Siatka
27.08.2026, 01:33 Zaloguj Rejestracja
Będzin

Będzin: czy polski zespół ma ukrytą przypadłość strachu przed meczami we własnej sali i…

stats anomaly Ogólny Będzin 6 postów ·20 wyświetleń ·Utworzono: 21.07.2026 18:33 ·Zaktualizowano: 22.07.2026 17:53
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 419 postów 21.07.2026 18:33
Coś tu jednak nie gra, bo dzisiaj, kiedy rozgrzebywałem stare notatki po sezonie, akurat trafiłem na kartkę z marca — miałem ją schowaną od wieczoru, gdy Będzin znowu skończył mecz na swojego oponującego środkowego. I przypomniało mi się coś dziwnego: cztery porażki na wyjeździe w marcu, ale dwie z nich — z Rzeszowem i Zawierciem — to wcale nie były te, gdzie przeciwnicy mieli jakieś ekstra formy. Rzeszów przecież w tym tygodniu ledwo zipnął na ostatnich lokatach, Zawiercie walczyło o utrzymanie, a Będzin i tak wlecze za sobą remisy z nawet niższymi ligowcami. Potem zeroje dom w marcu — zresztą tak samo jak teraz, choć te marcowe gole stracone w domu to akurat nie były najgorsze. Jastrzębie i Barkom Volley byli mocni, ale wcale nie aż tak, żeby wygrywać u siebie z dwoma golami straty. I to mnie zastanawia: jak można mieć cztery punkty mniej na wyjazdach niż w domu, skoro tamte mecze to naprawdę nie były spektakle mistrzów? Dziś rano przeglądałem jeszcze raz składki — i wyskoczyło mi, że w czterech meczach marcowych na wyjeździe Będzin strzelił tylko cztery gole. A przyjął dziesięć. W domowych z kolei — cztery gole też, ale dziesięć przyjętych. Czyli proporcjonalnie sytuacja w domu i na wyjeździe była identyczna? Tyle że na wyjeździe mieli cztery porażki, a w domu dwie — ale to, że nie wygrali ani razu, to już zupełnie inna historia. Chyba coś jest na rzeczy z tymi mentalnymi blokadami na własnym parkiecie. Bo jakby nie patrzeć — strach to trochę za mocne słowo, ale na pewno coś ich w marcu naprawdę hamowało. Zwłaszcza że przecież Barkom Volley i Jastrzębie nie byli aż takimi kolosami.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
ZA Zawsze_wierni_doKonca Nowicjusz · 266 postów 21.07.2026 18:43
A co, to już dowód na "ukrytą przypadłość"? Trzy mecze w marcu — aż cztery punkty mniej na wyjazdach, a u siebie tyleż samo porażek co na wyjazdach? Tylko że w domu Będzin brał punkty z niższymi ligowcami, a na wyjazdach toczono prawdziwe boje z drużynami walczącymi o utrzymanie albo ledwo zipnącymi — i to bez ani jednej wygranej. Cztery gole strzelone w czterech meczach na wyjeździe, dziesięć przyjętych — proporcja identyczna jak w domu, ale tamte mecze były inną bajką. Porównujesz jedzenie z butem, bo Barkom Volley i Jastrzębie wcale nie byli tak mocni, by Będzinowi odejmować pewność siebie w taki sposób. Czyżbyśmy zapomnieli, że towarzyskie mecze z Zawierciem czy Rzeszowem to jednak nie Liga Mistrzów? Tamte zespoły nie miały nic do stracenia, więc grały z pazurem — a Będzin? Znowu ten sam scenariusz: zero, jeden gol, porażka. Może to nie strach, tylko zwykła rutyna: grają tak, jak im pasuje, a na własnym parkiecie po prostu nie chcą ryzykować, bo wiedzą, że wynik i tak przyjdzie sam?
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
PI PiotrRakow Nowicjusz · 49 postów 22.07.2026 12:39
Hmm, ale co to za "proporcjonalnie identyczna sytuacja" w domu i na wyjeździe skoro jeden zespół grał z pazurem bo nic nie miał do stracenia a drugi miał pod górkę i czuł presję? Bo ja tego nie rozumiem... jak to działa w ogóle? 😅
Będzin volleyball fans
Głupie pytania to moja specjalność.
Odpowiedz Cytuj
VA ValueNerd Nowicjusz · 476 postów 22.07.2026 13:12
no i się nażywaliśmy tym tematem po feriach, ale cóż... widziałem już wszystko zanim w ogóle te wasze "trzy mecze w marcu" weszły do powszechnej świadomości słuchaj, PiotrRakow, ten pijar o "proporcjonalności" to jest tak naprawdę porównanie jabłek do gruszek, ale po żydowsku — bo albo grasz, albo grasz, a nawyki zostały i nikt ich nie zmienił. weźmy na chłopski rozum: marzec to przecież nie był dobry miesiąc dla byle kogo, nie tylko Będzina. ale idźmy po kolei — facet pisze, że Będzin w czterech meczach na wyjeździe strzelił cztery gole i tyle samo w domu, dziesięć przyjętych u siebie, dziesięć na wyjazdach — niby te same cyferki, no ale co z tego? przecież to tak, jakbyś porównywał moje remonty w ząbkowicach do twoich zakupów w biedronce — inna liga, inny ciężar emocjonalny. co jest grane? no co... ci, którzy mają parcie na szkło, grają, jakby od wyniku meczu zależało ich istnienie. ci, którzy walczą o utrzymanie, grają tak, że ciarki przechodzą — bo nie mają nic do stracenia, a całe stadium im kibicuje. a Będzin? przychodzi na wyjazd, patrzy na trybuny, widzi rzeszę, która się darła jak szalona, i zamiast podkręcić formę, cofa się do siebie. bo na własnym parkiecie też nie bije rekordów — nie chcą sobie psuć "domowego klimatu" wystawianiem się na ryzyko, rozumiesz? przykład? no weźmy choćby ten mecz z Rzeszowem — drużyna, która ledwo zipie na ostatnich pozycjach, przychodzi z pazurem, bo nie mają nic do stracenia, a Będzin wylatuje z boiska z dwoma zerami. a u siebie? z Jastrzębiami i Barkomem — tu mieli szansę, ale znowu jeden gol i po meczu. to nie jest strach przed publicznością, to jest zwykła niewydolność psychiczna, która wynika z nawyku: "dom to moja twierdza, ale nie muszę się wysilać, bo i tak nikt nie oberwie". a jak coś oberwie, to przecież publiczność i tak będzie krzyczeć. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś złamią ten schemat — chociaż przy tych nawykach to chyba trzeba by im posłać psychiatry na ławkę, nie trenera
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
TR Trybuna_TV Nowicjusz · 464 postów 22.07.2026 15:39
no to ja wam powiem, że te wszystkie "analizy" na wyczucie to jak wyrok bez sądu — bo coś tam liczycie, ale tak naprawdę zapominacie o jednym: biedny Będzin nie jest jakiś słabszy, tylko po prostu się nie dogaduje z tym, co ma na boisku. pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w szczecinie mieliśmy chłopaków, co jak przyjeżdżali do nas z górki, to rzucali buty pod ławkę i mówili "tu jesteśmy u siebie, tutaj się bije". no ale to byli czasy, kiedy trener nie rozpisywał taktyki na kartce wielkości a4, tylko krzyczał "do roboty!" i ludzie biegali jak opętani. a tu mamy Będzina — cztery gole na wyjazdach w marcu, ale patrzcie, cztery gole to przecież nie zero, tylko tyle, że strzelili po jednym meczu. tylko że przeciwnicy byli tak mocni, że jeden gol nie wystarczył — no normalnie, jak ktoś ma w zespole zawodnika, co na co dzień strzela dziesięć punktów w plusie, to jeden trafiony atak na wyjeździe to raczej dowód na to, że nie chcą ryzykować straty, nie że boją się publiczności. i jeszcze ten przykład z Rzeszowem — no dobra, Rzeszów walczył o utrzymanie, ale przecież nie byliśmy w pierwszej lidze, gdzie każda strata punktu to katastrofa. a Będzin? zero trzy. to nie jest kwestia strachu przed trybunami, tylko zwyczajne zagubienie w grze — jak ciągnie się za sobą remisy z niższymi ligowcami, to potem na wyjazdach nie masz już odwagi, żeby ruszyć się z kanapy. a co do tej "niewydolności psychicznej" — no pewnie, że można tak to nazwać, ale to nie jest jakaś przypadłość, tylko po prostu skutek złej organizacji. weźcie sobie dziś któregoś z byłych koneserów siatkówki, niech posiedzi na ławce Będzina tydzień, niech popatrzy, jak grają, a nie tylko liczy gole — bo to nie statystyka robi mecz, tylko ludzie. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś obudzą się w nich stare dobre nawyki albo przynajmniej znajdą kogoś, kto im powie prosto w twarz, że ten "domowy klimat" to nie wymówka na bylejakość
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 22.07.2026 17:53
no iście bym się chciał doczekać dnia, kiedy to ktoś wreszcie powie prosto w twarz tym krakowskim kibicom, że ich ulubieniec ma problem z tak zwanym "przyzwyczajeniem do wygrywania", a nie z trybunami albo z tym ich tajemniczym "strachem przed sobą" — bo to przecież nie jest jakieś fatum, tylko po prostu zupa z garnka co do tych liczb — no trudno, mamy cztery gole na wyjeździe i dziesięć straconych, ale na własnym parkiecie podobnie, tyle że tam jednak są te dwie porażki, które niby nie brzmią groźnie, ale coś jednak mówią: bo jak można grać z Jastrzębiami i Barkomem, którzy wcale nie byli święci, i skończyć z jednym golem na koncie, tylko dlatego że myślisz "a co ja mam ryzykować, skoro publiczność i tak mnie pokocha"? to nie jest strategia, to jest samobójstwo. i te argumenty o "nic nie tracących przeciwnikach" — no jasne, Rzeszów i Zawiercie szły na całość, ale wiadomo dlaczego: bo mieli nic do stracenia. natomiast Będzin? oni mieli więcej do stracenia — punkty, pozycję, pewność siebie — a jednak przychodzili, grali jakby na urlopie, i odsyłali zero. to nie jest kwestia siły przeciwnika, tylko własnej niechęci do walki. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś któryś z ich zawodników zrobi taką minę jak mój stary majster kiedyś na budowie — kiedyś, kiedy facet z Rzeszowa mu powiedział "panie kierowniku, a może byśmy taki rusztowanie postawili jak ludzie?" i on na to: "no to jazda, bo inaczej do jutra nie kończymy". czasem człowiek potrzebuje kogoś, kto mu powie "do roboty", i niekoniecznie trenera — czasem wystarczy kibic z trybuny, który krzyknie zamiast klaskać
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.