bieda się nie przyczepi". i wiecie co? kiedyś tak było, a dziś? dziś mamy trenerów, którzy wolą gadać z księgowością niż krzyknąć "DO WIĘCEJ, CHŁOPAKI!" i to jest właśnie ten problem — nie telefon ani kursy, tylko ludzie, którzy zapomnieli, że siatkówka to nie ładna robota na Teamsie, tylko walka na śmierć i życie, gdzie liczy się tylko to, że nikt nie odejdzie z podkulonym ogonem!
no ale zobaczymy jutro na Hutniku — jak tamten środkowy znów wyskoczy jak z procy albo jak libero przyjmie piłkę tak, że strażak by jej nie złapał, to może jednak coś się ruszy. inaczej znów będziemy stać z tyłu hali i liczyć godziny do następnego meczu, żeby prezes wreszcie załatwił sprawę z tymi kursami. 🚗💨
No to mi tu dzisiaj zrobiło się na sercu, jak sobie przypomniałem ten luty zeszłego roku — no bo byłem na treningu juniorów i pamiętam, jak jeden chłopak, cały spocony, ledwo zipiąc, dostaje mocny atak w twarz od kolegi z drużyny. A trener na to? "Dobrze, teraz jeszcze raz, ale bez emocji". Chłopaki stanęły w kółko jak ochotnicy do wykonania kary, a ten biedak, co dostał piłką, powiedział tylko: "Ależ ja nie mogę ruszać ręką, panie trenerze". No i wiecie, co trener zrobił? Poszedł do kibla, bo "musiał odpowiedzieć na maila od sponsora". A chłopcy stali tam jakby im ktoś baterie wyjął — i nikt nie krzyknął ani słowa. Po półgodzinie ten sam chłopak wyszedł z boiska, bo trenował "precyzyjne ustawienie", a nie to, że kiedyś mu nogę ukręcą przy bloku. A dzisiaj, jak patrzymy na mecz z Radomiakiem, to rozumiem, dlaczego Bartuś latał jak oszalały — on po prostu wiedział, że jak nie ruszy dupą, to prezes mu kontraktu nie przedłuży. To nie telefon jest tu problemem, tylko to, że naszym chłopakom nikt nie powiedział, że w Będzinie czasem trzeba walnąć pierwszy, a później ewentualnie liczyć kartkę z rozkładem jazdy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, ależ się dzisiaj zebrała paczka, co do jednego ze smętną miną i złamanymi sercami — i to akurat w temacie, gdzie mielibyśmy przecież świętować, że jednak coś tu w Będzinie pękło, no nie? Bo przecież jak myślimy o tamtej hali z Radomiakiem, to widzimy Bartusia latającego jak oszalały, a za ławką faceta, który pewnie myślał bardziej o tym, czy zdąży na następną "optymalizację kosztów delegacji", niż o tym, że mamy tam punkt do wywalczenia.
No dobra, weźmy sobie teraz ten przykład z trenerem i telefonem — każdy tu ma swoją wersję, każdy coś do powiedzenia, i ja się z tym zgadzam, że facet popełnił błąd, bo w siatkówce chodzi o to, żeby czuć każdy punkt, a nie liczyć godziny do końca kursu. Ale czy tylko przez ten cholerny telefon cały Będzin stoi w miejscu? Hmm… bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na trybunach nie było ani smartfonów, ani Excela, tylko ludzie z papierosami w garści i butelkami piwa, a jednak drużyny z górnych lig miały problem z przyjściem do siebie. Więc problem chyba leży gdzie indziej — nie w narzędziach, tylko w tym, jak się ich używa.
A teraz weźcie tę sytuację z juniorkiem, co dostał piłką w czoło i musiał trenować "bez emocji" — no to jest dopiero symptom. Że niby szkoła życia ma uczyć tego, żeby nie krzyczeć, nie bić się o każdy skrawek kortu? Że trening ma być taki fajny, jak webinar na Teamsie? W moim świecie, jak dostałeś piłką w twarz, to albo walczysz dalej, albo idziesz do domu i nie wracasz. A tu mamy trenerów, którzy chcą żeby było "ładnie" — i jeszcze się dziwią, że zawodnicy grają jakby mieli jutro rano egzamin z prawa jazdy.
No ale co z tym zrobimy? Czy jutro wyskoczy na Hutniku nowy gwizdek z lat 90. i wszyscy magicznie odnajdą pasję? Czy może jednak wiemy, że problem jest głębszy — że chodzi o system, w którym trenerzy muszą liczyć każdy grosz, a zawodnicy co chwila słyszą, że kontrakt może im wyparować? I co wtedy — niech gwiżdżą, niech biją się w piersi i mówią "kurwa, dawaj pasję"? Przecież nie o to chodzi, żebyśmy jutro biegli na boisko z siekierami, no nie?
Może po prostu trzeba usiąść, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: "Słuchajcie, jesteśmy w Będzinie, mamy talent, mamy tradycję, ale coś się tutaj zapętliło — i nie chodzi tylko o telefon". Bo jakby nie było, jakiś powód jest, że ludzie tu przychodzą, ale wychodzą z ciężkim sercem. I póki tego nie rozwikłamy, to nawet najlepszy gwizdek z lat 90. nie pomoże.
Najpierw policz, potem się spieraj.