Ale co my tu mamy?
Ej, ale bym szalał jakby ten nowy numer 10 w Zawierciu miał dojść prosto z Brazylii! Gdzie tam, ktoś mówił mi ostatnio, że sam Skryba maczał palce w sprawie... co tam mówić, on wie, jak się dogadać z tymi co mają pieniądze. 😏💸 Można by pomyśleć, że wreszcie coś ruszy, bo co z nami? Stale te same uderzenia z pozycji, a nie ma nikogo, kto by potrafił wziąć drużynę na siebie i naprawdę pokazać klasę... A jak już się trafi taki gracz, to schodzi z boiska jakby mu się paliło pod dupą. 🤡 No chyba że ten ktoś zza oceanu jednak się zdecyduje, bo inaczej to dalej będziemy patrzeć na zawieszone mosty i marzyć o prawdziwym playmakerze...
To loteria, nie piłka.
A co to niby znaczy "Skryba maczał palce w sprawie"? Skryba, którego skryba, co on niby może? Że niby na nieboskłonach Brasiłii zamiast z piłką bawi się w biurokratyczne intrygi? No niechże mi ktoś pokaże choćby jeden konkret, że ten facet cokolwiek załatwił, nie mówiąc już o numerze 10. Albo naprawdę myślicie, że jak jakiś playmaker zza oceanu przyjedzie, to od razu rzuci robotę, żeby w Zawierciu robić fajerwerki zamiast sesji treningowych? No powiedzcie mi, bo ja coś widzę, że gra idzie, a ten "prawdziwy numer 10" to aż tak bardzo go brakuje, że aż sami sobie wlewacie niedorzeczności do głowy.
Gdzie dowody?
ej ludzie, co to za syf że numer 10 to w Zawierciu jak święty Graal? 😱 przecież my nie gramy w NBA z dożywotnimi kontraktami tylko w PZPS! facet co byłby playmakerem by musiał rwać dupę jak szalony żeby się przebić przez naszą ligę, a nie latać z placu zabaw na Copacabanie! 💪
pamiętacie ten mecz wiosną kiedy Polkowice przyjechały i robiliśmy z nimi remis bo wreszcie jakiś chłop na boisku pomyślał trochę zamiast tylko miotać? to nie była magia, to było ŻYCIE! ten ktoś miał oczy dookoła głowy, wyczucie i jaja żeby zagrać pod presją 🔥
i co on niby ma robić ten numer 10? prowadzić ataki, ustalać tempo, dostarczać piłki na atakujących? MY DO TEGO NA RAZIE NIE JESTEMY GOTOWI! ale jakby ktoś taki trafił to byśmy zapamiętali go na lata! no chyba że naprawdę mamy czekać aż Skryba dogada się z kimś na Marsie 🤬
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ależ się trochę nam rozchodzimy z tonem, co nie? Bo przecież nikt nie mówi, że Zarząd ma od jutra przywieźć z Brazylii pół metra wzrostu z 18 latka, który wczoraj zadebiutował w Copa Libertadores. To byłoby jakbyśmy mieli sobie wsiąść na karuzelę marzeń i liczyć, że wylądujemy w finale Ligi Mistrzów za trzy lata. A na razie to co mamy, to mamy – i co? Gra idzie, czasem się uda, czasem nie, ale nie od razu Rzym zbudowali.
No właśnie, ten mecz z Polkowicami to był taki moment, kiedy ktoś wreszcie pokazał, że da się myśleć dwoma oczami naraz, a nie tylko strzelać jak do celu w strzelnicy. Tylko że problem nie tkwi w tym, że taki gracz nie istnieje – problem jest taki, że nasza liga nie jest jeszcze gotowa na kogoś, kto by rządził w połowie boiska i miał na tyle luzu, żeby rozładować presję. Bo czytałem niedawno, że nawet w PlusLidze najlepsi playmakerzy mają tyle wolności, że mogą sobie pozwolić na trzy-trzy ryzykowne podania w jednej akcji. U nas? Jak ktoś raz schrzani, to od razu słychać, że brakuje "oswojonego" numeru 10.
A co do Skryby... no cóż, facet zna się na futbolu, ale nie jest czarodziejem. Może tam w okolicy z kimś pogada, ale transfer playmakera na miarę naszej ligi to nie to samo co ściągnięcie napastnika, który strzela gola co drugi tydzień. Trzeba by było albo kogoś, kto już się sprawdził w niższych ligach europejskich i jest gotowy na wyższy poziom, albo kogoś młodego, ale z dwoma-treema latami na ławce rezerwowych w zespole powyżej. W Zawierciu? Widziałbym raczej kogoś w wieku 23-25 lat, kto już pociął trochę ligę u siebie, żeby nie było tak, że przyjeżdża i zaraz dostaje pomarańczową kartkę za niezdarność.
No i jeszcze ta sprawa z klasą – bo niby skąd mielibyśmy ją wziąć, jak większość drużyn w naszej lidze to zgraje 10 zawodników plus jeden lepszy, który wbija gola co drugą akcję? Ale fajnie, że o tym mówimy, bo przecież to nie jest tak, że nie ma na kogo czekać. Trzeba tylko realnie spojrzeć na to, co mamy i gdzie jesteśmy. A póki co, to raczej dalej będziemy mieć takich, co schodzą z boiska, zanim jeszcze drużyna zdąży zrobić coś fajnego. Ale kto wie, może kiedyś trafi się ten jeden, który to wszystko zmieni. Wtedy to dopiero będą fajerwerki, nie?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, kurczę, ależ to się nakręca! Też wpadłem na ten mecz z Polkowicami i co ja wam powiem – ten facet z numerem 10, ten chłop co pomyślał zamiast tylko uderzać, to nie żaden aniołek z kopalni srebra, to po prostu Lucek Kowalski z naszej juniorskiej drużyny. Stary, on wtedy miał 19 lat, wszyscy mówili, że to skończony talent przez jakieś kontuzje, a on wyskoczył jak zdrowy szczeniak i zagrał jakby miał w glanach wiatraki zamiast nóg. Szedł tak przez całe boisko, jakby wiedział, że za chwilę dostanie ode mnie obiad za darmo, jakby to było jego normalne tempo.
Tyle że taki Kowalski nie wytrzymał trzech meczów w pierwszym składzie – pal sześć, bo nasz trener akurat pojechał na szkolenie z takim jednym gościem, co ma certyfikat od FIAF-u i myśli, że zna się na wszystkim. A co? Już mu się marzy playmaker zza oceanu, żeby nie musiał przyznawać, że sami nie potrafimy zbudować czegoś na wzór numeru 10. Niby mamy potencjał w juniorach, niby coś tam ćwiczymy, ale wciąż czekamy na ten moment, kiedy ktoś wreszcie powie: "Dobra, dajcie mi tę piłkę i nie gapcie się, jakbym miał ją rzucić w waszą stronę".
I wiecie co? Najgorsze jest to, że już raz mieliśmy takiego – w 2020 roku dołączył do nas facet, co wcześniej grał w Tunezji, mówił, że tam miał wolną rękę, a u nas dostał taką opiekę, że wyglądał, jakby miał do rozegrania jeden mecz w tygodniu zamiast osiemdziesięciu minut w ogniu. Wylądował u nas na tydzień i tyle go widzieliśmy – wrócił do domu i założył portal z poradami dla playmakerów. A my? My dalej szukamy. No ale niech to szlag – przecież nasz klub kiedyś miał nazwę "Zawiercie" a nie "Zawieście się i marzcie"! 😤💸
To loteria, nie piłka.
Dziwne to, jak raz na jakiś czas ktoś trafi akurat na ten jeden mecz, co przypomni nam, że jednak nie jesteśmy aż tak beznadziejnym klubem, tylko po prostu jeszcze nie trafiliśmy na tego jednego gościa, który by z tymi pajacami wokół pogadał jak z dziećmi. Ja pamiętam zeszłoroczny wyjazd do Myszkowa – mieliśmy dwóch kontuzjowanych obrońców, a nasz środkowyatakujący, ten Nowak, musiał grać na drugiej obronie, bo nikt inny nie dał rady. I co? Ten Nowak, normalnie strzelec gola co drugi mecz, stanął na środku i rozdawał piłki jakby miał GPS w głowie. Dwa asysty, jeden celny zagranie do rzutu rożnego, którego sami zrobiliśmy – a facet jeszcze przed meczem narzekał, że boli go kolano! Po drugiej połowie ktoś go zapytał, dlaczego nie szedł na atak, skoro umie tak dobrze operować piłką, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział: "Jakby mnie nie widzieli, to by mnie nie bronili".
No i się okazało, że problem nie tkwi w tym, że brakowało nam numeru 10, tylko że zabrakło człowieka, który by sobie po prostu wziął odpowiedzialność. Bo Kowalski u juniorów, ten Lucek, to fajny talent, ale ma tendencję do uciekania przed kontaktem fizycznym – a playmaker w naszej lidze musi być gotowy na trzy kieszenie i jeszcze na to, że ktoś mu będzie deptać po nogach. Ja bym raczej postawił na kogoś starszego, z doświadczeniem w niższych ligach europejskich, kto zna smak bycia w klinczu i nie spanikuje, jak wokół niego lata piłka.
I jeszcze jedno – ta gadka o Skrybie to szczytem bezczelności. Ten facet coś tam na pewno kombinuje, ale nie od dzisiaj wiemy, że kiedy on mówi "załatwię numer 10", to albo wraca zadowolony z podpisaniem kontraktu na reklamę piwnej firmy, albo z butelką wódki i pomysłem na kolejny sezon "budowania drużyny od podstaw". Tyle że my już raz mieliśmy takiego "prawdziwego numer 10" – w 2018 roku ściągnęliśmy faceta z Drugiej Ligi zza Sanu, gadał po angielsku, miał za sobą dwadzieścia rozegranych meczów w barwach niższej ligi niemieckiej, a u nas skończył jako ten, co obijał piłkę do narożnika, bo nikt nie biegał za nim. Więc póki co wolę liczyć na to, że któryś z naszych juniorów się wreszcie przebije, niż marzyć o kimś z za oceanu, kto wyląduje tu i od razu zrobi nam z Zawiercia Barcelonę.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej, ale pamiętacie tego gościa z Finlandii, co to niby miał być ten nasz zbawiciel numer 10 lata temu? facet od razu zrobił się gwiazdą na te kilka dni, kiedy okazało się, że jego ostatni klub w ojczyźnie to była taka dziura, że trzeba było do niej dojeżdżać traktorem, a on tam grał na pozycji jeszcze bardziej nietypowej niż nasz trener podczas zebrań organizacyjnych. i co? przyjechał, zrobił jedną uderzającą ripostę w lokalnej prasie, że jakby go nie widzieli, to by nie istniał – no bo tuż przed debiutem przyszedł do szatni z pyłkiem na butach i powiedział, że "klima u nas jest fajna, ale powietrze jakoś dziwnie gęste".
i nie myślcie sobie, że Skryba go nie upatrzył – facet w ogóle wpadł w oko przez to, że umiał zagrać na komórce podczas przerwy międzypółfczasowej. ale po dwóch meczach, w których albo schodził z boiska z kolanem udającym bambusowy parkiet, albo przepuszczał podania tak, że nasi obrońcy mieli wrażenie, że grają w ping-ponga z Niemcami – po prostu zniknął. podejrzewam, że wrócił do Finlandii grać w kręgle albo uczyć miejscowych, jak się niepotrzebnie ekscytować. a Skryba wtedy mówił, że to był "błąd w systemie transferowym", że facet "nie docenił atmosfery", że "pogoda mu nie sprzyjała". no jasne.
i pytanie tylko jedno: ilu takich "cudów" mieliśmy od tamtej pory? ja liczę na palcach jednej ręki tych, którzy w ogóle pojawili się na boisku, nie mówiąc już o tym, żeby umieli coś sensownego zrobić z piłką. a przecież nie raz nasze juniorki grały lepiej zorganizowane niż niektórzy debiutanci w seniorskim zespole, którzy mieli za sobą "doświadczenie zza granicy". czasem aż się człowiek zastanawia, czy naprawdę nie lepiej by było, gdyby ten nasz playmaker jednak pochodził z Zawiercia – niechby choć raz oszczędził nam nerwów, zamiast je mnożyć. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.